Leafblade - The Dragon Priest

Rysiek Puciato

Właściwie to zespół Leafblade powstał jako „baza” do zaprezentowania możliwości wokalnych jednego ze znajomych założyciela zespołu Anathema – Danny’ego Cavanagha, a mianowicie dżentelmena, który nazywa się Sean Jude. Obaj panowie spotkali się podczas trasy koncertowej Anathemy i zespołu, którym w owym czasie dowodził Sean – Valle Crucis. Z udziałem innych artystów, z których trzeba wspomnieć o perkusiście Thomasie Leggu, nagrali dwa pełnometrażowe albumy – „Beyond, Beyond” (2009) i „The Kiss Of Spirit And Flesh” (2013). Na obu słychać szereg instrumentów akustycznych i mnóstwo folkowych brzmień. Po nagraniu tych albumów z grupy odszedł Danny Cavanagh, a pozostali dwaj muzycy nagrali kolejne wydawnictwa, z których album z 2020 roku pt. „The Goddess With Child” muzycznie jest podobny do poprzedników, natomiast kolejny, wydany w 2022 roku, „Merlin, Child Of The Merrymoon” - wkracza na „drogę arturiańską”. Rozpoczyna cykl „The Arthurian Cycle” (Cykl Arturiański), czyli serię albumów koncepcyjnych opartych na micie o Królu Arturze. W zamierzeniu autorów – a zespół Leafblade to aktualnie duet składający się z Seana i wspomnianego wcześniej perkusisty Thomasa Legga - cykl ma być ukoronowaniem całego życia Seana Jude’a poświęconego pisaniu piosenek. „Merlin, Child Of The Merrymoon” to, jak dotąd, najbardziej ambitny album zespołu Leafblade. I rzeczywiście utwory z tego krążka cechuje nieco folkowe zabarwienie, rockowa ekspresja, progresywny szlif i wspaniały wokal. Ale dzieciństwo Merlina to raptem część opowieści o Arturze, rycerzach okrągłego stołu, smokach, wiedźmach i wielkiej miłości…

Dobrze więc, że 26 stycznia br. ukazała się kontynuacja cyklu - najnowsze dzieło grupy Leafblade pt. „The Dragon Priest”. Zespół ponownie zaprasza do wysłuchania opowieści o losach mitologicznej Anglii. Na tron wstępuje król Vortigern, przywódcą Brytów zostaje Lord Ambrosius. Merlin w Pierzastym Płaszczu zostaje jego przyjacielem. Ujarzmia smoki swoją magią i zaczyna sabat w Stonehenge. Jest taniec gigantów, przywoływanie białego jelenia. W wizji widzi nadejście króla Artura, zaczarowane ostrze Excalibura i stół zrobiony „na podobieństwo świata”. I będzie miłość i śmierć. Będzie zniszczenie i horror. I będzie dalszy ciąg muzycznej opowieści o Arturze.

A skoro ma to być opowieść o czasach tak dawnych, że pamiętają je tylko… bardowie, to tak też zaczyna się ten album. Lekko, gitarowo, z niewielkim wsparciem orkiestracji. „Like Flowering May” to zachęta do zajęcia miejsca w karczmie i wsłuchania się w dalsze części opowieści.

Opowieści o zamku pełnym zbrojnych, szczęku mieczy, potu ćwiczeń - to domena drugiej kompozycji, „The Court of Ambrosius”, która jest niemal balladową opowieścią o życiu zamkowym. To bardzo zbalansowany utwór, w którym narracyjny dźwięk gitary wspomagany akordami klawiszy tworzącymi atmosferę zwykłego spokojnego dnia, pełnego jednak lekkiej riffowej nerwowości.

„The Salisbury Henge” to już kompozycja z dużym rockowo-metalizującym zadziorem. Są tu progmetalowe riffy, jest też ostrzejsza linia wokalna. To początek sabatu, to taniec gigantów, to moment wizji – wszystko musi być mocniejsze, wyraźniejsze i zdecydowane. I tak też jest. Dominuje metalowa epickość połączona z łagodzącymi ten mocniejszy charakter całości łagodnymi solówkami gitary. Gdy kończy się wizja, gdy kończy się szalony taniec, przychodzi czas na chwilę oddechu – taki przynosi kompozycja „Snow On Salisbury Plain”. To instrumentalne cztery minuty, których atmosferę tworzy rozedrgana gitara i szum wiatru w tle.

Czas na małe pytanie: czy pamiętają Państwo postać Merlina? Czy był kiedyś zakochany? Niestety, tego nie wiem, ale utwór pt. „The Beautiful, Silent Kiss” – piąty z kolei – sugeruje swym instrumentalnym brzmieniem, że tak. A jak to z miłością bywa, ta kompozycja to melodyjne trzy minuty marzeń o uczuciach.

Chwilę potem „In the Blood Evermore” przywołuje słuchacza do porządku. Miłość miłością, a wokoło tyle zamieszania, że dalszy ciąg historii musi być opowiedziany w zdecydowanie bardziej rockowy sposób. Mocno, z wyraźnym nabijaniem perkusji i metalowymi akordami gitary.

Efektem sabatu w Stonehenge są wizje Merlina. Wizje rzeczy okropnych i pięknych, wizje tego, co stanie się z Arturem i całym krajem. Utwór „Merlin's Soliloquy” opisuje w bardzo delikatny i nastrojowy sposób ten moment muzycznej opowieści. Szept, delikatna gitara, tajemniczość, obawa przed przyszłością – wszystko to da się usłyszeć w tej jakże melodyjno-smutnej kompozycji.

Idźmy dalej tropem wizji. Stare obrzędy, starzy bogowie, stare modlitwy. To zawartość utworu „The Evocation Of The Stag”. Podobnie jak poprzednia kompozycja, także ta tworzy niesamowity nastrój bajkowych opowieści, będąc zarazem minutową zapowiedzią kolejnej części historii o Merlinie pt. „The Stag And The Fae”. Tym razem bez szeptów, bez delikatności, lecz w bardzo zdecydowany gitarowy sposób muzycy rozpoczynają opis nimfy Nimhue z lasu Broceliande i świętego białego jelenia, by w końcowej części zachwycić melodyjnym solo gitary przerywanym ostrymi akordami, które wprowadzają element strachu i niepewności w tej spokojnej opowieści. Bo któż wie co mogą zgotować śmiertelnemu człowiekowi „starzy bogowie”?

I wreszcie, już na koniec, zespół serwuje swój najmocniejszy i najbardziej wymowny utwór - „The Dragon Priest”. To hymn intronizacyjny Merlina. To opowieść o decyzji, która zatrząśnie światem mitu o Merlinie i Arturze. To opowieść o wzięciu odpowiedzialności za losy kraju przez czarownika. To zdecydowany utwór z mocnymi gitarowymi riffami będący zarazem wspaniałą i porywającą kompozycją. Dokładnie taką, jaka powinna podsumowywać to wydawnictwo.

I jeżeli ktoś z Państwa nie znał jeszcze zespołu Leafblade lub kojarzył go z pierwszymi dwoma albumami nagranymi w towarzystwie Danny’ego Cavanagha, to chyba będzie musiał zmienić swoją opinię. To nie jest ten sam zespół, ani nawet taki sam. To, począwszy od albumu „Merlin, Child Of The Merrymoon”, grupa, która idzie w zupełnie nowym kierunku. Rezygnuje z (proszę wybaczyć to pewne nadużycie) „anathemowskich” dźwięków i sposobów aranżacji, na rzecz quasi-epickich utworów, którym przewodzi idea opowieści o czasach arturiańskich. A że opowiadane historie „brzmią” mocą, mitem, walką, tajemniczością, czarami, to dobór środków wyrazu musi być odpowiedni: mocno rockowy, niemal metalowy, czasami delikatny, cicho brzmiący, momentami liryczny i szeptany. I choć może nie jest to jakaś płyta wybitna, to warto prześledzić (być może po raz kolejny) sposób muzycznego kreowania świata Artura, Merlina i rycerzy okrągłego stołu. W końcu obaj muzycy tworzący obecny skład zespołu - Sean Jude (wokal, gitary, teksty) i Thomas Legg (perkusja, bas, orkiestracje, klawisze) - pochodzą z Walii i Szkocji - od zawsze uważanych za kraje mitów i niesamowitych baśniowych historii.

MLWZ album na 15-lecie Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce