Big Big Train - Woodcut

Olga Walkiewicz

Artyści mają nieprzeniknioną duszę - sklejoną z odłamków marzeń, pasji i bólu. Jest w nich chęć zgłębiania tajemnic, moc rozwierania furty niebiańskiej i czeluści piekieł. Jest ciągły niepokój, chęć szalonych podróży i przygód. Ich dzieła krzepną w wulkanie serca, niczym kawałki lawy…

Tym razem Big Big Train podarował swoim fanom koncept. Zgrabnie napisaną historię, która jest pretekstem do wspaniałej muzyki. Bohaterem najnowszego albumu grupy Big Big Train „Woodcut” jest artysta o duszy rozdartej pomiędzy sztuką a rzeczywistością. Pewnego dnia tworzy dzieło - drzeworyt, które wpływa na jego życie. Od tej chwili ulega przemianie. Jego umysł tkwi pomiędzy dwoma światami, nie rozróżnia prawdy od fikcji. Wyobraźnia nadaje rytm przyszłości. Zabiera w podróż pełną tajemnic i zagadek.

Tym razem zespół Big Big Train podarował swoim fanom koncept. Zgrabnie napisaną historię, która jest pretekstem do wspaniałej muzyki.

Ile to już lat minęło od chwili powstania grupy?… Aż trudno uwierzyć, że BBT istnieje od 1990 roku. Powstał w Bournemouth w Anglii, założony przez Andy’ego Poole”a i Grega Spawtona. Jest to jedna z najdłużej działających i najbardziej uwielbianych formacji rocka progresywnego. Można wręcz rzec, że jest zespołem kultowym dla tego gatunku. Wszyscy muzycy, którzy są obecnie, lub przewinęli się przez jej szeregi, należą do ścisłej czołówki najbardziej cenionych postaci współczesnej sceny progresywnej. Ze szczególnym szacunkiem warto wspomnieć nieodżałowanego Roberta Longdona. Muzyka zespołu ma cudowne, rozpoznawalne brzmienie, doskonałe harmonie, obłędne kompozycje i czar, któremu nie można się oprzeć. Do tego dochodzą jeszcze wspaniałe aranżacje, soczysta intensywność dźwięków, klarowny tembr klasycznych instrumentów, takich jak flet, skrzypce, wiolonczela czy trąbka…

Nowy album trwa nieco ponad godzinę. Składa się na niego szesnaście utworów. Dla muzyków był rodzajem całości podzielonej na sceny, kadry, grę namiętności i zmysłową narrację. Greg Spawton powiedział: „Podczas pracy w studio postrzegaliśmy to w inny sposób. Bardzo poważnie. Album to pojedyncza, epicka kompozycja, z której można wyciągnąć inne, krótsze piosenki”.

Muzyka ukazuje spójność artystów. Ich niesamowitą relację, doskonałą chemię, jaka panuje między nimi. Poszczególne utwory powstawały indywidualnie i zespołowo. Alberto Bravin przejął obowiązki zarówno wokalisty, jak i producenta. Teksty też były w większości pracą zespołową, choć zaznaczył się większy wkład skrzypaczki Claire Lindley. Wokal prowadzący w zasadzie należy do Alberto, ale w rzeczywistości, wszyscy członkowie zespołu śpiewają, nawet zwykle temu niechętny Greg Spawton.

Co do szczegółów instrumentalnych, to każdy muzyk wypełnia swoją rolę w sposób perfekcyjny. Rikard Sjoblom obejmuje teraz większość partii gitary elektrycznej, a jego solówki zachwycają i oplatają magią. „Light Without Heat” czy „Counting Stars” mogą otulić sobą, opleść niewidzialną pajęczyną miękkiego brokatu. Skrzypce Clare Lindley znalazły słodki rezonans w melodyjnej nostalgii „Arcadia” czy „Sharpest Blade”. Najpiękniejsze fantazje klawiszowe należą do Oskara Halldorfa. Grający na perkusji Nick D’Virgilio jest wspaniały, jak zawsze. Nadaje muzyce energii, zawrotnych temp i niebywałego ognia.

