Muzyka przybiera różne kształty, zmienia się, faluje niczym skrzydła albatrosa, zatraca duszę w zmysłowym tańcu i waży tyle, co dusza anioła. Nie ma bez niej blasku poranka, a noc nie nabiera głębi. Najpiękniejsze jednak są dźwięki, które powstają na scenie, w świetle reflektorów. Może dlatego tak bardzo zauroczyła mnie płyta grupy Chain Reaktor „The Enjoy Your Live Show”…
Ukazała się ona 5 stycznia 2026 roku. To wersja koncertowa albumu „Homesick” z 2021 roku (utwory pojawiają się w nieco zmienionej kolejności). Głównymi bohaterami tego wydarzenia są Eric Laan (wokal, instrumenty klawiszowe), jego synowie Bart (wokal, gitara, flet) i Arjan (perkusja) oraz basista Mark Op Ten Berg i Arianne van Nieuwenhuijsen (wokal, gitara, instrumenty perkusyjne). Muzyka, którą mam przyjemność recenzować, jest formatem streamingowym. Forma fizyczna powstała w dwóch wersjach audio/wideo: 50CD/Blu-ray i 50CD/DVD i zawiera dokumentację koncertu, który odbył się 24 listopada 2024 roku w Parkvilla Theater w Alphen ann den Rijn (zapis audio i wideo ), historię jej powstania i oficjalne klipy zespołu. Na formie fizycznej dodatkową niespodzianką jest cover utworu z repertuaru formacji Ayreon „Amazing Flight” z albumu „Into The Electric Castle”.
„The Enjoy Your Live Show (Live Version)” rozpoczyna „The Day That Never Come”, tak jak na „Homesick”. Delikatne odgłosy ptaków przechodzą w daleki dźwięk ambulansu i ekspresyjny rytm bębnów. Do linii wokalnej, spoczywającej w tym utworze na barkach Erika Laana, dołącza głos Arianne van Nieuwenhijsen, która wręcz przejmuje stery i nadaje kompozycji wiosennej miękkości. Solówka gitarowa kusząco spaja się z akompaniamentem klawiszy, wibruje, śpiewa i szepce. Nie ukrywam, że jest to jeden z moich ulubionych utworów na albumie.
„Enjoy Your Life” ujmuje soczystym wstępem fortepianu przechodzącym w wokal oraz efektowną partię gitary. Duety, chórki, ulotność i zmysłowość polaryzują przestrzeń, wirują poprzetykane nitkami światła i ciemności. Poszczególni artyści mają między sobą doskonałe relacje, pełne chemii i nieuchwytnego czaru.
„The Lying King” uchyla drzwi do świata dialogów - wokalnych i instrumentalnych. Głosy stanowią pierwszą linię, drugą buduje sekcja rytmiczna i organy. Wisienką na torcie jest urokliwa solówka gitary.
To cudownie, gdy słucha się muzyki live na tak wysokim poziomie. Koncerty stanowią dowód na prawdziwy potencjał zespołu, jego moc twórczą w blasku reflektorów, na scenie, przed rzeszą fanów, którzy kochają lecz i wymagają perfekcji. Trzeba przyznać, że „A Thousand Diamonds” brzmi przepysznie. Lekkość wieczoru przenika przepiękna gitara i wokal. Takie kompozycje chwytają serce w ramiona emocji.
Koncertowa wersja utworu „Homesick” różni się początkiem zainicjowanym przez flet, który zastąpił skrzypce. Pojawia się on jeszcze wielokrotnie w tym utworze, przeplatając się z gitarą, wokalem Erika i duetami z Arienne. Przykuwa uwagę dynamiczna praca sekcji rytmicznej i wirtuozeria gitary.
„Stop Yelling” zanurza słuchacza w oceanie skrajności. Orientalne harmonie, miękkie wokale, sensualne rytmy i bezmiar marzeń tworzą cudowny, muzyczny labirynt.
Na zakończenie wybrano kompozycję „Lonely City”. Oddaje ona esencję i bezmiar krainy do której zabiera słuchacza Chain Reactor. Pierwsze minuty to instrumentalne misterium, księga z krainy snów zapisana poezją nut, akwarelą fraz i taktów. Pozostała część utworu wkracza w klimaty lekkie, piosenkowe pełne wigoru. Prawdę mówiąc, długo nie mogłam się przekonać do kontrastu, jaki stanowią obie „części”. Ale być może musiało upłynąć trochę czasu, żeby docenić zamysł twórców.
Koncerty są ważną częścią muzycznego świata. Stanowią prawdę o wykonawcy, ukazują jego formę, talent i pasję. Ten jest szczególny - żywy, prawdziwy i niezwykle emocjonalny. Bo tacy są artyści, którzy tworzą tę piękna muzykę… Taki jest Chain Reaktor.
