Nie wiem czy udało mi się odgadnąć jakieś ukryte znaczenie tytułu najnowszego wydawnictwa zespołu S/W. Zakładając oczywiście, że takowe znaczenie jest i że słowo użyte w tytule nie jest żadną metaforą, to „Equilibrium” jest stanem spoczynku lub równowagi wynikającym z równego działania przeciwstawnych sił. Taką nieważkością, zawieszeniem gdzieś „pomiędzy”. Od razu też do głowy przychodzi słowo – „błogostan”, choć muzyczna dawka dźwięków zawartych na najnowszym krążku tej grupy działającej w Skarżysku Kamiennej nie pozwala na żaden błogostan, nieważkość, zobojętnienie czy pozbawioną uczuć nirwanę. To bardzo dobra płyta, która powinna zadowolić każdego poszukiwacza dźwięków być może tradycyjnie zagranych, ale mających w sobie jakąś magię, na którą składają się ładne linie instrumentalne, fajny w odbiorze wokal i… to, co ujęło mnie najbardziej: trzy kompozycje z tekstami śpiewanymi w języku polskim. Tym, którzy w tym momencie pokręcili nosem proponuję poszperanie w pamięci wewnętrznej lub zewnętrznej i szybką odpowiedź na pytanie: jaki nasz zespół „progresywny” w ostatnich latach nagrał utwór śpiewany w języku rodzimym (czyt. polskim)? Nie będzie to łatwe.
W przypadku zespołu S/W nie jest to jednorazowy wyskok. Już na poprzednim, drugim wydawnictwie pt. „Southwest” z roku 2022 można znaleźć pięć kompozycji zaśpiewanych po polsku. Tak więc wypada się tylko cieszyć, że grupa nie ustała w próbach zaadoptowania polskich tekstów do progresywnych linii melodycznych, które nie są melodyjkami z taktowaniem na cztery i rymowanymi tekstami.
S/W to: Przemysław Król (perkusja), Łukasz Sieczka (gitary), Tomasz Wolski (wokal, gitary, klawisze, programowanie) i Robert Seniuta (skrzypce w utworze „Dron”). A najnowsze wydawnictwo to prawie trzydzieści pięć minut muzyki, o której zespół na swoim Bandcampie pisze tak: „(…) Łącząc lata twórczej synergii, grupa stworzyła charakterystyczny progresywny dźwięk na trzech wydawnictwach: nastrojowym „Cold Sun” (2021), ambitnym „Southwest” (2022) i najnowszym, przekraczającym granice „Equilibrium” (2026)””. I rzeczywiście tak jest. „Equilibrium” to z jednej strony bardzo melodyjny, taki neoprogresywny album przeplatany nieco bardziej zdecydowaną i mocniejszą grą gitary, a z drugiej bardzo nastrojowo brzmiąca całość pozbawiona niepotrzebnych popisów instrumentalnych i ekwilibrystycznych aranżacji, choć zawierająca momenty ostre, zdecydowanie zagrane i brzmiące mocą. Muzyczna całość „gra” na rzecz tekstów, dając możliwość wsłuchania się w ich sens i znaczenie. To duża sztuka i… całkowicie się na tym krążku udaje.
Z racji języka tekstów można sobie zapętlić to wydawnictwo podczas słuchania. Utwory „Equilibrium”, „One Perfect Day”, „Smoldering Wreck” i „Forever Returning” z ich melodyjno-rockowymi aranżacjami brzmią smakowicie. Oczywiście nie brakuje tu mocniejszych akcentów gitarowych, które dookreślają atmosferyczność kolejnych kompozycji i nadają im nieco dramatyczno-epickiego charakteru. Tytułowa kompozycja – „Equilibrium” wyjaśnia i określa treściową zawartość albumu słowami: „(…) There’s a thin line between joy and sadness. There’s a thin line between love and madness”. Takie, mniej więcej, przesłanie słychać z każdego z utworów. Lekkość brzmienia i mocne akordy gitarowe opisują stan uwarunkowania przez skrajności, które nas otaczają i szukanie równowagi, która pozwoli odnaleźć siebie w chwilach, gdy jesteśmy wrzuceni na głęboką wodę. W chwilach, gdy szukamy „boga”, który: „(…) Oh, dear Lord. Don’t know how to fill in this void. Tears in my eyes. I left without saying goodbye” (utwór – „One Perfect Day”).
