„Try to hold on tight,
Don’t lose your grip, please fight
Try to hold on tight
One day you’ll see the light”
(from song „Over The Edge”)
Patrząc w przeszłość trzeba by sięgnąć do roku 2005. Podobno to właśnie wtedy powstał zespół Naryan. I trzeba dodać, że trochę czasu zajęło mu nagranie pierwszego albumu. Dopiero w 2013 roku ukazał się ich debiut zatytułowany po prostu „Naryan” pełen atmosferycznych utworów łączących elementy muzyki klasycznej z mroczniejszą stroną rocka progresywnego, będący miksem mroku i światła, piękna i brzydoty, smutku i szczątkowej radości. Do tego debiutanckiego albumu dotarłem dopiero w 2016r., kiedy to ukazał się już drugi krążek zespołu pt. „Black Letters”. „Kupili” mnie inteligentnym zmieszaniem ostrych rockowych riffów z subtelną i bardzo atmosferyczną muzyką w wykonaniu fortepianu i skrzypiec. Do dzisiaj zresztą to połączenie skrzypiec i fortepianu jest swoistym znamieniem charakteryzującym tworzoną przez Naryan muzykę. Bo proszę tylko posłuchać ostrego „My End Leaf”, a zaraz potem kojącego „I Promise You”. Ogień i woda, mrok i światło, moc i spokój. Dwa bieguny, które tworzą na tej samej płycie niezwykły obraz świata i ludzi. Jeśli tego za mało, to proszę dodać do tego wyliczania jeszcze album z 2020 roku – „The Withering” – z jego ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Strata ukochanej osoby, radzenie sobie ze tęsknotą i bólem… To album pełen zmieniającej się atmosfery pomiędzy poszczególnymi utworami. Do prezentowanego na płycie krajobrazu smutku i żalu należy dodać, od strony formalnej, udział ogromnej ilości artystów. Są instrumenty smyczkowe, dęte, śpiewacy z Chóru Opery w Tampere. Jest rozmach i muzyczna moc. Proszę na przykład posłuchać utworu „The World Is Filled With Silence”, by przekonać się jak umiejętnie można połączyć w jednej kompozycji różne muzyczne żywioły. Potem zespół przypominał o sobie wrzucając od czasu do czasu single – „Nuclear” (cover utworu Mike’a Oldfielda z 2023 roku), „Nevertheless” (niezwykle subtelnie rozwijająca się piosenka z roku 2024), czy „Inner Soldier” (singiel poruszający problem przemocy domowej także z 2024 roku).
I wreszcie Naryan powrócił. 27 marca tego roku ukazał się najnowszy, czwarty, album tej grupy noszący bardzo prosty tytuł: „IV”.
„This life feels so unjust
If there’s no longer us
If there’s no longer us
I told I’d turn to dust
If there’s no longer us
There’s no longer us”
(„Ramble”)
Jeśli ktoś lubuje się w łatkach, definicjach i określeniach, to o zespole Naryan i jego najnowszej płycie można wyczytać takie opinie: „(…) Blend of beauty and darkness”; „(…) Melancholic rock from Finland with elements of crossover, metal and symphonic delivered by electric and organic instruments. Think Riverside meets Anathema meets Katatonia wrapped up in lush orchestration” (Połączenie piękna i mroku; Melancholijny rock z Finlandii z elementami crossoveru, metalu i muzyki symfonicznej, grany przez instrumenty elektryczne i akustyczne. Wyobraź sobie połączenie Riverside, Anathemy i Katatonii otulone bogatą orkiestracją). I bez wątpienia coś w tych określeniach jest, jednak nie oddają one głębi i istoty muzyki Naryan. Inność dźwięków tworzonych przez grupę polega raczej na umiejętnym budowaniu stopniowalnej atmosfery poprzez zastosowanie stosownych do przekazywanych treści elementów muzycznej harmonii. W przypadku Naryan nawet dysonans jest elementem harmonii. Ostre, metalowe dźwięki służą jedynie podkreśleniu dramaturgii tekstu, emocjonalnej strony przekazu. Także cisza i balans są składnikami budowania atmosfery melancholii, smutku, zadumy i… poczucia dobroczynnego spokoju.
„Would it be easy to cross the border?
To have her closer, to risk it all in
If I decide to be besides her,
Can I go after what I desire”
(„Other World”)
Właściwie można by, idąc na skróty, powiedzieć, że wszystkie płyty grupy Naryan są zbudowane podobnie: na bazie emocjonalnej równowagi pomiędzy różnymi stronami ludzkiej osobowości, pojmowania świata i tworzenia jego obrazu. Oto z jednej strony mamy szereg utworów z ostrymi riffami gitar, pełnymi jakiegoś „brudu”, a z drugiej kolejne kompozycje otwierają przed słuchaczem drzwi do krainy zadumy i zastanowienia. I nie mam tu na myśli próby pokazania „odwiecznej walki” pomiędzy dobrem a złem, raczej chodzi o jak najgłębsze zanurzenie się w „ego”, w tym, co tworzy i rządzi ludzkimi życiowymi wyborami. Te albumy to swoista spowiedź poruszająca największy mrok i najjaśniejsze radości, to muzyczne wywlekanie wewnętrznego świata i poddawanie go samoocenie. To wreszcie rodzaj samooczyszczenia, to zabieg naprawy swych własnych problemów. A wszystko to dzieje się w atmosferze niezwykłej melancholii. Nie są to albumy smutne, one po prostu są melancholijne, po prostu ich muzyczny przekaz atakuje wszystkie emocje i unaoczniając ciemne i jasne strony naszego świata próbuje kreować chwile wciągającej zadumy. I wreszcie na koniec, nie wiem czy melancholia może być twórcza, czy może przynieść duchową korzyść, ale Naryan na swych wydawnictwach doprowadził sztukę jej tworzenia do perfekcji. To melancholia na wieczór zadumy, na wieczór smutku i chęci zostania sam na sam ze sobą. To płyty dla…, no cóż, samotników.
„Thank you and goodbye
Thank you for the life
I must rise up, carry on,
But I will remember
The 6th of September”
(„6th of September”)\
Sugeruję, by słuchanie najnowszego wydawnictwa grupy Naryan zacząć od… końca. Od najpiękniejszego utworu na płycie – „6th of September”, który niesamowicie zręcznie wplata dziecięcy chór w treść muzyki. Nie wiem czy taki zabieg już zespół wcześniej stosował, ale tym bardziej polecam właśnie tę kompozycję. To finał, a jednocześnie dobry punkt startu w przypadku tego krążka. To zapowiedź ogromnego rozmiaru emocjonalnego ładunku, jaki jest zawarty na albumie. Niebiańskie skrzypce, staccatowa perkusja i rozdzierające brzmienia fraz prosto z postrockowych stylizacji. Proszę następnie przeskoczyć do „Other World” – przepięknej ballady rozpisanej na dwa głosy i mocne gitary burzące łagodną atmosferę delikatnej narracji brudnymi i mocnymi akcentami. „All Of My Life” kroczy po ścieżkach zespołów z wytwórni 4AD, zagęszczając atmosferę basowymi brzmieniem bębnów i podążając w nieznaną krainę smutku i skargi. „Ramble” – zapętlonym motywem przewodnim wciąga w lekko transową i podkreśloną mocnymi gitarami atmosferę strachu. „It All Comes Down To Darkness” od pierwszego momentu grzmi rockowymi gitarami i… bardzo nastrojowym, górującym nad melodią wokalem. To linia wokalna nadaje tej kompozycji piękna. „Inner Soldier” brzmi skargą, brzmi niezrozumieniem problemu wyrządzania krzywdy domownikom. Brzmi żalem, brzmi niepokojem i skłębionymi emocjami, które nie mogą znaleźć ujścia. Fortepianowy majestat, głębokie dźwięki sekcji smyczkowej i wokal utrzymany w niskiej tonacji podzielony na zwrotki męską i żeńską – to znaki charakterystyczne utworu „Tale Full Of Wonders”. To najładniejsza i pełna podskórnego bólu ballada z tego krążka.
A tych utworów jest dziesięć. Proszę wybrać ten, który jest właśnie tym, w tym czasie, w tym momencie. Proszę posłuchać tego, który oddaje nastrój chwili.
„We are pretending we’re walking together
Pretending the brick wall between us is lesser
Pretending that even if this goes forever,
Don’t matter, it’s all the same, all the time”
(„Pretending”)
Można też zacząć od strony mocy. Od pierwszego utworu – „Pretending”. Od zdecydowanego zanurzenia się w świat tego, mimo wszystko, melancholijnego krążka. Wydaje mi się, że nie ma żadnych ograniczeń. To wydawnictwo jest materiałem do wielorakich interpretacji, do poszukiwania dźwięków, które dostarczą w danym momencie najwięcej upragnionych lub znienawidzonych emocji. Proszę nie patrzeć na kolejność, na porządek… to tylko punkt startu do stworzenia sobie własnego obrazu wykreowanych przez zespół światów.
„I’m sorry, messed up both oof our lives
When all of my life,
All of my life burned,
I should have let you be the water”
(„All Of My Life”)
To czwarty album zespołu nagrany po sześcioletniej przerwie. Melancholijny, smutny, łzawy, brudny… Pozostawiam tu kilka kropek, bo z pewnością każdy ze słuchaczy doda swoje określenia. Tommi Niemi (wokal), Lauri Kovero (gitara), Raino Ketola (gitara), Tommy Tanhuanpaa (perkusja), Jarno Forsman (bas), Linda Kuoppala (klawisze) i Henriina Marin (skrzypce) nagrali kolejny bardzo dobry album. Rośnie liczba płyt nieoczywistych. Rośnie liczba utworów, które znajdą się w moim prywatnym kanonie tych najlepszych. Próbuję wyobrazić sobie koncert zespołu Naryan i nieco tylko się boję, czy byliby w stanie „zaczarować” salę pełną publiczności i czy daliby radę odtworzyć nastrój melancholii na żywo?...
