Pięć lat po poprzednim albumie „Foreste Interstellari” Hunka Munka, czyli właściwie Roberto Carlotto, powraca, ale tym razem już jako zespół, dzięki stałemu zaangażowaniu Joeya Mauro, który gra na instrumentach klawiszowych, odpowiada za orkiestracje oraz programming. Oprócz duetu Carlotto – Mauro na nowej płycie grają jeszcze: perkusista Marcantonio Quinto, gitarzysta Gianluca Quinto, basista Andrea Arcangeli oraz skrzypaczka i wiolonczelistka Barbara Rubin. W jednym utworze („Cavalli Alati”) gitarowe solo wykonał Andrea Rinaldi. Nowy album nosi tytuł „Demoni e Dei” i jest muzyczną, utrzymaną w duchu progresywnego (hard) rocka, wizją odwiecznej walki dobra ze złem, światła z ciemnością, sił jasności z demonami mroku…
„Demoni e Dei” to album, który, aczkolwiek brzmi bardzo współcześnie i nowocześnie, to stylistycznie nawiązuje do lat lat 60., kiedy Roberto Carlotto, na początku swojej kariery grał w różnych zespołach, m.in. w Big 66 i Cuccioli, a także współpracował z Ivanem Grazianim w formacji Anonima Sound Ltd. Jego pierwszy solowy album, „Dedicato a Giovanna G.”, ukazał się w 1972 roku. Zasłynął nie tylko z charakterystycznego brzmienia, dzięki obecności Ivana Grazianiego oraz perkusisty Nunzio „Cucciolo” Favia (ex-Osage Tribe i Dik Dik), ale także ze specjalnego, nowatorskiego jak na tamte czasy, rozwiązania w postaci rozkładanej koperty longplaya, która otwierała się przybierając kształt… toalety.
W latach 70. Roberto Carlotto funkcjonował jako klawiszowiec zespołu Dik Dik. To o tyle ważna wiadomość, że fakt ten ma swoje odzwierciedlenie w repertuarze albumu „Demoni e Dei”. Prócz całkowicie premierowego materiału, w tym kilku efektownych instrumentalnych tematów, nowy krążek zawiera bowiem kilka „powtórek” piosenek znanych ze wspomnianego już albumu „Dedicato a Giovanna G.” („L'Aeroplano d'argento” i „Cattedrali di Bambu”), a także inne utwory powstałe podczas pracy Roberto Carlotto właśnie w grupie Dik Dik („Ossessioni” i „Cavalli Alati”). Te sztandarowe kompozycje zostały teraz ponownie opowiedziane w zdecydowanie bardziej współczesnych wersjach i są w pełni zgodne z tematem nowego albumu, gdzie momenty (pozornego) spokoju przeplatają się z potężną energią.
Architektem tej brzmieniowej mocy jest Joey Mauro, utalentowany klawiszowiec z Lamezia Terme, znany jako jeden z protagonistów… Italo Dance. Ujawnia on (podobnie jak w przypadku poprzedniego dzieła „Hunka Munka” i innych produkcji, które sam opracował) niezwykłą pasję do hard rocka; pasję, która zaowocowała krystalicznie czystą produkcją oraz melodyjnym hard progiem utrzymanym na wysokim poziomie.
Nie jest to może jakaś przełomowa płyta, ale dla sympatyków tradycyjnej włoskiej szkoły progresywnego rocka i brzmień opartych na gęstych partiach organów, soczystych pociągnięciach gitar oraz rozlicznych orkiestracjach z pewnością będzie to bardzo przyjemne doświadczenie.
