Keys – Infinity Parabellum

Maciej Niemczak

Czy w świecie zdominowanym przez gitarowe riffy jest miejsce na album, w którym sześć strun nie istnieje, a mimo to brzmienie tnie powietrze z siłą huraganu? Mark Mangold, legendarny magik klawiszy znany z Touch czy Drive, She Said, wraz z obdarzonym potężną skalą głosu Jake’em E (znanym z formacji Amaranthe oraz Cyhra), udowadniają na „Infinity Parabellum”, że granice syntezatorów leżą znacznie dalej, niż mogliśmy przypuszczać. To nie jest zwykły art rock; to soniczna demonstracja siły, w której organy i cyfrowe emulacje tworzą ścianę dźwięku godną najcięższych rockowych hymnów.

Fundamentem tego projektu jest niesamowity dialog między doświadczeniem Mangolda a energią wokalisty, który w 2020 roku został okrzyknięty przez magazyn Burrn! głosem roku. Wspomagani przez perkusyjną potęgę w osobie Alexa Landenburga (filar Kamelot i Cyhra) oraz Adde Larssona, muzycy Keys stworzyli dzieło, które wykracza poza schematy. Wszystko spaja krystaliczny i potężny miks Dennisa Warda, sprawiając, że te ponad pięćdziesiąt dwie minuty muzyki to jeden z najbardziej intrygujących muzycznych momentów 2026 roku.

Wszystko zaczyna się od tytułowego „Infinity Parabellum”, będącego sonicznym manifestem, gdzie gęste sploty klawiszy budują fundament pod techniczny wokal Jake’a. Mroczne „Message From The Void” to kompozycja ciężka i duszna, w której perkusyjny atak nadaje całości niemal burzowego charakteru. Zaskoczeniem jest „Jannus” – utwór drapieżny i ostry, w którym Mangold pokazuje pazury, a jego energię podtrzymuje wystrzeliwujący słuchacza w górę „Catapult”.

Prawdziwym punktem zwrotnym jest dyptyk „Eruptions” i „Flamethrower”. Mangold dokonuje tu niemożliwego, rzucając wyzwanie samemu Eddiemu Van Halenowi. Jego interpretacja słynnego solo, wykonana w całości na klawiszach, to pokaz geniuszu i dowód na to, że technologia emulacji strun osiągnęła niespotykany dotąd poziom. Z tego żaru przechodzimy w „Lost In Time”, które nie szuka onirycznego wyciszenia, lecz jest fascynującą wariacją w stylu dawnych mistrzów keyboardu, pełną wirtuozerskich splotów.

Chwilę upragnionego oddechu przynosi „Beautiful World”. To centralna ballada albumu, w której Jake E udowadnia, dlaczego kilka lat temu zdominował wokalne rankingi; jego głos szybuje tu bez wysiłku, rzeźbiąc w eterycznym tle pejzaż pełen szlachetnego piękna. Dynamika powraca w „When Night Calls” – to utwór o stadionowym rozmachu i chwytliwości, który idealnie kontrastuje z finałowym, hymnicznym „We Fight To Live”. To tutaj klawiszowe „pirotechniki” Mangolda znajdują swój ostateczny cel, zostawiając słuchacza w stanie absolutnego, rockowego nasycenia – i to bez ani jednej gitary w studio.

Słuchając „Infinity Parabellum”, trudno oprzeć się wrażeniu, że obcujemy z jednym z najbardziej odważnych i technicznie imponujących albumów ostatnich lat. Mark Mangold i Jake E udowodnili, że w rocku progresywnym i hard rocku granice instrumentarium są rzeczą umowną, a prawdziwa potęga płynie z pasji i wizji, która nie zna technologicznych barier. To ponad pięćdziesiąt dwie minuty muzyki, która redefiniuje pojęcie „klawiszowego grania”, zamieniając syntezatory w drapieżne bestie o sile rażenia najlepszych gitarowych riffów. To soniczny triumf, w którym wirtuozeria spotyka się z niespotykaną melodyjnością i energią.

To album, który rzuca rękawicę tradycji, oferując w zamian krystaliczne brzmienie i wokalne popisy, które zostają w pamięci na bardzo długo. Dajcie się zaprosić do tego świata „nieskończonej amunicji” dźwiękowej; to jedna z tych płyt, które zmieniają perspektywę i udowadniają, że rewolucja w rocku wciąż może mieć kolor czarno-białych klawiszy. To pozycja, po którą trzeba sięgnąć, by na własne uszy przekonać się, jak brzmi rock przyszłości – bez ani jednej struny, a mimo to pełen ognia.

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce