Moonrise - No Rewind

Tomasz Dudkowski

W recenzji poprzedniego pełnowymiarowego krążka formacji Moonrise „Travel Within”, Katarzyna Chachlowska napisała, że trzeba było na niego czekać siedem długich lat, bo tyle czasu minęło od premiery jego poprzednika, płyty „Stopover – Life”. Cóż, widocznie lider projektu, Kamil Konieczniak, uznał, że siódemka to szczęśliwa liczba i ponownie po takiej przerwie otrzymujemy nową długogrającą płytę firmowaną nazwą grupy. Jest to już piąty krążek w dorobku małopolskiego bandu i nosi on tytuł „No Rewind”. Co jednak różniło te okresy oczekiwania na kolejny album, to fakt, że tym razem przerwa pomiędzy wydawnictwami pełnometrażowymi nie oznaczała, że zespół zniknął z radarów. Po pierwsze, zaczął koncertować, a jeden z występów został zarejestrowany i wydany na płytach kompaktowych oraz DVD pod tytułem „Live In Przeciszów” (2024). Po drugie, niespełna rok temu do naszych rąk trafił minialbum „Single Game” z trzema premierowymi utworami, nagrany w składzie Kamil Konieczniak (instrumenty, chórki) – Marcin Staszek (śpiew).

I właśnie one, choć w innej kolejności, otwierają „No Rewind”. EP-kę zamykało nagranie „Two Roads”, które tu pojawia się jako pierwsze. Nie jest to jedyna zmiana, gdyż po wstępie zamiast głosu Marcina śpiewającego tekst autora całej sfery lirycznej krążka, Łukasza Gałęziowskiego, do naszych uszu dociera niepowtarzalna partia wokalna w wykonaniu… Anny Batko. Wokalistka znana z formacji Albion, Hipgnosis czy tRKproject, w swoim zwyczaju rozsadziła śpiewem utwór, zgrabnie wplatając charakterystyczne ozdobniki czy budując wielościeżkowe partie. Słychać, że podeszła do linii wokalnej wymyślonej przez Kamila z dużą swobodą i jej interpretacja tekstu jest zdecydowanie inna niż Marcina.

Muzycznie, co jest znakiem rozpoznawczym Moonrise, jest tu dużo przestrzeni wypełnionej gitarowymi tłami, subtelnym perkusyjnym podkładem i z każdą chwilą coraz bardziej emocjonalnym śpiewem, a wisienką na torcie jest przecudowne solo na gitarze. W końcówce słyszymy wygenerowane na klawiszach dźwięki fletu, które dodają niezwykłego klimatu udanie otwierając nowe wydawnictwo.

Z tego rozmarzonego letargu wyrywa nas bardziej dynamiczne nagranie „Shadow In The Dark” z intensywną sekcją rytmiczną i ciekawym gitarowym riffem. Początkowo warstwa wokalna przyjmuje charakter przemowy, po której Marcin śpiewa o zagrożeniach zmieniającego się świata:

“The danger slowly crawling in / Nobody is aware of this / Shadows in the dark / And stay alert and fight”.

Ten podniosły refren wspaniale współgra z instrumentalnym podkładem, w którym możemy usłyszeć porywające, zarówno syntezatorowe (w stylu wczesnego Marillion), jak i gitarowe, sola. Sporo tu nowoczesnej, acz nienarzucającej się elektroniki, klawiszowego mroku, przestrzeni, a w końcówce uwagę przykuwa wielogłosowa wokaliza (w wykonaniu Kamila) na fortepianowo – orkiestrowym tle.

Część, która była słuchaczom znana już wcześniej zamyka tytułowe nagranie z mini-albumu. „Single Game” to podlana subtelnym elektronicznym sosem ballada. Początkowo śpiew Marcina jest delikatnie przetworzony (przez chwilę miałem wrażenie, że śpiewa Stuart Nicholson z Galahad), by po chwili zaprezentować się w pełnej krasie i to jak! Słyszymy łagodny, wysoki głos, który powoli nabiera mocy, by w końcu porwać słuchacza niezwykle emocjonalną interpretacją tekstu Łukasza o przemijaniu, rozstaniach, tęsknocie tworzy nieziemski duet z cudnej urody partią gitary (kłania się tu Steve Rothery):

“All the words we say / Will vanish in the wind / And the songs we play / Will fade away / Will fade away / Will fade away

Where are you now? / Do you remember me? / And are you still the same? / Do you miss the past? / And are you happy now? / And are you happy now? / Are you happy now? / Are you still the same?”.

Ubiegłoroczna EP-ka rozbudziła apetyt, a teraz udanie pełni rolę wejścia do pełnowymiarowego albumu. Pora przejść zatem do utworów totalnie premierowych. Pierwszym z nich jest energiczne nagranie „Cheaters”, z fajnym groovem otulonym elektronicznymi smaczkami i przeszywającymi dźwiękami wydobywanymi z gitary oraz przestrzenną solówką w końcówce. Muzyce towarzyszy śpiew Marcina o potoku informacji, niekoniecznie prawdziwych, który atakuje nas zewsząd każdego dnia:

“Like a silent scream/ Thousand news and opinions/ Drifting every day/ My eyes are just fixed on the feed

The facts are getting blurred/ The writing's on the wall/ You never check/ In the stream of repeated lies/ You know how truth bends/ Cheaters”.

„When We Played By Heart” przynosi totalną zmianę nastroju. To cudownej urody, wspaniale rozwijająca się ballada, w której rządzi gitara akustyczna i nastrojowe nuty wydobywane z jej elektrycznej wersji, co w połączeniu z przejmującym śpiewem Ani Batko przywołuje skojarzenia z twórczością projektu Steve’a Rothery’ego – The Wishing Tree. Akustyczne brzmienie wzbogacone klawiszowymi tłami i subtelną sekcją rytmiczną w drugiej części nabiera mocy, gdy przejmującej wokalizie towarzyszy wyrazisty bas i perkusja oraz klawiszowe orkiestracje, a Kamil zachwyca dodatkowo pięknym gitarowym solem. Kolejny raz Ania raczy nas niepowtarzalną interpretacją tekstu traktującego tym razem o tęsknocie za tym co minęło. Przy okazji, to właśnie tu możemy usłyszeć frazę, która dała tytuł całemu albumowi:

“There's no rewind/ No coming back/ The world just moved away

I'm left alone/ Illusions gone/ My mind keeps drifting on

My mind keeps moving on/ To the childhood times/ When all seemed so easy/ To the glow of the skies of clouds/ And the joy when we played by heart”.

Szóstą ścieżkę wypełnia instrumentalny utwór „Silent Rooms”. To filmowo brzmiący popis lidera grającego na pianinie na tle subtelnych orkiestracji. Wyborna kompozycja, przy której można się rozmarzyć, a która płynnie przechodzi w kolejną – „Friends Of Blood”. Tu początkowo jest balladowo, z delikatnymi dźwiękami klawiszy, zwiewną gitarą i łagodnym śpiewem Marcina, który w dalszej części nabiera mocy, czarując słuchacza niepowtarzalnym klimatem. Co ważne, w chórkach Marcina wspiera Kamil, co dodaje warstwie wokalnej dodatkowej przestrzeni, a słowa o przyjaźni nabierają dodatkowego wymiaru:

“Friends of blood, we still have time/ To save our dreams to stay alive/ Friends of blood we need this thrill/ To be aware when life kicks in”.

Po tych wersach charakter utworu zmienia się, nabiera drapieżności dzięki intensywnej pracy sekcji, a szczególnie na skutek porywającego sola gitarowego, które tym razem wykonuje Marcin Kruczek. Przypomnę, że to właśnie on na koncertach Moonrise odpowiada za większość partii gitar.

Na finał otrzymujemy najdłuższą, trwającą ponad 10 minut, pieśń „All About You”, w której ponownie za mikrofonem stanęła Ania. Jej wokal uwodzi na tle klawiszowo-gitarowych pejzaży ozdobionych nastrojową linią basu i delikatną elektroniką. Wrażenie robi fragment, w którym Ania wypowiada szeptem następujące słowa:

“In the silence you remember/ Every promise you once kept/ Shivering through the memories/ You tried so hard to forget/ Soft echoes in the distance/ Calling out your name/ You're hiding from the shadows/ But they know you just the same”.

Po nich słyszymy zwiewne solo na syntezatorze, które z kolei przechodzi w bardziej intensywną część z wyrazistą sekcją i przestrzenną gitarą, by po chwili zaatakować słuchacza bardziej ostrymi akordami. Jakby tego było mało, w dalszej części docierają do nas jeszcze solowe popisy zarówno na czarno-białych klawiszach, jak i sześciu strunach, które wzajemnie się przenikają. W finale bas jest bardziej wysunięty do przodu, który wraz z intrygującymi bębnami tworzy niesamowity klimat dla misternie zbudowanych ścieżek wokalu.

Całość zdobi równocześnie prosta jak i tajemnicza, wspaniale oddająca charakter wypełniającej album zawartości muzycznej, szata graficzna, której autorem jest Eryk Konieczniak.

Na swoim piątym krążku grupa Moonrise skumulowała wszystkie najlepsze cechy swojej twórczości – piękne muzyczne pejzaże, filmowy klimat, wspaniałe melodie i doskonałą produkcję. „No Rewind” to zbiór wyrafinowanych kompozycji Kamila Konieczniaka z poetyckimi tekstami Łukasza Gałęziowskiego, które wyśmienicie zinterpretowali Marcin Staszek i Ania Batko mając za podstawę linie melodyczne wymyślone przez lidera. Pojawienie się wokalistki Hipgnosis pomogło wznieść się na jeszcze wyższy poziom, a jej głos rewelacyjnie wpasował się w brzmienie grupy. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie kontynuowana. Warto było czekać te siedem lat, by móc cieszyć się tak udanym krążkiem. Zaryzykuję stwierdzenie, że najciekawszym w dorobku Moonrise. Warto zwrócić na niego uwagę i pamiętać przy okazji wyboru ulubionych płyt 2026 roku, bo zasługuje na wysokie miejsce w podsumowaniach.

To już trzecie wydawnictwo ukazujące się z logiem Island Music Studio, które można nabyć w sklepie wytwórni (https://sklep.kamilkonieczniak.pl) oraz na stronie dystrybutora – oficyny wydawniczej Lynx Music (https://lynxmusic.pl).

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce