Aromat wieczornika, a ściślej wieczornika damskiego (hesperis matronalis) i pastelową barwę jego kwiatów kojarzyłem zawsze z Bieszczadami, a bardziej jeszcze z ciszą łąk. I tak z pewnością pozostanie tyle, że jeszcze mocniej, bo w bogactwie olśnień „Równoległoświatów”. Pierwsze zapowiadające album utwory zamieszczone na wydanej w lutym tego roku płycie poznałem jeszcze w roku poprzednim, a to za sprawą poznańskiego zespołu Wieczornik, opisującego siebie słowami: „Wieczornik to dźwięki i słowa zakorzenione w naturze”. Bo to nie ja je znalazłem, ale ich twórcy znaleźli mnie.
Do tej w naturze i magii zanurzonej opowieści zaprasza „Preludium”, po którym wybrzmiewa „Wieczornik” - utwór opublikowany swego czasu jako pierwszy singiel poznańskich artystów. To muzyka utkana ze słów, ze słowami wplecionymi między nuty, to poezja dźwięków i głos poezji. To czar, jakiego nie pamiętam, kiedy ostatnio i czy w ogóle doświadczałem. Zdumiewający…
Teksty to prawdziwe girlandy i powoje słów, czasem niemal wyszeptane. Pełna urody, pogody i uśmiechu gra słów, skojarzeń, cytatów np. w „Sennym” („Niech szlak, jasny szlak, niech cię szlak… poprowadzi aż do gwiazd”) albo w „Ogniowym” („Słuchaj dzieweczko, ona nie słucha, żar z rozgrzanego brzucha bucha”).
Czternaście utworów, w tym wspomniane „Preludium”, dwa „Interludia” i „Postludium”, z gracją, i z pietyzmem ułożonych, pachnących lasem, ziołami albo aromatem pogodnej nocy, gdy otwieramy w domu okno wprost na ogród wyobraźni. To opowieść o wodzie („Wwodowzięta”), ogniu („Ogniowy”), ziemi („Leśny”) i powietrzu („Ostatni dzień lata”), ale też o „Prometeuszu”, jakże „ogniowym” przecież i o „Beksińskim” w mrocznej aurze ukrytym. Piszę o słowach, o myślach i o dźwiękach, o trwałej kruchości i kruchym trwaniu bez końca. Szymon Siwierski w jednym z wywiadów poprzedzających wydanie płyty podkreślał: „Tak jak muzyka to synteza melodii, harmonii, barwy i rytmu, tak nasze życie i życie świata to też swego rodzaju jedno wielkie połączenie”. Łukasz Świętek dodaje: „Instrumenty w tym projekcie są tak samo istotne jak tekst. Wyróżniamy się w tej kwestii – te momenty instrumentalne to nie są popisowe solówki, tylko chwile, w których można zaczerpnąć ich organicznego brzmienia. Gramy w dużej mierze akustycznie, a muzyka nie jest samplowana. Niczego tu jednak nie brakuje”. W rzeczy samej, od pierwszej do ostatniej nuty wyczuwalna jest harmonia, spokój i pełnia. A jest przecież jeszcze wizualny, performatywny świat koncertów, którego dotąd nie doświadczyłem, co, ufam, stanowi w moim życiu jedynie stan przejściowy.
Funkcję pianisty pełni w zespole Szymon Siwierski - autor muzyki, gitarzystą jest Łukasz Świętek, na wiolonczeli gra Agnieszka „Kova” Kowalska, na gitarze basowej i perkusjonaliach Paulina Frąckowiak, autorka tekstów. Śpiewa Aleksandra Samelczak – aktorka i poetka. W utworze „Panoptykeon”, będącym jednym z singli promujących płytę. usłyszeć też można gościnnie Arka Kłusowskiego. Całości dopełnia warstwa wizualna albumu – okładkę zaprojektowała Natalia Mikołajczuk, która też z połączenia portretów członków zespołu autorstwa Anny Stachurki oraz cyjanotypii Katarzyny Michalskiej Józefowskiej stworzyła oryginalne grafiki do książeczki. Oprawa wizualna koncertów to dzieło Pawła Krupskiego.
Wspólnie tworzą świat muzyki, która jest jak dotyk budzący wrażliwość. Prowokując do wsłuchania się w tajemnicę, przynoszą wytchnienie i spełnioną obietnicę upragnionego oczarowania. No i owo obezwładniające mruczenie kota w ostatnich sekundach „Sennego”. To przecież ta elegia, której od lat słucham, zasypiając.
