35 Tapes - Veil On Life

Tomasz Dudkowski

Norweska grupa 35 Tapes zaskakuje regularnością. Średnio co dwa - dwa i pół roku prezentuje swoje nowe albumy. Przygotowany do wydania 30 kwietnia przez wytwórnię Apollon Records krążek „Veil On Life” jest już czwartym w ich dorobku, po płytach „Lost & Found” (2019), „Home” „Home” (2021) i „Fabric Of Time” (2023). Powstawał przez cały 2025 rok a ostatecznie prace zostały zakończone w styczniu pod czujnym okiem gitarzysty, klawiszowca i wokalisty Mortena Lunda, który odpowiada za produkcję materiału. Oprócz niego swoje partie zarejestrowali, drugi z założycieli formacji, Jarle Wangen (bas, gitary, śpiew) oraz Jo Wang (instrumenty klawiszowe, Therevox), Andreas Eriksen (instrumenty klawiszowe i perkusyjne) i Kai Lundewall (perkusja, śpiew). Dodam, że jest to dokładnie ten sam skład, który udzielał się na płycie „Fabric Of Time”.

Co rzuca się od razu w oczy? Na pewno powrót do motywu okręgów na okładce. Był on centralnym elementem grafiki na „Lost & Found” i „Home”. Z kolei patrząc na spis utworów nasuwa się skojarzenie z drugim z wymienionych albumów, gdyż ponownie otrzymujemy sześć nagrań, których czas trwania w każdym przypadku nie przekracza 10 minut.

Całość rozpoczyna przepiękna kompozycja Eriksena i Lunda „Hallway”, w której na pierwszy plan wysuwa się melodyjny gitarowy motyw, po chwili ustępujący mocniejszym uderzeniom w struny tego instrumentu, które łagodzone są klawiszowymi tłami. To, w połączeniu z głosem Mortena, od razu rozwiewa wątpliwości co do tego z czyją twórczością mamy do czynienia. Szczególnie słychać to w bardziej subtelnym refrenie:

“Quiet now, quiet night/ Calm before the storm/ Hide and seek/ Walking down a hallway with no end”.

Pełno tu ilustracyjnych filmowych klimatów uzyskanych za pomocą charakterystycznego brzmienia melotronu, subtelnych nut wygrywanych na pianinie oraz (co też jest charakterystyczne dla tej grupy) zbliżonych do nagrań Camel partii gitary.

Na drugiej ścieżce zamieszono nagranie „Waters”, którego autorami są Lund i Lundewall. Tu rządzi zdecydowany riff gitarowy otoczony całą paletą różnych klawiszowych barw, choć nie brak tu także sporej dawki brzmień akustycznej gitary. Utwór zabiera słuchacza w ewolucyjną podróż:

“Crawling out from the waters/ Slimy life becomes bums and squatters, earls and moguls/ Rising up from the oceans/ Briny life becomes dads and mothers, queens and paupers”.

Pierwszą stronę wydania winylowego kończy wspólne dzieło panów Wanga, Lunda i Lundewalla „Brisé Volé”, które zachęca do autorefleksji, traktując o zachowawczym, strachliwym zachowaniu blokującym poznanie świata w szerszym wymiarze:

“Brisé vole/ There goes your balance and you/ Missed out, Broadway/ Because you walked on by/ Leaving out all other ways to fall/ When it comes down to the core/ Time is the judge of all/ Hiding in all of those/ Wasted chances”.

Przemyśleniom tym towarzyszy początkowo samo pianino, do którego potem dołącza intrygująca partia basu oraz równie niebanalne uderzenia w perkusję. W drugiej części ścieżki klawiszy wysuwają się na czoło, a towarzyszy in solowy popis na gitarze mogący kojarzyć się z dokonaniami Stevena Wilona.

Stronę B rozpoczyna bardziej dynamiczna kompozycja lidera „Borrowed Time”, w której na czoło wysuwają się drapieżne klawisze oraz gitara, z której wydobywane są pociągłe nuty, a także zapadający w pamięć motyw grany na niej. Nie brak tu także (ponownie Wilsonowskiej) partii gitary akustycznej w spokojniejszej części, w której bardziej słyszalny jest bas, a wszystko spowite jest melotronową oprawą. Na uwagę zasługuje także bardziej zadziorne solo gitarowe, które zdecydowanie za szybko zostaje wyciszone. Całość uzupełnia śpiew Lunda o zagubieniu w codziennym życiu:

“Living on borrowed time/ That's what we have to face/ Time puts a spell on you/ Howling, calling/ Eyes closed and then you'll see/ New ways out of this maze/ Where are we going to/ Seeking, hoping”.

W nagraniu „Clueless”, którą napisali Jarle Wangen i Morten Lund, główną linie wokalną w zwrotkach prowadzi, wyjątkowo, ten pierwszy. Grana przez niego linia basu również jest mocnym punktem kompozycji, podobnie jak partia pianina oraz klimatyczne klawisze. Jednak tym, co szczególnie zwraca na siebie uwagę jest niezwykle przyjemny, wpadający w ucho refren:

“When we're walking in a wall of pouring rain/ And we're calling all about it/ And the calling, its true about the rain/ But you know it's not about it”.

Całość uzupełniają wyraziste dźwięki wydobywane z organów i mocniejszy gitarowy riff, a wszystko to składa się na najbardziej przebojowy fragment albumu, który ponownie kończy się nagle, tak jakby ktoś… odciął zasilanie w studiu.

Na zakończenie otrzymujemy najdłuższy, ponad ośmiominutowy utwór „Cities”. Dzieło Lunda przyciąga uwagę intrygującym wstępem, gdzie gitara i melotronowe tło przywołują na myśl dokonania Steve’a Hacketta. Oprócz tego mamy tu pełne spektrum brzmień, z których znany jest 35 Tapes – wspaniałe ścieżki syntezatora, intrygujące nuty grane na gitarze, a także cudownie przenikające się partie tych instrumentów. Uwagę zwraca także bardziej intensywny gitarowy riff w drugiej części nagrania, której towarzyszy wyrazista linia basu i mocniejsza partia klawiszowa (całość trochę w stylu King Crimson). W końcówce uwagę skupia syntezatorowy popis, do którego dołącza potem gitara, by poprowadzić razem utwór i cały album do finału.

Na swoim czwartym albumie Norwegowie z grupy 35 Tapes konsekwentnie kontynuują obraną przez siebie ścieżkę muzycznej podróży, w której eksplorują obszary noszące ślady takich gigantów muzyki rockowej lat 70. jak Camel, Genesis czy King Crimson. Robią jednak to tak umiejętnie, z taką lekkością i polotem, że nawet w najmniejszym stopniu nie może to być zarzutem. Pełno tu przestrzennych muzycznych pejzaży, które świetnie sprawdziłyby się na ścieżce dźwiękowej do filmów, a zamiłowanie do analogowych brzmień powoduje, że całość jest niezwykle przyjemna, można powiedzieć, ciepła. Nowością są nieśmiałe próby sięgnięcia po nieco mocniejsze środki wyrazu, choć nadal nie może być mowy o jakiejś wolcie. Kwintet Lund – Wangen – Wang – Eriksen – Lundewall z każdym krążkiem nabiera pewności siebie, ale wciąż przyświeca mu nadrzędny cel – „mniej znaczy więcej – nie ilość nut, ale ich właściwa jakość, nie wirtuozerskie popisy, ale klimat”, a wszystko to podane w wysmakowany sposób. To kolejna niezwykle udana pozycja w dyskografii 35 Tapes, która (wiem to już teraz) trafi na moją listę ulubionych wydawnictw 2026 roku. Teraz pozostaje jeszcze marzenie, by zobaczyć kiedyś zespół występujący na żywo. Mam nadzieję, że zostanie ono spełnione, a tymczasem ponownie zanurzam się w dźwięki płynące z albumu „Veil On Life”, bo to naprawdę niebanalna muzyczna uczta.

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce