Poor Bambi – Skyscrapers Soaring, Yet We’re Drowning

Artur Chachlowski

Poor Bambi to trio z norweskiego Stavanger, które przykuwa uwagę urzekającą muzyką, pomysłowymi melodiami, znakomitymi, chwytliwymi melodiami i ekspresyjnym śpiewem wokalistki Sarah Hestness. Zespół porusza się gdzieś pomiędzy rockiem a punkiem, muzycznym chaosem a alternatywą, między liryką a hałasem…

‘Noise- rock’? Nigdy takiego określenia nie używałem, ale wydaje mi się, że taka „łatka”, jakże często używana przez różne portale w stosunku do płyty zatytułowanej „Skyscrapers Soaring, Yet We’re Drowning”, jest jak najbardziej na miejscu.

Warto na wstępie zwrócić uwagę na dwie rzeczy: na nazwę grupy oraz tytuł płyty. Poor Bambi – ta nazwa nałożona na stylistykę, po jakiej porusza się zespół, wydaje się być w całkowitej opozycji do swojej semantyki. A co do przesłania wynikającego z tytułu płyty: „wieżowce rosną, ale my toniemy”, to jasno definiuje ono mocno rebeliancki i antysystemowy image zespołu.

Zespół Poor Bambi powstał jesienią 2020 roku i w jego skład wchodzą: Sarah Hestness (wokal i gitara), Espen Eidem (gitary) i Simen Amundrud (perkusja). W ciągu kilku pierwszych lat działalności Poor Bambi odbyli dwie trasy koncertowe po Norwegii, wystąpili na wielu ważnych skandynawskich festiwalach, a nawet… zagrali koncert w Nowym Jorku. Teraz przyszedł czas na pełnowymiarowy debiut (premiera odbyła się 6 lutego).

Już pierwsze dźwięki otwierającej płytę kompozycji tytułowej definiują po jakich stylistycznych obszarach będziemy się poruszać przez następne 38 minut. W największym skrócie: jest energetycznie, żywiołowo, głośno, hipnotyzująco i wciągająco.

Po tym mocnym początku, pojawia się singlowy i jeszcze bardziej żywiołowy „Midtown Madness” - nagranie zawieszone gdzieś pomiędzy grunge’em, postpunkiem i industrialem, bardzo zręcznie ilustrujące napięcie między wyczerpaniem a ambicją u bohatera tej krótkiej historii – sfrustrowanego nowojorskiego taksówkarza. Każda nuta przesterowanej gitary i każda eksplozja dźwięków oddają wewnętrzne rozedrgania bohatera. Wykrzykiwany w refrenie zwrot „Let me have this, let me have this” rezonuje jak rozpaczliwy krzyk, prośba o to, by w końcu rzucić to wszystko i znaleźć w życiu dla siebie coś lepszego. Nagranie to, jak zresztą i pozostałe, modelowo oddaje energię świata będącego w ciągłym ruchu, gdzie zmęczenie i nadzieja splatają się w pogoni za czymś lepszym, niedookreślonym, w sumie za czymś niezdefiniowanym, nieuchwytnym nawet...

Na szczególne wyróżnienie zasługuje utwór nr 3 - „You Were My Lifetime” - na którym zespół Poor Bambi zdecydowanie zwalnia i przedstawia przyjemną linię melodyczną oraz potężny romantyczny riff przewijający się w refrenie. To mój zdecydowany muzyczny faworyt.

Po króciutkim interludium („Lost In Translation”) pojawia wybuchowy i punkowo-dynamiczny „Let Me Speak”, skandowane słowa w rozedrganym „This One Is For Free”, energetyczny „Cherry Picking” oraz mocno zwariowany (a przy tym obdarzony niesamowicie chwytliwym refrenem) „Partners In Crime”, które przypominają, że mamy do czynienia z zespołem, który przede wszystkim upodobał sobie postpunkowy żywioł. Ale już przedostatni na płycie, „Turn Back Time”, a przede wszystkim kończący płytę, „I Don't Want You To Die”, są, zresztą podobnie jak „You Were My Lifetime”, nagraniami akumulującymi w sobie melodyjne piękno i zawieszonymi w rozkołysanej nostalgii. Trochę w nich klasycznego rocka, trochę nowoczesności, może nawet odrobinę vintage'u?... Muzycznie wypadają one w sposób wręcz świetlisty, a przy tym niezwykle, jak na resztę repertuaru z tego wydawnictwa, melancholijny.

Dziesięć krótkich, najczęściej trzyminutowych, utworów wypełniających program albumu łączy w sobie surowy grunge z zadziornym punk rockiem, tworząc fakturę brzmieniową, która jest jednocześnie chaotyczna i urzekająca. Przesterowane gitary, połamane rytmy i momenty pozornego muzycznego miszmaszu oddają emocjonalny zamęt i brzmieniową intensywność zespołu.

Debiutancki album otwiera nowy rozdział w historii Poor Bambi i plasuje tę grupę jako jednych z najbardziej fascynujących norweskich newcomerów. I choć stylistycznie daleko im do klasycznego prog rocka (a nie mam żadnych wątpliwości, że recenzję tę czytają wyłącznie oddani sympatycy tego gatunku), to… polecam z całego serca. Poor Bambi – nazwa z pewnością do zapamiętania.

https://apollonrecords.no 

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce