W 2024 roku zadebiutowali swoim pierwszym krążkiem, który bardzo obszernie przedstawialiśmy na naszych małoleksykonowych łamach (zarówno poprzez recenzję, jak i w audycji – w maju 2024 roku album „Gjenferd” był naszą Płytą Miesiąca) i od samego początku nie ukrywaliśmy zachwytów nad muzyką młodych Norwegów. Nic dziwnego, że ich produkcje zachwyciły też naszych Słuchaczy, gdyż w naszym małoleksykonowym Plebiscycie w kategorii ‘Debiut’ album ten zajął wysokie 12. miejsce. Wtedy chyba wszyscy zastanawialiśmy się kiedy ukaże się album nr 2 i jaki on będzie? A więc szybciutko informuję, że 6 marca na sklepowe półki trafiła wydana przez wytwórnię Apollon Records nowa płyta Gjenferd zatytułowana „Black Smoke Rising” i jeżeli ktoś upodobał sobie muzykę Norwegów z pierwszego krążka, to nie będzie rozczarowany tym, co usłyszy na nowym wydawnictwie.
Album „Black Smoke Rising” wynosi zespół na nowy, jeszcze wyższy, poziom, budując nowe konstrukcje na mocnych stronach debiutu, a jednocześnie nadając brzmieniu bardziej bezpośredni i przystępny kierunek. Album oferuje jeszcze mocniejsze utwory (jest ich w sumie dziesięć), ostrzejsze riffy i bardziej zwartą całość, nie tracąc przy tym mrocznego charakteru, który od samego początku definiował brzmienie Gjenferd. Gitary i organy Hammonda nadal stanowią rdzeń stylistyki zespołu. Napędzają one solidne riffy i chwytliwe linie wokalne z wyraźną, poprockową wrażliwością.
Utwór otwierający „Crimson Rain” od razu ukazuje hardrockowe korzenie zespołu wzbogacone o bogate brzmienia organów Hammonda. Atmosfera złotej ery rocka ożywa w każdej nucie tego utworu – idealnego otwarcia, charakteryzującego się przeplatającymi się partiami gitary i klawiszy oraz mocarną sekcją rytmiczną. Dynamiczny i ostry wokal dobrze przeplata się z intensywnymi partiami instrumentalnymi, a organy grają znakomite solo. Tych Hammondowskich solówek jest na tej płycie znacznie więcej (najbardziej urzeka mnie partia organów w utworze „The Silence”), a Gjenferd raz po raz serwuje nam retro-brzmiącą mieszanką wyrafinowanej psychodelii i progresywnych brzmień. Kolejne utwory, z „The Thrill”, „Ride On i „Spread Like Wildfire” na czele, poprzez finezyjną symbiozę klawiszowo-gitarowych dźwięków, wynoszą muzyką Gjenferd na niebywale wysoki pułap. Ale warto zaznaczyć, że i sekcja rytmiczna brzmi bardzo solidnie, z głęboką, nośną linią basu i bezbłędną perkusją. Zespół umiejętnie przenosi atmosferę ery świetności heavy rocka do współczesności, dodając przy tym swój własny, osobisty akcent. I ten ostatni element powoduje, że produkcji grupy Gjenferd słucha się zawsze z niekłamaną przyjemnością.
Muzycy tworzący Gjenferd nie ukrywają, że czerpią inspirację z klasycznych zespołów, takich jak Black Sabbath i Deep Purple, łącząc ich klasyczne brzmienia z nowoczesnym podejściem do hard rocka inspirowanego przez zespoły Ghost i Hällas. I robią to niesamowicie efektownie, o czym świadczy bardzo wysoki poziom nowego albumu, który, moim zdaniem, stanowi najlepszy z możliwych przykładów energetycznego połączenia ciężkiej psychodelii i wyrafinowanego rocka progresywnego z wiszącą w powietrzu nutką retro.
Oto skład zespołu, który nagrał płytę „Black Smoke Rising”: Vegard Bachmann Strand (gitary, wokal), Jakob Særvoll (klawisze, wokal), Samuel Robson Gardner (gitara basowa) oraz Sivert Kleiven Larsen (perkusja). Dobra robota, panowie!
