mlwz - edunitsky - baner - motyl

Shadowlight - Spark EP

Rysiek Puciato

Jaka szkoda, że ten singiel nie wpadł w moje ręce latem. Bez trzech zdań zawojowałby wszelkie odtwarzacze fanów pop/neoproga. Możne nawet utwór pierwszy stałby się „hitem lata”, a drugi przywoływałby uśmiech na spaloną słońcem twarz i wspomnienia z lat dawnych? Ale, co się odwlecze, to nie uciecze, jak powiada przysłowie. I choć za oknami śnieg i słota (recenzja powstała pod koniec 2025 roku - przyp. AC), to dobrze, że znalazła się taka mała płytka, która jest w stanie rozgonić wszelkie smutki i przemalować prawie zimowy świat kolorami radości i beztroski. Wcale nie żartuję, singiel zespołu Shadowlight pt. „Spark” to naprawdę iskra, która może nie tylko przywołać uśmiech, ale także zamienić zły i markotny dzień w niczym nieskrępowane chwile pozytywnych wibracji.

Jeśli nie znają Państwo tego zespołu, to napiszę tylko, że pochodzą z Wielkiej Brytanii i ich początki sięgają roku 2009, kiedy to dwaj panowie – James Hodkinson i Mark Wilson – zdecydowali założyć zespół, który swymi korzeniami będzie sięgał do muzyki z lat 90. Niedługo potem wydali pierwszego singla pt. „Winter”. Niestety nie udało mi się ustalić, czy rzeczywiście ukazał się on zimą czy latem, ale efekt jego powstania był na tyle zadawalający, że do duetu dołączyli: Ed Williamson-Brown (gitara basowa) i Paul Collins (perkusja), a zespół wydał dwa lata później własnym sumptem pierwsza płytę długogrającą pt. „Twilight Canvas”. Po jego wydaniu nastąpiła zmiana perkusisty. Miejsce Collinsa zajął Carl Cole i dokooptowano jeszcze gitarzystę Tone’go Wrighta i… w roku 2018 ukazało się drugie pełnometrażowe wydawnictwo zespołu pt. „Stars Above The City”. Oba wydawnictwa gwarantują ponad sto minut miłej dla ucha i, w gruncie rzeczy, „wesołej” muzyki, choć nie wiem czy to określenie raczej Państwa zachęci, czy też zniechęci do zapoznania się z najnowszym singlem.

Muszę też nadmienić, że obecnie pojęcie „singiel” nabrało chyba nowego znaczenia. O ile mnie pamięć nie myli. w epoce małych płyt winylowych (tzw. 7”) była strona A i strona B i mieściły one od dwóch do trzech, czterech utworów, z których ten na stronie A był traktowany jako „główniejszy”, a reszta jako dodatki. Singiel „Spark” to wprawdzie pięć kompozycji, ale czas ich trwania to prawie pół godziny, a dokładniej dwadzieścia dziewięć minut i dziewiętnaście sekund. Niektóre albumy trwają mniej niż czterdzieści minut. I dobrze, że tak jest, bo to, jak już wspominałem, letnia płyta na początku zimy.

Słuchając tej piosenki gotów jestem zgodzić się na to by zapłonął świat… sic!. Tytuł pierwszej kompozycji brzmi bowiem: „World On Fire”. Lekko, letnio, melodyjnie, gitarowo i… można by tak wymyślać w nieskończoność. I niech szukają nas wszelkie służby (parafrazując słowa refrenu), niech tylko ta piosenka trwa i trwa. Niech nic nie śmie jej przerywać. Szkoda, że sześciu minut nie da się przedłużyć w nieskończoność.

Omińmy na moment utwór numer dwa i przejdźmy do trzeciego – „Asymmetrical”. Niemal półminutowy synthpopowy wstęp daje słuchaczowi czas na nastrojenie się na to, co czeka go później. Lekko rapujący wokal i syntezatory w tle to zaledwie przedsmak tej kołyszącej kompozycji. Letni trans, muzyczny odjazd gwarantowany. Proszę posłuchać samemu.

Podobnie rzecz ma się z utworem „Drive”. Mocno syntezatorowy, ale jakże uroczo kołyszący. Jakby cofnął się czas tak do lat 90., do złotych czasów neo proga, tych melodyjnych „do przesady”, tych zabierających słuchacza do krain w odległych krańcach kosmosu. Powiem znowu: proszę spróbować samemu.

Tytułowa kompozycja i ostatnia zarazem na tym wydawnictwie – „Spark” - to gwarancja syntezatorowego odlotu w odległe galaktyki. Pięć minut kiwania głową i niewymuszonego spokoju. Niczym wielka podróż marzeń wszystkie dźwięki zmuszają do lekkiego uśmiechu. To utwór do wysłuchania wtedy, kiedy już wszystko wokoło nas denerwuje i, czasami trzeba to powiedzieć mocniej, wkurza.

Nie, nie zapomniałem o utworze z numerem 2. Jego tytuł jest dobrze znany – „The Sun Always Shines”. To cover piosenki zespołu A-ha. W wykonaniu zespołu Shadowlight zatraca on nieco swoje synthpopowe właściwości muzyczne, a przybiera nieco bardziej zadziorny charakter. Ale w dalszym ciągu wprowadza w dobry nastrój, taki już przedświąteczno-świąteczny. Proszę się nie bronić przed falą wspomnień, jakie przywołuje. W końcu Święta tuż tuż, a w takim okresie dzieje się podobno dużo rzeczy niezwykłych. Ta piosenka to nie tylko wspomnienia, to także marzenia.

Czy ma być jeszcze jakieś podsumowanie? Niestety nie będzie. Nie ma odpowiednich słów, by oddać nastrój tego singla. Gdybym dopadł go latem, to byłoby to murowany „singiel wakacyjnych radości”. Znajdując go teraz mianuję go „singlem kończącego się roku”. I niech się dzieje. I tylko przypomnę Shadowlight – „Spark”!

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce