KariBow – Ophelia

Rysiek Puciato

Przy okazji recenzowania płyty „PanTerrania” zespołu KariBow pozwoliłem sobie napisać następujące słowa: „(…) Nie ma chyba zespołu bardziej nadającego się do tworzenia albumów dwupłytowych aniżeli KariBow. Na swoim muzycznym koncie mają czternaście płyt, z czego pięć to właśnie wydawnictwa dwupłytowe („Man Of Rust” (2011), „Holophinium” (2016), „Monumento” (2018), „Age Of Amber” (2021) i „A Tribal Treat” (2022)), a na pozostałych zawsze mamy ponad sześćdziesiąt minut muzyki, co absolutnie pozwala zaliczyć je do zbioru płyt o ponadprzeciętnej długości”. I choć tym razem Oliver Rüsing – główna postać tego… chyba jednak projektu, o czym później – zdecydował się wydać tylko jednopłytowe wydawnictwo, to i tak jego zawartość to ponad pięćdziesiąt pięć minut muzyki. A mając na uwadze fakt, że „PanTerrania” (szósty album dwupłytowy) ukazał się w zeszłym roku, należy autorowi pogratulować twórczej weny.

Tym razem album powstał, w zasadzie, jako projekt jednoosobowy. Oliver gra na wszystkim, a do współpracy zaprosił jedynie gitarzystę Philippa Dauenhauera (z którym współpracował przy okazji powstania trzech poprzednich płyt), skrzypka Markusa Savica i grającego na saksofonach, trąbkach i tym podobnych instrumentach Andy’ego Pendanta.

Tematem przewodnim krążka jest… tragedia. A początkiem przemyśleń związanych z tą kwestią jest dwuminutowa, instrumentalna uwertura („Overture”) czerpiąca całymi garściami z muzyki elektronicznej, dodając do spokojnego syntezatorowego wstępu chórki i lekką orkiestrację. Właśnie chórki i solo fortepianu nadaje temu krótkiemu fragmentowi narracyjnego charakteru, który niejako zapowiada, że za chwilę rozpocznie się coś ważnego, coś doniosłego, coś, czego warto posłuchać.

Ale zanim o muzyce, zacznijmy od słów Ofelii z Szekspirowskiego „Hamleta”: „(…) O, woe is me, to have seen what I have seen, see what I see” (akt III, scena 1) - O, czemuż musiałam ujrzeć, co widzę, widzieć, co widziałam! Umieszczając ten cytat na pierwszej stronie książeczki towarzyszącej płycie autor krążka dodaje od siebie swoisty podtytuł: Seven.Stories.Of.How.To.Escape.Tragedy (pisownia oryginalna – przyp. RP) – siedem opowieści o tym, jak uciec od tragedii. Cytat z „Hamleta” doskonale oddaje nie tylko charakter pierwszej z kompozycji, ale także całego wydawnictwa, które nie jest raczej dziełem wybitnym, ale godnym wnikliwego posłuchania, bowiem operuje całym wachlarzem muzycznych nastrojów i całą maestrią wykonawczą, choć momentami słychać (niestety), że brakuje na nim „żywych muzyków”.

Pierwszą opowieścią jest utwór pt. „Ophelia” z odautorskim dodatkiem – Śmierć („Death”). Pewnie wszyscy pamiętają postać Ofelii – kobiety, która za sprawą ojca odrzuca miłość Hamleta, a ten w przypływie szaleństwa nakazuje jej zamknąć się w klasztorze. Po informacji o śmierci ojca oraz wieści o porwaniu Hamleta przez piratów Ofelię ogarnia szaleństwo. Ginie, tonąc w jeziorze, prawdopodobnie popełniając samobójstwo.

Muzyczna opowieść opisująca tę tragedię zaserwowana przez Oliviera Rüsinga to, pełna mocno brzmiących syntezatorów i pompatycznych akordów gitar, piosenka, której dramatyzm podkreśla powtarzane w refrenie imię Ofelli. Przez ponad siedem minut słyszmy lament z powodu fałszywych opowieści jej ojca i głos litości nad losem, jaki jej zgotowano. A wszystko to w szeregu zmiennych neoprogresywnych aranżacji, w których słychać wspomniane pompatyczne gitary i pełną gamę możliwości syntezatorów. To bardzo „ofensywny” utwór zawierający wszelkie neoprogresywne „sztuczki” muzyczne, a zarazem to utwór nawołujący do unikania bezwzględnego poddania się posłuszeństwu, które może być przyczyną omawianej tragedii.

Opowieść druga to utwór „On Higher Ground” z kolejnym odautorskim dodatkiem – Nadzieja („Hope”).

„(…) It’s been such a long way to go, and all I’ve said and done, and all I’ve ever known, it’s all been hiding too long. Inside a safe new world I pretend to play along” – to przesłanie płynące z tego bardzo RPWL-owskiego utworu – zbyt dużo emocji i uczuć zgromadziło się do tej pory, czas to zmienić. W zasadzie to gotowy muzyczny hit. Wspaniałe gitarowe riffy, wokal mocny, rockowy, a reszta instrumentów doskonale wspiera tę melodyjną i udaną kompozycję. I zarazem kolejna „recepta”: nadzieja jest mocą sprawczą, może pomóc w najgorszych momentach.

Trzecia kompozycja z krążka nosi tytuł – „Unreal”, a kolejny dopisek autora – Szaleństwo („Insanity”). To jeden z dwóch najbardziej muzycznie rozbudowanych utworów. Ponad dziesięć minut opowieści o tym, że „(…) My confusion is all I feel” – wszystko to, co czuję to zmieszanie. Wszystko to czuję wtedy, gdy: „(…) it’s all is real when I’m self-pretending” – gdy udaję samego siebie. Aranżacyjnie to pełna zmian tempa i bardzo melodycznych linii piosenka. Doskonała w słuchaniu zwłaszcza ze względu na intersujące zmiany barwy linii wokalnej oraz zagrane z wielkim rozmachem gitarowe solówki oraz piosenkowe rozegranie. Mamy tu gitarową pogoń i syntezatorowe pasaże. Mamy rockowy pazur i neoprogresywna zadumę. I mamy ponowną radę: kwestionujmy wszystko i wszędzie… Może to szaleństwo, ale też i droga do „sprzeniewierzenia się” utartym prawdom.

„Down To Earth” to czwarta opowieść o unikaniu tragedii z dopiskiem – Duchowość („Spirituality”). Ten utwór to kolejna próba odpowiedzi na pytanie: jak uniknąć tragedii? Tym razem dzięki „powrotowi na ziemię” – powrotowi do świata realnego, a nie jakiegoś wyimaginowanego. Powrotowi do szarej i, być może, mrocznej rzeczywistości, ale do „prawdziwej” rzeczywistości, a nie jakiegoś świata marzeń: „(…) It’s only life, it’s only love. You’ve got it all, but it’s not enough. You classify yourself as strong or weak. You’re never satisfied. It’s always wrong or right. There’s discontent behing the words you speak. Come down to Earth…” – po prostu „powróć na ziemię”. I nie wiem, czy to znaczy zarazem „zrezygnuj z marzeń”, czy też tylko „porzuć te złudne”… To kolejny popis kompozytorski Oliviera. W zasadzie prosta, rockowa aranżacja z powtarzającym się refrenem wnosi olbrzymią porcję pozytywnych wibracji i emocji. To jest po prostu ładna, rockowo brzmiąca, piosenka. Gwarantuję, że po kilkukrotnym przesłuchaniu będą Państwo nucić słowa refrenu, bo w połączeniu z grą saksofonu naprawdę wpada w ucho.

Odporność („Resilience”) – to dopisek, który towarzyszy kolejnemu utworowi - „State Of Regression”. Nie zaczyna się on wesoło: „(…) Close your eyes to fear and lies and truth that dies for peace and desire, searching ways on endless days to save a dream still on fire” – nie patrz na to, co złe i kłamliwe… bądź odporny na nieprawdę… Tak chyba brzmi treściowe przesłanie tej kompozycji i zarazem piąty sposób na uniknięcie tragedii. Muzycznie to kompozycja, która wykorzystuje meandry aranżacyjne prog metalu, szatkując kolejne frazy wyśpiewywanego teksu ostrym brzmieniem gitarowych riffów. Taki drażniący sposób aranżacji odpowiada niemal wykrzykiwanemu przekazowi: „(…) Lie! Fake! Fear!... in a state of regression. Cry! Pray! Cheer!... To a world of depression”.

Utworowi pt. „Mercy” autor płyty przyporządkował dodatek – Miłość („Love”). Nie wiem czy miłość jest „zbawieniem” czy „cierpieniem”. Choć może wiem, lecz tę kwestie pozostawię Państwu, ale słowa tego utworu mają swoją wagę - „(…) You’re always the first one I see, always the first one to disagree, my thirst for freedom, my hunger for peace, my search for release” – i brzmią doniośle. I tylko następujące po nich pytanie nieco „zaburza” zarysowujący się obraz niekończącej się radości: „(…) Where is the mercy, the mercy in you? Where is the mercy it takes to see me through?”. Takie słowa muszą mieć stosowną muzyczną oprawę. A tę tworzy kołysząca linia melodyjna z lirycznym wokalem i jasnym brzmieniem wszystkich instrumentów. Jak na dobrą rockową balladę przystało całość płynie niczym lawa uwolnionych pozytywnych emocji, które dopełnia solo fortepianu i miękka gitara.

Ostatni sposób na tragedię i jej uniknięcie zawarty jest w trzyczęściowej suicie pt. „Icicles”. Odautorski dodatek w tym przypadku to: Poznanie („Insight”). Suita składa się z trzech części: „The Circle”, „Peace” i „Out Of The Ice” i jest nie tyle podsumowaniem albumu, co jego zwieńczeniem. Kolejną cząstką odpowiedzi na pytanie o tragedię.

„(…) There’s no other way out of the ice!” – nie ma szans na przerwanie „lodu”, który nas otacza - to przekaz płynący z metalowej części pierwszej. „(…) It’s too late for freedom, no running away from it (…) I feel temptation. It’s calling me once again. I’ll wait in patience. I’ll heal, but I don’t know when” – ale jest nadzieja, która z pewnością pomoże wydostać się na zewnątrz. A jedyną drogą do niej jest zniszczenie lodowej tafli, która nas dusi. Część druga suity swoim spokojnym brzmieniem przypomina o potrzebie zachowania spokoju i wskazuje na spokój jako na jedną z dróg, która może pomóc w przełamaniu niemocy. Ta część to krótkie, półtoraminutowe liryczne wtrącenie przełamujące jednak metalowo brzmiącą część pierwszą i przygotowujące zarazem do grande finale tego wydawnictwa – wołania o „powrót do życia”. Bowiem ostatni fragment suity „Out Of The Ice”, zawierający wiele improwizacyjnych momentów, jest wybrzmiewającym hymen głoszącym, że może się udać, że „(…) Let’s wake up, wake up to life! Turn around and break through the ice”.

Co przemawia za tą płytą? Finałowy optymizm. Choć ten jest wpleciony w każdy z utworów, bowiem każdy z nich pokazuje drogę uniknięcia tragedii. Ofelia musi zmienić swój sposób życia, skończyć z podporządkowywaniem się wszystkim. Nadzieja na zmianę jest tym, co zawsze zdaje się towarzyszyć trudom. Szaleństwo może wydać się czymś niezrozumiałym, ale może trzeba być nieco szalonym, by dokonać zmian? Duchowa moc – jakże potrzeba jej powrotu na ziemię, do powrotu do realnego świata. Odporność na zło, nieprawdę, kłamstwo… oczywiście. Miłość – podobno największa siła inicjująca zmiany. Wreszcie poznanie całej prawdy… Trudne, ale czyż nie oczyszczające? Nie wiem czy zgodzą się Państwo z takimi receptami, ale warto posłuchać tej płyty zarówno w całości, jak i na wyrywki. Nie jest to, jak już pisałem, płyta wybitna, ale ciekawie skomponowana i dobrze zagrana. Czuć nieco brak większej ilości żywych muzyków, bowiem może udałoby się w takim przypadku nieco zerwać z powtarzalnością aranżacyjną, którą momentami uporczywie słychać. Choć z drugiej strony, krążek „Ofelia” jest rodzajem płyty koncepcyjnej zorientowanym wokół problemu tragedii w jej różnych wymiarach, co taką powtarzalność nieco usprawiedliwia.

Czy jest to wydawnictwo godne uwagi, muszą Państwo sami ocenić. Zadaniem recenzenta jest opisać i pokazać zarówno mocne, jak i słabsze strony omawianego krążka. Ten krążek można uznać za kolejne dobre dzieło Oliviera Rüsinga i jego projektu KariBow, choć myślę, że przydałaby się teraz nieco dłuższa przerwa, w czasie której można by spróbować jak takie albumy sprawdzają się na scenie w kontakcie z żywym słuchaczem.

No i, jak to na płytach KariBow, jest adnotacja: ‘Suport AI Free’.

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce