„Największe amerykańskie talenty dojrzewają w słońcu Kalifornii”.
Nie pamiętam który z menadżerów gwiazd wypowiedział te słowa, lecz tkwi w nich ziarno prawdy. Nie sposób uciec przed szaleństwem czerwonych dywanów, szampanem lejącym się strugami na przyjęciach w Santa Monica czy piskiem opon ścigających się ferrari na Pacific Coast Highway. To Ameryka - oglądana zza firanek sztucznych rzęs, otumaniona błyskiem fleszy, prężąca mięśnie przed zwinnym okiem kamery. Króluje tu słowo „kariera”, dla której młodzi artyści są gotowi oddać duszę. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak to tylko malutki autograf nakreślony własną krwią. Niejeden impresario posiada w sejfie gruby plik cyrografów. W końcu to Ameryka. Tu czas płynie inaczej i to, co wydaje się piękne, może w końcu zabić. Szczególnie w Kalifornii…
Wystarczy spojrzeć we wsteczne lusterko, by dostrzec mknący z zawrotną szybkością kabriolet z czeredą rozbawionej młodzieży pozbawionej strachu, jakichkolwiek zasad i autorytetów. Żyją z dnia na dzień, utożsamiając swoją wartość ilością „followersów” na Facebooku czy Instagramie. Całe szczęście, że nie wszyscy wybrali tę drogę.
„Bez muzyki, życie byłoby pomyłką”.
Nie wiem czy bohater tej recenzji studiował dzieła Friedricha Nietzschego, lecz z pewnością zgodziłby się z tym cytatem. Dennis Atlas zawsze kochał muzykę. Jego dzieciństwo i młodość wypełniały dźwięki. Urodził się w Santa Clarita w troskliwej i kochającej rodzinie. Jego brat miał podobne pasje, czego efektem był pierwszy wspólny zespół. Dennis wybrał ścieżkę muzyczną, która prowadziła w nieznaną przyszłość.
Dziś czuje się spełniony, zarówno jako klawiszowiec, wokalista, jak i kompozytor. Dzięki talentowi i pracy spełnił swoje marzenia. W 2024 roku dołączył do legendarnego zespołu Toto, jako drugi klawiszowiec i wokalista. Ma na koncie dwa solowe albumy: „My Magical Wonderland” z 2021r. i wydany 15 maja tego roku „Principle”.
„Muzyka może nazwać nienazwane i przekazywać niepoznawalne”
Słowa Leonarda Bernsteina, genialnego kompozytora i dyrygenta, niech będą mottem, które wyraża wszystko, co drzemie w duszy artysty. Nie zawsze można to ubrać w słowa, bo uczucia, jakie prowadzą palce po klawiszach czy strunach gitary, są niewymierne. Nie da się ich zmierzyć, ogarnąć, pohamować, zamknąć w złocistej klatce czy szklanej kuli. One wybuchną jak wulkan, rozkwitną milionem płatków, poszybują w niebo i staną się światłem. Muzyka Dennisa wypływa z jego serca. Jest jego energią i magicznym światem w którym wszystko jest możliwe…
Album „Principle” trwa niespełna pięćdziesiąt minut i zawiera jedenaście kompozycji, w tym dwie instrumentalne. Autorem ośmiu z nich jest Dennis. Pozostałe powstały dzięki połączeniu sił ze Steve’em Bonino („Violent Power” i „Relative Fiction”) oraz Steve’em Lukatherem („Candy on Mars”). Na płycie wystąpiło zacne grono gości: Marco Minnemann (perkusja), Bumblefoot (gitara, mastering), Steve Lukather (gitara), Steve Bonino (bas), Shannon Forrest (perkusja), David Paich (instrumenty klawiszowe), Trev Lukather (gitara), Warren Ham (saksofon, shaker), Greg Phillinganes (keyboard), Roger Atlas (gitara) i John Pierce (bas). Dennis zagrał na instrumentach klawiszowych, gitarze i zaśpiewał. Okładkę płyty i logo zaprojektowała Sabrina Lau z UnicornCat Artworks.
„Niech w każdej chwili mojego życia brzmi muzyka. Jest szaleństwem, mocą, ogniem, lecz i największym ukojeniem”.
Stworzenie tego albumu było dla Denisa cudownym wyzwaniem. Nosił w sobie ogromny pokład emocji, które musiały ujrzeć światło dzienne. Pasja musi się przerodzić w akt stworzenia, który zapewni twórcy spokój i równowagę.
Album otwiera instrumentalny wulkan w postaci krótkiego „Surprises From Within”. Klawiszowa sentencja przeplata się z riffami gitary. Panowie Minnemann i Bonino spalają kalorie w wysokoenergetycznym mariażu, Tak efektowne intro zapowiada kuszący ciąg dalszy, czyli promujący płytę utwór „Violant Power”.
Od pierwszych chwil rozgrzewa słuchacza intensywna praca sekcji rytmicznej. Dennis poraża swoją witalnością i młodzieńczym wigorem. Jego mocny głos, wspiera kaskada dźwięków płynąca wartką rzeką spod strun gitary, basu i palców śmigających na klawiszach keyboardu. Tym razem towarzyszy mu tylko Minnemann na perkusji, natomiast Steve Bonino dołożył swojego talentu w sferze kompozycji.
„Scare Me” rozgrzewa folkowym klimatem osadzonym na potężnym fundamencie rockowych brzmień. Dennis ma mocny, zdecydowany głos i, co ważne, fantastyczną skalę, czego daje dowód w kontrastujących ze sobą zwrotkach i refrenie. Znakomita solówka gitarowa wykonana przez Steve’a Lukathera jest tutaj przysłowiową „wisenką na torcie”.
„Games” brzmi niczym muzyka do gry komputerowej lub filmu. Występuje tu dużo gości. Wokalista zespołu Toto - Joseph Williams, za perkusją zasiadł Shannon Forrest, na dodatkowym keyboardzie zagrał David Paich, a mistrz gitary Bumblefoot wyczarował fantastyczną solówkę.
„Instincts” to kolejna propozycja, której nie można się oprzeć. Dynamika zespala się z ciekawą linią wokalną. Główne walory to ciekawa, synkopowana budowa utworu z malowniczymi solówkami gitar, rozbudowane sentencje klawiszowe i energia, która przenosi elektrony myśli na wyższe orbity.
„Different World” zachwyca eterycznym połączeniem brzmienia fortepianu z wokalem. Ta cudowna ballada jest jednym z najbardziej urokliwych fragmentów płyty. Nie ma tu nic więcej. Fortepian i głos Dennisa. Skrzydła aniołów połyskujące w blasku wschodzącego słońca. Wodospad dźwięków kryształowych, czystych w swojej prostocie i jednocześnie doskonałych.
„Relative Fiction” to wspólna kompozycja Atlasa i Bonino. Tym razem Steve wziął w swoje dłonie gitarę akustyczną, a na basie, gitarze elektrycznej i keyboardzie zagrał Dennis. Na perkusji szaleje Shannon Forrest, a wokal wiadomo… Trzeba przyznać, że to bardzo efektowny kawałek, szczególnie za sprawą niesamowitych bębnów.
„Candy On Mars” jest wspólnym dziełem Dennisa Atlasa i Steve’a Lukathera. Ta instrumentalna, zwariowana, ocierająca się o jazzowe klimaty, kompozycja, niesie ze sobą niewidzialny płomyk mentalnej wolności.
„When The Monster Attacs” przepełniają barwy i kontrastujące ze sobą muzyczne konfiguracje. Fortepian i sekcja perkusyjna budują barwne tło dla wokalu Dennisa. To niezwykle przyjemny utwór, o ciekawej aranżacji.
W „Save It For Tomorrow” pojawiają się nowi goście w osobach Warrena Hama (saksofon, shaker) i Grega Phillinganes (instrumenty klawiszowe), a zakończenie albumu stanowi kompozycja „We Can Be The Future” - niezmiernie przebojowa i ognista. To wspaniałe ukoronowanie kolejnej pozycji w dyskografii amerykańskiego artysty. Doskonałe ewolucje gitary, sentencje klawiszy i wokal. Wszystko to nadaje podniosłego charakteru i stanowi znakomity epilog.
„Principle” to kolejny „skok w nadprzestrzeń” dla młodego muzyka, jakim jest Dennis Atlas. Z pewnością nie jest to album, przy który popadniemy w zadumę wieczorową porą. Przy nim nie można usiedzieć w spokoju. To czysta energia, ogień i witalna siła młodości. To moc naszych marzeń… A jak to powiedziała Tess Gerritsen:
„To marzenia dają nam siłę, by iść dalej”.
