Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak potężną władzę ma muzyka? Czym jest naprawdę dla zastępów fanów, dla ludzi, którzy ją kochają? Jest niczym pasterz wiodący stado owiec złaknionych zieleni łąk i klarownych strumieni, jak kapłan odprawiający misterium wielkanocne lub czarownik władający magią o sile wulkanu.
Sztuka jest istotą nieprzewidywalną. Zakłada maski, zmienia swoje formy, zniewala duszę i nigdy nie wiadomo, czy mówi prawdę czy kłamie. Fascynuje i zaklina zmysły. Jest cudownym snem i jawą. Nieśmiałym marzeniem i bezwzględną rzeczywistością. Muzyka zabija ciszę, niszczy marazm, jest światełkiem w ciemności. Takim, które łączy narody, obala mity i determinuje ludzkie losy.
Może dlatego dochodzi do spotkania tak różnych artystów, skrzyżowania ich ścieżek i obrania wspólnego kierunku? Tak było z założycielami formacji White Molya. Gitarzysta i kompozytor Michał Szmidt i basista Konrad Szustakiewicz nawiązali współpracę wiele lat temu. Dość szybko urzeczywistnili swoje wizje i przygotowali materiał na pierwszą wspólną płytę. Do studia weszli dopiero w 2020 roku, gdy dołączyli do nich zaproszeni goście: Zuzanna Błaszczyk (wokal), Przemek Kuczyński (perkusja), Paweł Marciniak (instrumenty klawiszowe) i Szymon Żmudziński (trąbka). Debiutancki album „Molya In Novum” ukazał się w 2022 roku. Na kolejny trzeba było czekać do roku 2026. „Pop From Prog” jest dla odmiany płytą całkowicie instrumentalną. Została ona nagrana w studio Manximum Records przez Pawła Marciniaka. On jest też odpowiedzialny za mastering oraz, wraz z Michałem Szmidtem, za miks całego materiału. Nad stroną graficzną czuwali wspólnie Michał Szmidt, Grzegorz Chojnacki i Monika Kowalska.
White Molya 2026 to nadal założyciele formacji w osobach Szmidta i Szustakiewicza. W gronie zaproszonych gości znaleźli się: Szymon Żmudziński (trąbka), Paweł Marciniak (instrumenty klawiszowe), Przemek Kuczyński (perkusja) i Michał Kobojek (saksofon).
Album „Pop From Prog” zawiera dziewięć instrumentalnych kompozycji. Na początku pojawia się niezwykle malarska „New Sound/ Pogrzeb Mariachi”. Sekcja rytmiczna tętni tu niczym serce biegacza w czasie maratonu. Głęboki dźwięk trąbki Szymona -buduje kwiecisty klimat. Jej dźwięki przechodzą w śpiewne solówki gitary. Aż trudno opisać, co Michał wyprawia ze strunami swojego instrumentu… Ta efektowna improwizacja przechodzi w klawiszowe, żywe impresje, by z powrotem połączyć się z frazami trąbki.
„Pink Molya” jest esencją różnorodności - od jazzowej stylistyki, po rockowe aranżacje i progresywne, kuszące pejzaże. Saksofon Michała Kobojka doskonale wpisuje się w krajobrazy dźwiękowego bogactwa i niesamowitą aurę tego albumu, wyostrza zmysły, przecina przestrzeń z efektowną nonszalancją i wigorem. Intensywna praca sekcji rytmicznej (którą tworzy Konrad Szustakiewicz na basie i Przemek Kuczyński na perkusji) dopełnia całości w sposób perfekcyjny.
Ze „Stupid Jazz” bije ciepło i witalność ze strun gitary. Jest w niej nieopisany blask wstającego poranka z niebem w różowo-złote freski. Michał Szmidt jest wizjonerem wkraczającym na płaszczyznę finezyjnych brzmień i miękkich harmonii. Muzyka instrumentalna działa na wyobraźnię, niczym świat sennych marzeń. Gdy dołączają klawisze Pawła Marciniaka i lekko synkopowany rytm saksofonu, obraz nabiera ostrości i głębi.
„Czekając na orkiestrę” ma rockowe wyzwanie i taneczną nutę. Nie ma w tym utworze żadnej presji, jest delikatny błękit ukryty w sennych, tropikalnych lagunach. Saksofon dodaje do tej łagodności szczyptę pikanterii.
„Urodzinowy” stanowi symbiozę wszystkich żywiołów. Szybkie tempa, rockowa żywiołowość i niespożyta energia napędzają dźwięki na wszystkich płaszczyznach. Chwilą wyciszenia są pastelowe pasaże klawiszy.
W „Balladzie o jazzie” dźwięki układają się niczym puzzle, z których każdy oznacza inną literę muzycznego alfabetu. Kompozycja utrzymana jest w spokojnych, jasnych kolorach.
Są utwory, które scalają dwa światy - ten rzeczywisty i fikcyjny. Efekt naszych rozmyślań i marzeń wpada w wir niespokojnej rzeczywistości. Pod względem muzycznym „Wariat” zamyka w jednej celi spokój i szaleństwo. Eksploruje jazzowe motywy i zgrabnie łączy je z rockiem.
„2015” to muzyczne wspomnienie szkicowane dźwiękiem z ujmującym i niesamowitym czarem. Każdy instrument ma tu swoje miejsce i stanowi element precyzyjnej układanki. Doskonała linia basu Konrada Szustakiewicza nadaje kierunek rzece delikatnie płynących nut, enigmatycznym frazom trąbki i gitarowym solówkom.
Nie bez powodu utwór zamykający ten krążek ma taki tytuł - „Kid Rock”. Jest to bez wątpienia najbardziej rockowa kompozycja na płycie. Paweł Marciniak szaleje na klawiszach przy wtórze saksofonu, a sekcja rytmiczna ożywia melodię zbudowaną przez pozostałe instrumenty. To niezwykle efektowne zakończenie albumu. I niebanalne.
„Pop From Prog” może być cudowną treścią poranka, jak i wypełnić zmysły po pracowitym dniu pełnym obowiązków. To wspaniały, niezwykle udany album. Najlepiej „zapętlić” go w odtwarzaczu i spędzić z nim kolejną godzinę, dwie…, a może jeszcze dłużej?...
