mlwz - edunitsky - banner - facet

Emerald Dawn, The - The Land, The Sea, The Air (Volume One)

Maciej Niemczak

Zespół The Emerald Dawn ma tylu samo zwolenników co przeciwników. Jedni piszą o nim peany, a drudzy mieszają z błotem. Mnie jest zdecydowanie bliżej do tych pierwszych - nie przerażają moich uszu ich dlugie i zawiłe kompozycje, wszystkich słucham wnikliwie od początku do końca, wyszukując najpiękniejsze fragmenty, podziwiając je niczym migające gwiazdy na rozświetlonym księżycem niebie. Takich momentów na płycie ''The Land, The Sea, The Air (Volume One)'' jest naprawdę sporo.

Gwoli przypomnienia, jest to już szósty studyjny album wydany przez tych uzdolnionych Brytyjczyków. Zadebiutowali jako trio w 2014 r. płytą ''Searching For The Lost Key''. Na ''Visions'' (2017) stali się kwartetem, a od ''Nocturne'' (2019) wykrystylizował się obecny skład. Tworzą go: Ally Carter (gitara, saksofon sopranowy, altowy i tenorowy, instrumenty klawiszowe), Tree Stewart (wokal, instrumenty klawiszowe, flet, 12-strunowa gitara akustyczna), Dave Greenaway (6-strunowa gitara basowa bezprogowa i progowa, kontrabas elektryczny) i Tom Jackson (perkusja). Dla czytelników i słuchaczy MLWZ, nazwa grupy nie jest anonimowa, bowiem na naszym portalu ukazały się recenzje albumów ''Nocturne'' oraz ''To Touch the Sky'' (2021).

Najnowszy album The Emerald Dawn zachwyca muzyczną wizją i wykonaniem, przekraczając nawet najśmielsze oczekiwania najbardziej oddanych sympatyków twórczości zespołu. Zachowując swój charakterystyczny, epicki, symfoniczny rozmach, The Emerald Dawn wydobył orzeźwiający i eklektyczny wachlarz brzmieniowych składników, by olśnić zmysły odbiorcy. Jest coś w odległej magii ich brzmienia, jakby grali na starożytnych skałach, które są częścią wizerunku zespołu, uświetniając krajobraz. Każde solo brzmi naturalnie i nieodzownie. Każde przejście brzmi jak nowy ruch, który ożywa. Ich utwory są długie nie bez powodu, nie tylko po to, by się popisywać. Ich muzykę często określa się mianem “neo prog” i regularnie występują na festiwalach progrockowych w Anglii. Jednak ta etykieta pasuje do nich tylko częściowo, ponieważ definiują swoje brzmienie również poprzez inne elementy. Obecne są w niej również wpływy psychodelii, space rocka, a nawet folku, jazzu i fusion.

I wszystko to odnajdziemy już w pierwszym nagraniu na płycie - ''Dancing with the Spirit''. Ta instrumentalna kompozycja charakteryzuje się cudownie natarczywym riffem, który narasta. Połączenie jazzu i progresywnego brzmienia prowadzi do satysfakcjonującego muzycznego finału, który wydaje się zbyt szybko zakończony. Utwór jest najkrótszy w ich całym dorobku, a tak dużo się w nim dzieje. Zwróciłbym uwagę na zręcznie wplecioną marimbę, która wprowadza nieco tropikalnego klimatu oraz niesamowitą jazzową solówkę na saksofonie. Wspaniałe, wciągające otwarcie albumu.

''Under Changing Skies'' to wspaniały, złożony i nieustannie ewoluujący epos, który z pewnością na długo zagości w pamięci słuchacza. Zaczyna się delikatną grą na flecie, następnie pojawiają się lekko ezoterycznie brzmiące wokale i subtelna, ale dobrze dopasowana praca klawiszy. Jeszcze póżniej wkraczają: miażdżący bas, krzykliwa perkusja i ognisty riff gitary, by nagle przejść w bardzo łagodne tony z fantastyczną solówką Ally'ego. To niesamowite nagranie, które choć trwa prawie 17 minut, to w ogóle się nie dłuży.

Ponad trzynastominutowy utwór ''While Oceans Die'' zaczyna się saksofonem na tle klawiszy. Tenże saksofon wybucha potężną solówką pomiędzy krótkimi partiami wokalnymi (m.in falset przypominający nieco Geoffa Manna). Po gitarowym popisie następuje bardzo mroczny fragment nagrania. Ambientowo-symfoniczne klawisze przyprawiają o gęsią skórkę, mamy wrażenie, że uczestniczymy w jakiś dramatycznych wydarzeniach. Końcowka trochę uspokaja nasze skołatane myśli i prowadzi do clou całego wydawnictwa - przepięknego ''And We're Left Wondering Why''. Gitara akustyczna w roli głównej przywraca nas na bardziej znane terytorium, a cały zespół idealnie się synchronizuje. Gra Ally'ego na gitarze hipnotyzuje jak zawsze, ale jego saksofon wprowadza muzykę w nowe, cudownie wymagające pejzaże dźwiękowe. Przejmujący, syreni wokal Tree ma emocjonalną głębię i gotycki charakter, a bogata, klawiszowa gra stanowi solidny fundament dla całości. David i Tom stanowią trzon sekcji rytmicznej tak samo znakomicie i misternie, jak zawsze. Uwielbiam ten utwór, stanowi wspaniałe zwieńczenie tego doskonałego albumu.

Muzyka The Emerald Dawn maluje obrazy i opowiada historie, które pobudzają wyobraźnię i zabierają słuchaczy w niezapomniane muzyczne podróże. Jest przejmująca, często pięknie melodyjna i zawsze bardzo nastrojowa... Szczerze polecam.

MLWZ album na 15-lecie Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce