Pierwsza talia tarota powstała w Północnych Włoszech w 1425 roku i była początkowo używana wyłącznie do gry w karty. W XVIII wieku zaczęto jej przypisywać alegoryczne, mistyczne znaczenie. Od tego czasu wykorzystywano ją też do wróżenia i medytacji. Życie często miesza się ze światem sił nadprzyrodzonych. Wierzymy w symbole, obrzędy i przeznaczenie. Ile w tym wyobraźni, a ile prawdy? Ile fikcji i rzeczywistości? Nikt tego nie wie. Wartości i ludzkie ideały potrafią ścierać się z brutalnym realizmem. Tak zawsze było i będzie…
„Tarot” to nowy album zespołu Magenta. Ta brytyjska grupa działa od ponad dwudziestu pięciu lat i od samego początku wydaje niesamowite albumy . Ten jest dziesiątym studyjnym w jej dyskografii. Musiało jednak minąć aż sześć lat, abyśmy doczekali się następcy „Masters Of Illusion” (2020). Nagrany został przez Roberta Reeda (instrumenty klawiszowe, bas, produkcja i teksty), Christinę Booth (wokal główny) i Chrisa Fry’a (gitara prowadząca). Gościnnie na płycie wystąpił m.in. Nick D’Virgilio (perkusja).
Koncepcja tematyki nowego albumu narodziła się w głowie Roberta Reeda. Historie poszczególnych postaci są opowiedziane za pomocą poszczególnych kart tarota. Są one reprezentowane w pięciu głównych utworach: „The Lovers”, „The Magican”, „The World”, „Strength” i „The Empress” wraz z krótkimi etiudami stanowiącymi rodzaj instrumentalnych antraktów oraz końcowym utworem tytułowym „Tarot”. Muzyka grupy Magenta zawieszona jest w bajecznych, symfonicznych konstelacjach. Zmysłowe smyczki harmonizują z boską sekcją dętą za pomocą świetnych orkiestracji Reeda. Klawiszowe freski, gitarowe solówki i kosmiczny głos Christiny Booth dają wręcz nieprawdopodobny efekt. Tak zaczyna się ta płyta. Utwór „The Lovers” wciska w fotel nawet najbardziej wymagającego słuchacza. D’Virgilio zasiadający za zestawem perkusyjnym dodaje wigoru i szalonej energii.
Jak już wcześniej wspomniałam, pomiędzy głównymi utworami znajdują się instrumentalne etiudy. Są one bardzo krótkie. „Etiuda 1” ma zaledwie pół minuty, ale jest perełką rozbłyskującą pośród głębiny brzmień, dźwięków, fraz i taktów. To słodkie intermezzo na gitarę akustyczną. „The Magican” rozpoczyna się mocnymi partiami gitary, po czym przechodzi w olśniewającą linię fortepianu. Miękki sopran Christiny opowiada historię z wokalną lekkością i dostojeństwem. Autorem gitarowych pikanterii jest Chris Fry. Wszystko wtopione jest w efektowny symfoniczny krajobraz.
„Etiuda 2” opiera się na dźwięku fletu i prowadzi do kolejnego, wspaniałego utworu, jakim jest „The World”. Trwa on ponad dziewięć minut i niesie ze sobą cudowny powiew wiatru, ciepła i słońca. Soczyste orkiestracje, flety, dzwonki, smyczki, wokal Christiny… Ile tu bogactwa! Prawdziwy dźwiękowy róg obfitości.
Po ultrakrótkiej, celtyckiej „Etiude 3” otwiera się przestrzenna kompozycja „Strength”. Muzyka jest tu zawieszona w pajęczynie poranka, pełna jest promieni słońca, cudownych sopranów i eterycznych gitar. Orkiestracje są tak misterne i uduchowione, że trudno nie poddać się nastrojowi chwili.
„Etiude 4” prowadzi do intymnego świata kolejnej kompozycji - „The Empress”. Jest ona zbudowana wokół niesamowitego, gitarowego riffu i fenomenalnej orkiestracji, w której dominują smyczki.
Zakończenie albumu stanowi kompozycja, którą trzeba pokochać całą dusza i sercem. ”Tarot” jest esencją rocka symfonicznego i progresywnej estetyki. „Z głębokości wołam do Ciebie….” - to cytat z księgi, w której jest wiele mądrości i absolutu. Zinterpretujcie te słowa jak chcecie, tak jak tę ostatnia kartę tarota i muzyczną modlitwę, poezję, oazę, wszystko co najpiękniejsze i najlepsze… Cudowna to płyta, magiczna, nieprawdopodobnie piękna. Jednym zdaniem, to Magenta w całej okazałości i jej cudowny „Tarot”…
