mlwz - edunitsky - baner - motyl

Ant Band, The - From Genesis To Reimagination

Przemysław Stochmal

Niemieccy progrockowi archeolodzy powrócili z nowym materiałem. Prowadzona przez multiinstrumentalistę i producenta Toma Morgensterna formacja The Ant Band, pięć lat po prezentacji muzycznych wykopalisk eksplorujących solowy dorobek oryginalnego gitarzysty Genesis Anthony’ego Phillipsa (płyta „A Light On A Hill”), dziś przedstawia własną interpretację debiutanckiego albumu jego macierzystej grupy.

Płytą „A Light On A Hill” ta grupa pasjonatów, bo tak bez wątpienia wypada określać muzyków odpowiedzialnych za omawiane tu realizacje, pokazała nie tylko swoje oddanie muzyce Phillipsa i inwencję w odczytywaniu jej na nowo, ale i ujawniła niezwykły zmysł kronikarskiej wnikliwości, biorąc wówczas na warsztat nie tylko mniej znane dokonania kompozytora, ale i nagrania demo, a nawet utwór zarejestrowany dotąd jedynie w postaci zapisu nutowego. Owa archiwistyczna ciekawość stała się zarzewiem interesującego podejścia w układaniu repertuaru drugiego albumu – tutaj bowiem, z pomocnymi sugestiami samego Phillipsa, muzycy podjęli się odwzorowania pierwotnego układu utworów, na jakim opierać miał się opublikowany w 1969 roku genesisowski album „From Genesis To Revelation”. Co ciekawe, układ ten nie tylko odbiegał od docelowej sekwencji piosenek, którą znamy od dekad, ale i przewidywał obecność takich utworów, jak dostępne na wydawnictwach archiwalnych „Build Me A Mountain” i „Image Blown Out”, fragment „Jeziora Łabędziego”, rzekomo przewidziany pierwotnie jako jedno z interludiów, oraz wczesna wersja „Visions Of Angels” z płyty„Trespass”. Z tej historycznej kwerendy The Ant Band dowiadujemy się również, że pierwotne założenie długogrającego debiutu Genesis zupełnie wykluczało singlowy debiut, piosenkę „The Silent Sun”, którą niemieccy muzycy dodali bonusowo do winylowej edycji płyty.

Na szczęście, na samej kronikarskiej skrupulatności ta inicjatywa się nie kończy. Klasyczny album, z powodu niesprzyjających i krępujących młodziutkich artystów warunków, przybrał, jak wiemy, formę znacznie odbiegającą od ich ambicji. Było więc na czym pracować i członkowie The Ant Band miejscami pozwolili sobie na odważniejsze interpretacje. Spodziewane próby nadania wczesnym kompozycjom Genesis bardziej progrockowego sznytu wypadają na ogół dobrze, zwłaszcza wyróżnić by tu warto „The Serpent” i „Where The Sour Turns To Sweet”, a przede wszystkim reedycję finałowego „A Place To Call my Own”. Piosenka ta, na genesisowskiej płycie będąca niespełna dwuminutową miniaturą, jako szkic Phillipsa trwała trzy razy dłużej – tę furtkę interpretatorzy postanowili wykorzystać do stworzenia interesującego progrockowego résumé, opartego na co bardziej nośnych motywach melodycznych z całej płyty.

W programie wyróżniają się również „The Conqueror” i wspomniany „Build Me A Mountain” – piosenki, z których udało się wykrzesać britpopową niemal witalność naiwnego, młodzieńczego rockandrolla, przede wszystkim zaś błyszczy bodaj największa ozdoba tego albumu – „Visions Of Angels” w delikatnej, zwiewnej interpretacji. Są jednak i nieco słabsze momenty, w których Morgenstern wraz z ze swoją trupą być może nie zdołał lub nie chciał uchwycić pierwotnego ducha („In The Beginning” w wersji oryginalnej jest o dziwo i niecharakterystycznie dla tamtego Genesis znacznie bardziej drapieżny), albo zwyczajnie przekombinował z reinterpretacją, gubiąc gdzieś tę jednak istotną romantyczną naiwność pierwowzorów („One Day”, „In The Wilderness”).

Jakkolwiek by jednak nie odbierać najstarszych klasyków progresywnych gigantów w nowych wersjach, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że odkurzaniu i przedefiniowywaniu piosenek musiała towarzyszyć Niemcom wielka radość, która zresztą wyziera spośród tych doskonale znanych melodii. Podobnie, z całą pewnością wielką frajdę musiała przysporzyć twórcom kreacja okładki albumu, wieloaspektowo nawiązującej do, również tej nieco późniejszej, twórczości ich mistrzów, a i efekt okazał się bardzo przekonywujący. Nawiązując do estetyki okładki oryginału, posłużono się tą samą gotycką czcionką, a historyczne logo wytwórni Decca sprytnie zaadaptowano na etykietę z nazwą zespołu. Przede wszystkim jednak kolażem odniesień jest reinterpretacja ryciny Willy’ego Pogany (z którego dorobku czerpał również i Paul Whitehead, malując okładkę „Tresspass”), na której postaci walczącej ze smokiem sprawiono głowę młodego Phillipsa w korkowym hełmie (noszonym przez gitarzystę w najwcześniejszych latach Genesis), a dzierżony w dłoni miecz zamieniono na kij do krykieta, nawiązując tym samym do okładki „Nursery Cryme”.

Tego typu niespodzianek, którymi The Ant Band prowokuje oddanych fanów Phillipsa i Genesis do uważnego śledzenia niuansów swoich wizji, nie brakuje również i w samej muzyce. Warto sięgnąć do „From Genesis To Reimagination” również i dla frajdy odnajdywania wśród utworów cytatów z późniejszego dorobku klasyków. Album, który otrzymaliśmy jest bowiem wprost swoistym gestem fanów w kierunku innych fanów, ale również dowodem wielkiego ich oddania tej muzyce. Przede wszystkim jednak uzmysławia on, że nawet na najwcześniejszym etapie działalności muzycy Genesis, z silną wówczas twórczo postacią Anthony’ego Phillipsa, mimo ograniczeń tworzyli muzykę uniwersalną, stanowiącą naturalny i wbrew pozorom wyraźny zaczyn progresywnych, dojrzałych, poważnych muzycznych konceptów, jak również i pole do twórczych interpretacji, co The Ant Band w swojej życzliwości tutaj nam udowadnia.

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce