Realisea - Scratch

Olga Walkiewicz

Wiatraki, pola stubarwnych tulipanów, cudowne płótna malowane przez mistrzów: Vermera, Van Gogha czy Rembrandta to esencja tego czym zachwycają Niderlandy. Holandia jest też ojczyzną wspanialej muzyki. Tu narodził się zespół Realisea. Powstał on z inicjatywy Briana de Graeve, frontmana i założyciela grupy Silhouette.

Ta trwająca do dziś przygoda, rozpoczęła się od wspólnych kompozycji wraz z żoną - wokalistką i flecistką Marjolein. Z czasem dołączyli do nich przyjaciele. Na ich pierwszym albumie pojawili się tak znani muzycy, jak Michel St-Pere (Mystery, Huis), Simon Rogers (Also Eden), Erik Laan (Silhouette, Chain Reactor), Aldo Adema (Egdon Heath), Sophie Zaaijer (Cesair, Sunfire), Jean Pageau (Mystery) i Bart Laan (Skylake, Chain Reactor). Do zespołu dołączyli też Christophe Rapenne (instrumenty klawiszowe), Geoffrey de Graeve (bas) i Rob van Nieuwenhuijzen (perkusja).

Zadebiutowali w kwietniu 2020 roku albumem „Mantelpeace”. Kolejny album, „Fairly Carefree”, ukazał się 19 października 2022 roku, już po zmianach personalnych, które nastąpiły w 2021. Za perkusją zasiadł Jos Uffing, dołączyli też Mark op ten Berg (bas) oraz Rindet Bul (gitara). Najnowsze wydawnictwo Realisea zatytułowane „Scratch” pojawi się  na rynku 10 kwietnia tego roku. Twórcami albumu są: Brian de Graeve (wokal, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe), Marjolein de Graeve (wokal, flet), Rindert Bul (gitara), Jos de Jong (gitara), Patrick Verheij (bas), Christophe Rapenne (instrumenty klawiszowe) i Jos Uffing (perkusja, wokal). Na klarnecie zagrała gościnnie Tamara van Koetsveld. Za miks i mastering jest odpowiedzialny Han Uil. Autorem okładki jest Antonio Seijas.

Warstwa liryczna albumu porusza problemy naszego współczesnego świata, którym rządzą konflikty, degradacja naturalnego środowiska, brak tolerancji i polityka. To nasza codzienność z którą musimy się zmierzyć.

Album otwiera nagranie „Living the Dream”. To taki cudowny sen na jawie. Zdarzenie, w które trudno uwierzyć. Podczas wędrówki przez knieje, nasz bohater spotyka się z sarną. Czuje, że uzyskał od niej dar - niespożytą energię, szaloną moc i potężny zew wolności.

Eteryczny śpiew gitary akustycznej wprowadza słuchacza do krainy w której króluje delikatność. Dźwięki tkają barwny kilim, snują przędzę na krosnach marzeń. Wokalny duet Briana i Marjolein kołysze, rozplata warkocze leśnym rusałkom. Cudowne nuty lśnią niczym krople rosy drżące w pajęczynie pięknych harmonii.

„Eternal Sleep” to historia o samotności, która staje się powodem skrajnych i smutnych decyzji. Bohaterka tej opowieści, nie widzi przed sobą celu. Jej świat jest wypełniony goryczą izolacji. Nie ma przy sobie nikogo bliskiego. Pustka jest jedynym jej towarzyszem, dlatego decyduje się, aby zakończyć swoje życie. To utwór przesiąknięty nostalgią i bólem.

Wokalny tandem państwa de Graeve wyraża wszystko. Wspaniałe gitary Rinderta Bula i Josa de Jonga zespalają się z sekcją rytmiczną (Patrick Verheij / Jos Uffing) oraz dźwiękiem klawiszy (Christophe Rapenne).

„Out of my Mind” to kolejna historia pełna melancholii. Tekst opowiada o osobie, która utraciła kogoś, kogo kocha i nie może się z tym pogodzić. Piosenka ma w sobie energię. Dużo tu świetnych solówek gitary, fantastycznych sekwencji fletu i subtelnych wokali.

Kolejna piosenka została napisana przez Briana z myślą o dzieciach, które są klejnotem jego życia.

„I wrote this song about my kids. For us (my generation) growing up was easy, getting your own place, start a family etc. Life was good to us. Nowadays there are threats everywhere… fear for war, fear for climate change effects, fear for ever finding their own place to live ( on Holland it’s really difficult, prices are sky-high)”.

To niesamowita ballada. Jeden z najpiękniejszych utworów na płycie, zarówno pod względem instrumentalnym (gitarowe solówki), jak wokalnym i lirycznym. Zachwycające tematy prowadzone zgrabnie przez artystów o przepięknej, kontrastującej barwie głosu. Muzyka czaruje swoim powabem, ewoluuje w gitarowe impresje, płynie niczym srebrzysty strumień.

Kolejny utwór jest opowieścią, która zabiera słuchacza do czasów II Wojny Światowej. Opowiada on o dzielnej grupie młodych intelektualistów, głównie studentów, którzy działali w Hamburgu i Monachium od czerwca 1942 do lutego 1943 roku. To tajne stowarzyszenie, nazywało się Białą Różą (Weisse Rose) i było niemiecką grupą antynazistowską o orientacji chrześcijańskiej. Trzon organizacji tworzyło pięcioro studentów monachijskiego uniwersytetu: rodzeństwo Hans i Sophie Scholl, Christoph Probst, Alexander Schmorell i Willi Graf. Szóstym członkiem trzonu grupy został profesor Kurt Huber. Organizacja stawiała sobie za zadanie obalenie systemu nazistowskiego pokojowymi metodami, takimi jak malowanie haseł i dystrybucja ulotek. Wszyscy najważniejsi działacze zostali straceni w imię prawdy jaką głosili.

Utwór zaczyna się mroczną, złowrogą muzyką, w którą wplata się ostry, gitarowy werset – niczym prawda spadająca z nieba deszczem ulotek. Milionem słów niosących stygmaty bólu, krzyk sprawiedliwości i sztandary prawdy.

„Never Feel That Way Again” jest powrotem do wspomnień z pierwszego roku wspólnego życia Briana i Marjolein, ich pierwszego domu w Zaandijk, kiedy ich skromne życie tętniło uczuciem. Były to bajeczne chwile.

Eteryczne muśnięcia strun gitary i chórki otwierają tę kompozycję, uchylają wrota do wszystkich zakamarków wspomnień. Tych najbardziej niewinnych i młodzieńczych.

„Follow Me Home” został skomponowany przez Briana dwa lata temu. Od tego czasu piosenka uległa częściowej transformacji, szczególnie w kwestii warstwy lirycznej, którą zmieniła Marjolein. Nastrojowe brzmienie gitar, instrumentów klawiszowych, bajeczne chórki i kobiecy, subtelny wokal wznoszą ogrody bajkowych harmonii. W tym pejzażu skreślonym pędzlem łagodności, nawet zmierzch karmi się ostatnim, ciepłym tchnieniem zachodzącego słońca, a jasne nenufary gwiazd rozkwitają cicho na niebie. Sen haftuje noc złocistością tajemnic, a serenada śpiewana przez flet, okrywa liście lśniącą rosą dźwięków.

„The Great Ricochet” jest ostatnim utworem tego albumu. Są w nim poruszone niezmiernie ważne sprawy dla naszego, naturalnego środowiska. Zanieczyszczenie Ziemi, zwłaszcza mórz i oceanów, jest jednym z naczelnych problemów ludzkości, wpływającym nie tylko na zdrowie człowieka, lecz na każdy aspekt życia na błękitnym globie.

Kompozycja ma rozmach wręcz symfoniczny, soczyste riffy gitar i energetyzujące sekwencje klawiszy. Sekcja rytmiczna spaja wszystko w pełną wymowy całość. Moc muzyki jest przeciwwagą do wokali kojących i emocjonalnych, fascynujących miękkością i grą ukrytych kolorów.

Taki jest ten album. „Scratch” dotyka różnych płaszczyzn życia. Są tu uczucia, wspomnienia, realia okalającej nas rzeczywistości i problemy zmieniającego się świata. A jest to świat brutalny i przepiękny zarazem. Świat pełen cudów i niebezpieczeństw, kraina lodu i ognia, niego i piekło w jednej postaci. Co zrobić, aby zło zmienić w dobro?... To pytanie pozostaje bez odpowiedzi, lecz zmusza nas do refleksji. Towarzyszy jej muzyka – magiczna i pełna piękna. Taki jest właśnie nowy album Realisea, i takim pozostanie…

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce