Po miesiącach oczekiwania wszystko wskazuje na to, że nowy album Deep Purple zatytułowany „SPLAT!” - wpisujący się w charakterystyczną dla zespołu tradycję przewrotnych, momentami absurdalnych tytułów — ukaże się już 3 lipca. Pierwszy singiel promujący wydawnictwo, „Arrogant Boy”, zadebiutował w sieci 12 maja o godzinie 20:00, dając pierwszy wgląd w nadchodzący materiał.
Początkowy odsłuch pozostawił u mnie pewien niedosyt, jednak kolejne podejścia wyraźnie poprawiły odbiór utworu, odsłaniając jego bardziej złożoną strukturę. W kontekście ciągłości stylistycznej warto podkreślić, że od czasu albumu „=1” nie zaszły istotne zmiany personalne ani produkcyjne: za brzmienie ponownie odpowiada Bob Ezrin pracujący z zespołem w Nashville.
Zapowiedzi Rogera Glovera sugerowały pewne korekty brzmieniowe: mocniejszą ekspozycję sekcji perkusyjnej, niższe rejestry wokalne Iana Gillana oraz ograniczenie kompresji dźwięku. Była to reakcja na uwagi dotyczące produkcji „=1”. Singlowy „Arrogant Boy” zdaje się potwierdzać, że te postulaty zostały wzięte pod uwagę. Materiały promocyjne mówiące o „najcięższej płycie od lat”, to chyba trochę zwykły marketingowy bełkot, ponieważ w zasadzie każdy kolejny album jest zazwyczaj „jeszcze bardziej rockowy” czy „powraca do stylistyki znanej klasycznych płyt zespołu”.
Utwór — pełniący jednocześnie funkcję otwarcia albumu — wskazuje jednak na wyraźne przesunięcie akcentów w stronę duetu Don Airey – Simon McBride. Szczególnie ten drugi wnosi do brzmienia zespołu wyraźnie słyszalne inspiracje gitarową estetyką lat 80., co znajduje odzwierciedlenie w konstrukcji riffów i ogólnej fakturze utworu. Są one osadzone w klasycznym hard rocku, ale z wyraźnym metalowym zabarwieniem przywodzącym na myśl zarówno archiwalne pomysły Deep Purple (jak „Glabsplatter” z sesji „In Rock”), jak i stylistykę Viviana Campbella z okresu współpracy z Dio. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że McBride był jego następcą w Sweet Savage.
Nie oznacza to jednak jakiegoś radykalnego zwrotu zespołu w stronę estetyki heavymetalowej — mamy raczej do czynienia z subtelną asymilacją wpływów. Środkowa, relatywnie rozbudowana część instrumentalna przywodzi na myśl progresywno-hardrockową improwizację w duchu twórczości Dona Aireya, choć znaczną jej część realizuje gitara prowadząca. Na poziomie wykonawczym zespół stara się utrzymać wysoki poziom energii, co w przypadku instrumentalistów pozostaje w pełni przekonujące. Większym wyzwaniem jest partia wokalna: Ian Gillan, operujący obecnie najsprawniej w niższych rejestrach, musi mierzyć się z materiałem wymagającym większej dynamiki i ekspresji. W porównaniu do „Portable Door” jego forma wypada jednak korzystniej: wokal brzmi pewniej, bez wyraźnych oznak przeciążenia.
Jednocześnie pojawia się pytanie o dopasowanie linii wokalnej do charakteru kompozycji. Gillan, który w przeszłości wielokrotnie potrafił podnieść nawet przeciętne utwory na wyższy poziom, tym razem pozostaje raczej elementem poprawnym niż wyróżniającym się. Warstwa instrumentalna okazuje się bardziej angażująca niż wokalna.
Istotną rolę pomagającą w utrzymaniu stylistyki w purpurowych ryzach jest natomiast sekcja rytmiczna Glover–Paice, która zachowuje klasyczny, „purpurowy” idiom i stanowi przeciwwagę dla bardziej nowoczesnych gitarowych naleciałości. To właśnie napięcie między tymi elementami buduje ostateczną tożsamość utworu.
Na osobną uwagę zasługuje kwestia długości i struktury kompozycji. „Arrogant Boy” trwa zaledwie 3 minuty i 17 sekund, co - biorąc pod uwagę liczbę segmentów i rozbudowaną część instrumentalną - sprawia wrażenie formy skondensowanej do bólu.
W świetle wypowiedzi Gillana (podczas przedpremierowego odsłuchu w londyńskim studio), który wskazywał, że pierwotne wersje utworów były znacząco dłuższe (5–6 minut), wiadomo że decyzje produkcyjne Ezrina doprowadziły do ich istotnego skrócenia. Efekt ten budzi u mnie ambiwalentne odczucia. Z jednej strony odpowiada współczesnym trendom rynkowym, preferującym krótsze, bardziej dynamiczne formy. Z drugiej — ogranicza przestrzeń dla naturalnego rozwoju kompozycji, co w przypadku zespołu o takiej tradycji instrumentalnej stanowi istotne zubożenie. „Arrogant Boy” momentami sprawia wrażenie wersji „radio edit”, mimo że nią nie jest.
Ostatecznie mamy do czynienia z utworem na wskroś solidnym, choć nie wybitnym. Ja z późnego Deep Purple preferuję kompozycje które odchodzą od purpurowego schematu w ten czy inny sposób, a nie próbują się w nim odnaleźć. Nie jest to kompozycja, która redefiniuje brzmienie zespołu czy wyznacza nowe standardy, jednak pozostaje solidnym przykładem późnego etapu twórczości Deep Purple. W kontekście wieku muzyków oraz ewolucji składu, taki poziom należy uznać za w pełni satysfakcjonujący. Co istotne, singiel skutecznie buduje zainteresowanie nadchodzącym albumem, a to, w perspektywie premiery, wydaje się jego najważniejszą funkcją.