Trzeba jednak przedstawić wszystkich bohaterów tej wspaniałej epopei: Alberto Bravin (wokal prowadzący, gitara akustyczna i elektryczna, instrumenty klawiszowe, moog i mellotron), Nick D’Virgillio (perkusja, instrumenty klawiszowe, gitara akustyczna, gitara 12-strunowa i wokal), Oskar Holldorff (fortepian, Wulitzer i Fender Rhodes piano, organy Hammonda, mellotron, syntezator i wokal), Clare Lindey (skrzypce, gitara akustyczna i wokal), Paul Mitchell (trąbka, trąbka picollo, wokal), Rikard Sjoblom (gitara 6- i 12-strunowa, organy Hammonda) i Gregory Spawton (bas, gitara 12-strunowa, mellotron i wokal).

Otwierający album, instrumentalny temat „Inkwell Black” trwa niespełna minutę. Zapowiada on tematy zawarte w innych częściach tej opowieści. Miękkie smyczki, nastrojowe w swojej pobłyskującej purpurze, przecina dźwięk klarnetu - spokojny, nostalgiczny i zagadkowy.

Utwór „The Artist” rozplata warkocz wydarzeń. Tajemniczy Artysta w szaleństwie swojej weny tworzy dzieło. Drzeworyt ukrywa w sobie mistyczną głębię, niepokój umysłu rozjątrzonego pasją. Gitara sprzęga swoje siły z fletem, klawisze i sekcja rytmiczna podkreślają gwałtowne emocje. Miękki tenor Alberto rozpina się lekko pomiędzy chórkami. Jest esencją zmysłowego tworzenia, wirem jaki porwał naszego bohatera, który zaczyna wierzyć, że jego marzenia ożyły i prowadzą go ścieżką przeznaczenia:

„I never thought a dream could survive this long in the dark, Like a flame without fuel. It flutters and sparks and clings on to life. Almost gone, almost invisible if I walk away I’ll always wonder and maybe I’m wrong to build up the banks. Let in the air ( take a deep breath) and watch it breathe into life…”.

„The Lie of the Land” inicjuje całkowitą zmianę nastroju na balladowy, pełen rozmyślań i refleksji. Fortepianowe intro wprowadza esencję błogości. Wędrówka poprzez krainę naznaczoną tysiącem niewiadomych, milionem pytań i cieniem lęku, otula bohatera szalem niepewności. Wokal i orkiestracja budują intensywność, gwałtowną relację z wewnętrznymi demonami, natężają soczyste brzmienie instrumentów.

W „The Sharpest Blade” przenikają się smyczki, gitara i wokale, które kolorują poszczególne kadry kompozycji, począwszy od głosu Claire Lindley, po bogaty tenor Alberto. Warstwa liryczna prowadzi nas przez las niebezpieczeństw, w karkołomny labirynt, jaki toruje przed nami los, dłoń fortuny czy gwiazdy świecące ponad horyzontem.

„They say what doesn’t kill you but I say that’s just not true. We fold these fragile hurts and dig them down deep, but they’re not gone. They want they come. They cut just as deep and it just takes longer”.

W „Albion Press” przechodzimy do mrocznej odmiany folku, enigmatycznych rytmów schowanych w cieniu doskonałej perkusji. Dźwięk fortepianu jest nonszalanckim szeptem, gitara wzmaga ekspresję. Wokal pojawia się dopiero w połowie utworu. Jest dyskretny i wtapia się w tętno muzyki.

„Arcadia” to jeden z moich ulubionych utworów. Przepiękne utrzymany w klimatach The Flower Kings. Eteryczny i lekki w formie, bo i taka jest chwila, a wędrówka przez krainę stworzoną wraz z drzeworytem, nabiera innych odcieni. Atramentowe niebo przenikają promienie słońca, śpiew ptaków króluje nad bezmiarem łąk i lasów. Przestrzeń tętni ciepłym powiewem wiosny, kakofonią lata i smakiem nadziei. To klucz, który otwiera tunel pośród burz i ognia, to droga do domu.

„Woodcut gave me hope. Now I’m cast out and alone, here beside a fire where the flames have flickered out. And inside a storm is ranging high against the world, steadfast and determined. I will find a way will make my way back home…”.

To magiczna kompozycja w której narastają emocje. Wokal i dźwięk gitary rozkwitają stopniowo, niczym majowe kwiaty. Muzyczny obraz nabiera ostrości i barw wraz z pojawieniem się smyczków, fletu i fortepianu. Sekcja rytmiczna zamyka wszystko klamrą delikatnej energii.

„Second Press” jest instrumentalnym pomostem prowadzącym do pełnego energii „Warp And Weft”. Dominują tu doskonałe, soczyste chórki. Nick D’Virgilio wypełnia przestrzeń skomplikowanym, zakręconym rytmem. Zapętlone linie gitarowe, świetna aranżacja wokalna, efektowne klawisze w pełni oddają uczucia Artysty zapętlonego w chaosie i niepewnie powracającego do prawdziwego świata.

„Chimaera” to punkt milowy wędrówki naszego bohatera. Muzycznie kompozycja jest utrzymana w klimacie twórczości Neal Morse Band. Jej rdzeń stanowią doskonałe harmonie budowane przez Alberto Bravina i Oskara Holldorffa oraz efektowny duet gitarowo-skrzypcowy Sjoblom/Lindley.

„Dead Point” jest przesiąknięty mroczną atmosferą. Rzeczywistość plącze się z fikcją, cienie wyłaniają się z ciemności, spowite w czerń postacie wyciągają skostniałe dłonie. Strach jest towarzyszem, trzymającym w ramionach duszę Artysty. Jego myśli pochłania gorzka melancholia.

„There in the shade a figure stands, it could be a man. As still as a rock I can’t look away. No breath escapes, a move of his head. He lifts up his gaze. A universe in his eyes…”.

Trzyminutowy utwór „Light Without Heat” ma w sobie dużo spokoju. Jest melodyjny, liryczny i zachwyca efektowną partią zagraną na 12-strunowej gitarze, za którą jest odpowiedzialny Rikard Sjoblom.

„Dreams in Black and White” ozdobione jest chórkami, w których przoduje miękki sopran Claire. Początkowo wokalne harmonie brzmią tylko w towarzystwie dzwonków, potem dołącza wspaniała solówka gitary.

Instrumentalny „Cut and Run” przejmuje temat poprzedniego utworu, przeistacza go w formę wariacji naszpikowanych pikantnymi improwizacjami i jazzową stylistyką. Jego żywe tempa odzwierciedlają próbę oderwania się naszego bohatera od ciężaru, jaki włożył na jego barki złowróżbny los. Dzieje się tu istne szaleństwo brzmień, dynamiki i barw.

„Hawthorn White” to kolejna perełka, tym razem bazująca na fortepianie i skrzypcach. To delikatna kładka łącząca świat zmysłów i ciała. Fikcji i prawdy.

„Counting Stars” to jeden z najpiękniejszych utworów na płycie. Alberto fascynuje swoim głosem, szczególnie w momencie gdy w refrenie „wspina się” zgrabnie o oktawę w górę. Kompozycja jest wspólnym dziełem duetu Bravin/Spawton. Trzeba dodać, że Greg zaznaczył tu też swój udział wokalny, który słyszymy w łącznikach i chórkach. Pojawiła się tu też smakowita solówka gitarowa. Poetyckie słowa błyszczą niczym konstelacje gwiazd, jak muzyka podniosła w swoim powabie.

„Underneath the heavens, counting stars and distant worlds. Gleaming like a hint of something gold set in the earth…”.

Zakończenie albumu stanowi niesamowita kompozycja „Last Stand”, która jest ukoronowaniem podróży bohatera, jego wolnością, pełnym optymizmu i nadziei nowym, wspaniałym dniem. Początkiem zmian, które zależą tylko od nas.

„Time to speak of love and hope, life and death and letting go. Take each day not as it comes. Make it new and make it your own…”.

„Woodcut” to niesamowity album. To esencja tego, co można kochać w muzyce grupy Big Big Train. Ma w sobie bezkresną głębię, emanuje tysiącem barw i odcieni. Dźwięki otacza filozoficzna aureola znakomitej warstwy lirycznej. Po przesłuchaniu tej płyty mamy ochotę powrócić do niej po raz drugi, trzeci… Mamy ochotę przenieść się do innego wymiaru, gdzie królują dźwięki i potęga poezji. Taki jest właśnie BBT AD 2026 i to jest piękne…

MLWZ album na 15-lecie Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce