Joe Bailey nie jest nowicjuszem. Wydał do tej pory dziewięć albumów (w tym omawiany dzisiaj), a zadebiutował płytą ''The End Comes Too Late'' w 2015 roku. Dodatkowo współtworzy grupę Dark Monarchy, z którą nagrał cztery albumy i jedną EP-kę. Skoro ktoś wydaje tyle płyt, musi być doceniany przez fanów i krytykę. I tak jest w rzeczywistości, zwłaszcza epicki ''Splinters'' z 2023 roku został ciepło przyjęty. Joe'go zaszufladkowano jako muzyka progmetalowego, ja jednak uważam, że to crossover z elementami metalowymi.
Najlepszym tego dowodem jest najnowsze wydawnictwo Bailey'a zatytułowane ''Torrential Pain''. Zaczyna się od orkiestrowego ''Life Runs Out''. Początek to odgłos deszczu, który przechodzi w tło, a prym wiodą niezwykłe smyczki. Joe włącza się ze swoim gładkim wokalem, prowadząc nas do krainy łagodności. Wraz z partią klawesynu unosimy się nad zaczarowanym lasem. Trójkąty brzmią jak krople rosy zamienione w kryształ, w które delikatnie postukują skrzaty.
I teraz następuje nagła zmiana tempa. To ''Tides Of Time'' - bardzo dynamiczne nagranie, w którym wokal Baileya jest równie mocno wyeksponowany, co jego gitara napędzana mocarnymi akordami. Orkiestracja klawiszy jest równie potężna, co rytmy Baileya utrzymane w stylu Dream Theater, które nadają temu utworowi potężną energię. Struktura skupiona wokół potężnych tonów jest wbrew pozorom bardzo przystępna i melodyjna.
Brzdąkająca gitara i klawesyn wprowadzają nas w prawie dziesięciominutowy ''A Rhapsody Of Sanctum And Disguise''. Instrumenty symfoniczne doskonale współgrają z niezwykle żywiołową perkusją. Utwór opiera się na dudniącym basie i złożonych sekcjach klawiszowych. Choć w wielu momentach przypomina Dream Theater, to jest bardziej przebojowy, a jego konstrukcja, mimo że w dalszym ciągu bardzo inteligentna, jest prosta niczym drut wysokiego napięcia. Warto zwrócić uwagę na solówki skrzypiec i gitary.
''The Silent'' to mój ulubiony fragment wydawnictwa. Danse Macabre w rytmie walczyka? Coś w tym jest. Jeśli dołożymy do tego tęskny głos wokalisty i dosyć ponure klawisze w tle, to możemy sobie wyobrazić taniec kostuchy wśród żywych. Niezwykle piękne solówki, które pojawiają się w kilku momentach, rozświetlają nieco tę kompozycję. A na sam koniec następuje fortepianowa cisza...
Rudessowskie klawisze otwierają ''Echoes''. Rytmiczne, chwytliwe partie gitary, chórki i partie bluesowego fortepianu usypiają słuchacza i sprawiają, że czuje się, jakby to był utwór popowy. Sekcja rytmiczna natomiast jest żywcem wyjęta z power metalu. Razem z drapieżną solówką Joe'go przypomina o jego korzeniach.
''Brittle World'' (drugi epicki utwór na ''Torrential Pain'') to kompozycja pełna thrashowych riffów i częstych zmian tempa. Tekst opowiada o człowieku owładniętym ukrytym poczuciem winy, aż do jego załamania. Imponuje niesamowity kontrabas, ale gitara i zwykły bas brzmią bardzo dobrze. Może łatwo się tego nie słucha, ale satysfakcję przynosi.
Można zresztą tak powiedzieć o całym albumie. ''Torrential Pain'' płytą roku napewno nie zostanie, ale zapoznać się z nim warto i dlatego zachęcam Was do wysłuchania najnowszego dzieła Joe Baileya. Trwa 43 minuty 20 sekund i prawdopodobnie coś w nich dla siebie odnajdziecie .
