Bellefolie to pseudonim norweskiej artystki (prawdziwe nazwisko: Isabell Engelsen), której album „Beautiful Madness” ukazał się 30 stycznia nakładem wytwórni Apollon Records. To album o alienacji i próbie ponownego odczuwania, swoistego ‘powrotu do życia” i łączy w sobie surową intensywność z muzyczną poezją.
Bellefolie to artystka altpopowa, której głos natychmiast przyciąga uwagę: jest delikatny, a zarazem potężny, z intensywnością przywodzącą na myśl Björk. Jej wrażliwość muzyczna łączy w sobie dziką nordycką otwartość z elegancją ukształtowaną przez lata spędzone w Paryżu. Już sam francuski pseudonim ‘Bellefolie’ odnosi się do „pięknego szaleństwa” - ‘la folie’ jako poetyckiej prawdy ukrytej pod powierzchnią, nieokiełznanego ludzkiego pierwiastka, który opiera się gładkim narracjom. Lecz to nie pojedynczy efekt czy nawet cała koncepcja definiuje ten album, ale głos, który sprawia, że wewnętrzny niepokój staje się słyszalny, jednocześnie cicho wskazując drogę wyjścia z apatii – subtelny, natarczywy i bez wątpienia oryginalny. To mocny, mocno słyszalny głos młodej artystki mówiący o ważnych sprawach. W dodatku przy użyciu niecodziennie pięknych dźwięków ubranych w bardzo przyjemne piosenki.
Sercem albumu jest utwór przewodni - „Modern Apathy”. Bellefolie formułuje tu pytanie, które wydaje się wyznacznikiem naszych czasów: „Jeśli świat jest zagrożony, to dlaczego ty nic nie czujesz?”. Współczesna apatia nie jest przedstawiana w tym utworze jako obojętność, lecz jako reakcja na przeciążenie – emocjonalny paraliż pośród ciągłych kryzysów, cyfrowego przyspieszenia i presji moralnej. Utwór przekłada ten stan na dźwięk: migoczące kliki, synkopowe rytmy, niespokojne linie syntezatorów i wielowarstwowe wokale tworzą celowo przestymulowany, a jednocześnie ciepły mikrosystem dźwiękowy.
Od tego punktu wyjścia album rozwija się dynamicznie i gwałtownie: od paraliżu ku powrotowi do odczuwania siebie. „Your Gates” śledzi utratę niewinności, jednocześnie wzywając do odpowiedzialności i poszanowania międzyludzkich więzi. „In The Clouds” poszerza perspektywę, gdzie osobisty żal przecina się z poezją i barokową logiką kompozycyjną, a natura staje się repozytorium wspólnej pamięci. „Tiny Lullaby” stanowi surowy kontrapunkt: radykalnie intymną piosenkę pożegnalną, która pozwala bólowi istnieć bez żadnej metafory, opierając się wszelkim formom emocjonalnego odrętwienia. Dzięki „Grey Area”, „Restless Nights”, „Out of Flight” i „La Montagne” album odsłania kolejne oblicza: sprzeczności współistnieją, impulsy ucieczki idą w parze z odrętwieniem, a niepokój staje się siłą napędową działań zagubionego człowieka.
Muzycznie album „Beautiful Madness” prezentuje śmiałe wybory atystyczne – dramatyczne instrumenty smyczkowe, skale z arabskimi akcentami, elektroniczne struktury, wpływy eksperymentalnego hip-hopu i francuskojęzycznego popu… Można by tak wymieniać i wymieniać. Sporo tu egzotyki i nic tu nie idzie najłatwiejszą drogą.
Przeczytałem, że Bellefolie nazwano kiedyś „artystką tworzącą alternatywny pop, który nie ma na celu zadowolenia odbiorców, ale poruszenia głębszych uczuć poprzez swoją absolutną wyjątkowość”. Myślę, że Bellefolie wciąż znajduje się na wczesnym etapie swojej twórczości, jeszcze wiele przed nią i oby był to marsz w górę. Z całą pewnością dzięki „Beautiful Madness” umocni swoją pozycję jako jeden z najbardziej charakterystycznych nowych głosów europejskiego alternatywnego popu. Lecz nawet jeżeli to dopiero początki, to nie ukrywam, że pierwsze reakcje po zapoznaniu się z jej materiałem z płyty „Beautiful Madness” przykuły moją uwagę. Występy w Paryżu i w Londynie, niedawne koncerty supportujące Siverta Høyema i występy na norweskich festiwalach świadczą, że przed Bellefolie świat dzisiaj stoi otworem. Płyta „Beautiful Madness” z pewnością pomoże nieco szerzej odtworzyć do niego drzwi.