Na wyróżnienie w tej „grupie” utworów zasługuje kompozycja „Smoldering Wreck” z jej bardzo ciekawą aranżacją, które wędruje od mocnych rockowych akordów do akustycznych pasaży w ciekawy sposób łącząc moc z łagodnością. Nie będę ukrywał, że to mój ulubiony utwór z tego zbioru. Podobny sposób aranżacyjny pojawia się w utworze „Forever Returning”. Akustyczny początek i… pasażowe solo gitary. Oszczędny tekstowo utwór trwający pięć minut wciąga z ogromną siłą i płynie, i kołysze, i nieco denerwuje, i zmusza do włączenia przycisku repeat.
Krytyczna uwaga…? Wydaje mi się, że trzeba by jeszcze dopracować tzw. górę w liniach wokalnych.
Czas na, moim zdaniem, danie główne… utwory z polskimi tekstami. „Zieleń, Szarość, Czerń” – drugi utwór z tego wydawnictwa wpisuje się w brzmieniowy charakter utworów anglojęzycznych, choć „odgłosy ulicy”, „głosy świata” nadają mu nieco mroczniejszego charakteru – „(…) Ołowiane niebo. Wkrótce znów zasnuje mnie. W takich chwilach widzę. Tylko zieleń, szarość, czerń”. Gdy dodamy do tego powtarzalny motyw gitary, oszczędne solo, elektroniczne wstawki to dostajemy w zamian ciekawą kompozycję, która może się podobać. Proszę zwrócić też uwagę na końcówkę… wielogłos brzmi bardzo ciekawie, choć treściowo wcale nie jest zabawnie – „(…) Monochromatyczny świat. Już zalewa szara mgła. Twoja zieleń wzywa mnie. Bym znów wstał i zaczął biec”.
„Dron” – od pierwszego dźwięku czaruje elektroniką i gitarą. Jednak największe uznanie należy się skrzypcom, które tej rockowej kompozycji nadają nieco „szkockiego” charakteru i linii wokalnej, która wspaniale balansuje na granicy „szeptanego rapowania” i rockowego zdecydowania. Pomieszanie wszystkiego ze wszystkim przynosi wspaniały efekt – niecodzienną kompozycję wartą kilkukrotnego przesłuchania.
Znacie Państwo ten stan ducha i ciała - „(…) Dzień zbyt długi nie chce skończyć się. Może padać godzinę lub dwie. Włóż parasol i zawieś swój płaszcz. W moim domu jest tyle twoich miejsc. Chociaż serce nie czeka na cud. Chociaż głowa zakryta wśród chmur. To nie koniec, nie finał, nie kres. Twoja droga zaczyna się tu…”. To słowa utworu „T.B.C.” – pełnego elektroniki, pełnego finezyjnych aranżacji i bardzo melodyjnego nastroju. Mam nadzieję, że wciągnie Państwa ta raptem minutowa kompozycja, która wspaniale łączy się z następną, ostatnią na płycie, instrumentalną, pełną elektronicznych aranżacji – „Dysequilibrium”. Niepokojącą, uciekającą od stanu równowagi, nieobojętną. Jak cała ta płyta.
„Equilibrium” to trzecie wydawnictwo zespołu S/W. Czy najlepsze z dotychczasowych? Nie wiem. Na pewno inne. Bogatsze aranżacyjnie, bardziej zdecydowane i… poszukujące nowych dróg. Jest to jednocześnie krążek miły w odbiorze, lekko-ciężki i poprzez to wciągający. Na pochwałę zasługuję zaprzęgnięcie elektroniki – to udane próby, które dobrze łączą się z tradycyjnym brzmieniem progresywnym. Wreszcie, w moim osobistym odczuciu, teksty w języku polskim brzmią bardzo dobrze. Mają swoją treściową moc i zawierają emocje warte tych opowieści. I na sam koniec zaznaczam na swojej muzycznej mapie Polski kolejne miasto, w którym działa zespół godny uwagi – S/W.
Gdyby ktoś z Państwa chciał nabyć fizyczne wydanie tego albumu, to jest do kupienia na Bandcampie zespołu (tutaj).
