To, że ten album pojawi się już prawdopodobnie niedługo, że musi być w trakcie tworzenia i nagrywania, że właśnie powstaje, wiedziałem, a w zasadzie przeczuwałem, od dawna. Właściwie to od momentu wydania wcześniejszego albumu – „Binary Suns (Part 1 - Operant Condition)” - tyle, że było to dawno, dawno temu, bo w roku 2020. Bo nie mogło być tak, że nie powstanie ciąg dalszy. Przecież po nagraniu i wydaniu jeszcze wcześniejszej płyty - „The Burden Of Paradise” (2016) - chyba coś ważnego „zaiskrzyło” i zespół Different Light zyskał nowe życie.
Nie można powiedzieć, żeby ich albumy pojawiały się co chwilę. Ale być może potrzebny był czas? Czas, który był także czynnikiem sprawczym przy powstawaniu kolejnych kompozycji. Może dlatego są one tak wpadające w ucho i tak melodyjne, że nie można się oderwać od słuchania? Ale tak na poważnie: wiedziałem, że to będzie wspaniały album już od 25 marca tego roku, kiedy to zespół po raz pierwszy zaprezentował singiel pt. „A Fool’s Errand”. Wiedziałem, bo powróciło tak dobrze znajome i bardzo charakterystyczne brzmienie oraz melodyjny aranż. I zaczęło się odliczanie dni, minut, sekund do momentu, gdy pojawił się plik z nowym wydawnictwem pt. „Binary Suns (Part 2 - Alternate Reality)”. I choć płyta zawiera sześć utworów, to w moje ręce trafił jeden „niepocięty” plik, który zawładnął całym moim czasem i uwagą. Zaanektował odtwarzacze we wszystkich możliwych miejscach i zapętlił się, nie pozwalając na chwilę przerwy.
Teraz, dla potrzeb tej recenzji, „potnijmy” go trochę, aby pokazać jego szczegółową zawartość.
I niemal tak jak na początku płyty „Binary Suns (Part 1 - Operant Condition)”, tak i tutaj pierwszymi dźwiękami, jakie docierają do słuchacza jest fortepian tym razem nieco bardziej delikatny. I gdy na poprzedniej płycie od razu jego dźwięk przynosi burzę melodii, tak tutaj zespół dodaje fragment dialogu, który potęguje niepewność dotyczącą tego, co będzie dalej. A dalej na znajome tory wkracza melodyjnym pochodem pierwsza z minisuit jakie zawiera to wydawnictwo – „Mindspeaker”, która przez pięć minut pierwszej części („Parallel Fantasy”) rozpoczyna zadawanie pytań o uczucia, o relacje, o rzeczy niepojęte, a tak bardzo ludzkie. A potem nie wiadomo w jaki sposób zostajemy zaplątani w kolejne części tej pierwszej z sześciu opowieści. Kolejne fragmenty – „Mrs. Winslow's Soothing Syrup”, „The Escape Room”, „Mythopoeia”, „An Unenviable Fate”, „The Singularity” i wreszcie „Labour Of Love” – to kolejne pytania: o sposób na to, by mądrze kierować swoim życiem, o drogę radzenia sobie z przeciwnościami losu, o sposób na unikanie tego, co nieprzyjazne i nieprzyjemne. To także próba odpowiedzi na nie w poruszającej, ostatniej części tej minisuity. Odpowiedzi jakże prostej i oczywistej: wzięcie swojego życia w swoje własne ręce.
Druga z minisuit nosi tytuł „The Syncretist” i od pierwszej chwili urzeka mocą muzycznego przekazu. Syntezatory i akordy gitary pierwszej części („Sober Dancing”) tworzą mocno utkane dźwiękami tło dla części drugiej („Pillage Of Souls”) pełnej soczystych gitarowych riffów i jakże ciepłych słów o osobistych relacjach. Proszę się wsłuchać w końcowe solo gitary, które jest zarazem majestatycznym wprowadzeniem do części trzeciej („Full Circle”). Akustyczna gitara, prostota przekazu i ciepła narracja fantastycznie brzmią w tej opowieści o życiowych próbach i zmartwieniach, a pojawiająca się pod koniec orkiestracja dodaje całości należytej powagi. Część czwarta to podsumowanie, to próba odpowiedzi na odwieczne pytanie każdego człowieka w kryzysie: w jakim punkcie życia się znajduję? „Now Just Keep Well” odpowiada na nie pełną mocą melodii, która otulona delikatnym brzmieniem orkiestry nabiera epickiego wymiaru i płynie, porywając słuchacza swą doniosłością.
Jedyny znany przed wydaniem płyty utwór „A Fool's Errand” to żywiołowość w całej okazałości łagodzona przez pojawiający się momentami fortepian. To, co udaje się zespołowi w tej kompozycji to wyśmienicie spasowana z muzyką linia wokalna, która płynie na skrzydłach tego niewątpliwie radiowego hitu. Proszę się przygotować na siedem minut lotu w muzyczne przestworza. To będzie czysta frajda.
Czym może zaskoczyć utwór „Constant Silver Lining”? Pewnie nie pierwszą częścią pt. „Living The Dream” – rozpoczyna ją niejako ulubiony motyw początkowy zespołu: delikatne syntezatory (choć w tym wypadku zagrane w najlepszym stylu niemieckich mistrzów muzyki elektronicznej). Lecz już w połowie drugiej minuty rozpoczyna się mocny, jak na Different Light, i jak dotąd chyba niesłyszany żywiołowy pochód gitary zapowiadający, że ta kompozycja pokaże surową, mocną i lekko metalową stronę zespołu. I mimo lekkiego początkowego spowolnienia rytmu tej suity, w jej części drugiej („Our Destination”) ostatecznie zwycięża zdecydowane rockowo-progresywne brzmienie, które dominuje też w kolejnej sekcji – „Apophenia”. Ta część to dwuminutowy pokaz aranżacyjnej ekspresji i gitarowo-syntezatorowego mistrzostwa. Czwarta część tej minisuity („An Endful Winter”) muzycznie, znowu w typowy dla zespołu sposób, podsumowuje cały utwór oraz pokazuje i podkreśla kolejną nowość: niesamowicie udane nagromadzenie wokalnych ciekawostek. Chórki, wielogłosy, duety… Wszystko brzmi w tym moim ulubionym utworze po prostu doskonale.
Trzyczęściowa kompozycja „The Stalker Talks” (część I – „Happiness (part 2)”, część II – „A State Of Disarray”, część III – „Binary Child”) kontynuuje mocny muzyczny przekaz z poprzedniej suity wspaniałym dwuminutowym początkiem, który w drugiej części przeobraża się w balladę na fortepian i głos, by następnie po raz kolejny zaskoczyć słuchacza chórkami i ponownie zafascynować płynącym pokazem instrumentalnym. To kolejna charakterystyczna cecha zespołu – wplątywanie w wielowątkowe opowieści muzyczne dłuższych części instrumentalnych pozwalających docenić kunszt instrumentalny jego członków, a jednocześnie nadających poszczególnym kompozycjom potrzebnego „oddechu” i wytchnienia od skomplikowanych struktur aranżacyjnych. Na takim tle „Binary Child” - ostatnia część tej minisuity - brzmi dość gorzko, zachowując jednakże swą melodyjną nośność, czym podkreśla muzyczny rozmach oraz tragizm tej opowieści.
„(…) So now is time to say…” – tymi słowami rozpoczyna się podsumowujący historie opowiedziane na tym krążku utwór „Last Call”. To niezwykle udana kompozycja w sam raz na zakończenie tego ze wszech miar udanego wydawnictwa. Trzyminutowa, zwarta, rockowa i melodyjna opowieść z (no cóż, napiszę to po raz kolejny) typowymi dla zespołu zmianami tempa, które będąc elementami większej całości jednocześnie mogą istnieć jako pojedyncze małe suity. I chwała zespołowi za ten pomysł. Takie potraktowanie muzycznej materii pozwala słuchaczowi na pewną dowolność… Oto można tej płyty słuchać tzw. jednym ciągiem, bez podziału na pojedyncze utwory lub właśnie z takim podziałem: każdą kompozycję oddzielnie jako odrębną muzyczną mikroopowieść.
Można ten album potraktować jako jeden ponad godzinny utwór, który dostarcza niemierzalnej ilości czystej muzycznej przyjemności lub jako zbiór kolejnych małych opowieści, krótkich historii, miniatur, minisuit. Proponuję spróbować obu wariantów. Powinny się sprawdzić w przypadku słuchacza poszukującego wspaniałych melodii, porywających aranżacji i interesujących, wspaniale zagranych i wokalnie bezbłędnie opracowanych kompozycji.
To kolejna bardzo dobra udana płyta w dorobku zespołu Different Light, który gra w następującym składzie: Trevor Tabone (klawisze, wokal), Petr Lux (gitary, wokal, bas), Jirka Matousek (bas) i David Filak (perkusja) z gościnnym udziałem Lucy Lux (wokal). Oficjalnie płyta ukazała się cyfrowo 24 kwietnia i jest dostępna na Bandcampie zespołu. Niestety z powodu niespodziewanego technicznego opóźnienia płyta w formacie CD pojawi się dopiero pod koniec maja.
