Gildenlöw, Kristoffer – [Humanised]

Olga Walkiewicz

Ludzie to istoty, które pragną odnaleźć swoją drogę. Życie potrafi  zmienić ją w labirynt pełen cieni, niespodziewanych zakrętów i tajemnic. Lecz największą zagadką jest sam człowiek - pełen sprzeczności, nieprzewidywalny i rządny sukcesu. Zmagający się ze swoimi demonami. Trudno znaleźć lepszą inspirację, gdy jest się artystą, szczególnie tak wszechstronnym jak Kristoffer Gildenlöw. Jego kariera muzyczna rozpoczęła się w ósmym roku życia od nauki gry na fortepianie. Jako trzynastolatek zwrócił się w kierunku rocka i zmienił klawisze na bas i perkusję. Kristoffer to perfekcjonista. Uwielbiał spędzać czas doskonaląc grę na instrumentach, występując w kapelach rockowych i tworząc pierwsze kompozycje. W listopadzie 1994 roku został poproszony o zastępstwo na koncercie zespołu Pain Of Salvation. W 1995 roku stał się jej pełnoprawnym członkiem. Z Pain Of Salvation nagrał debiutancki album „Entropia” (1997), „One Hour By The Concrete Lake” (1998), „The Perfect Element Part I” (2000), „Remedy Lane” (2002), koncertowy „12’5” (2004) oraz „Be” (2004). W 2006 roku, po przeprowadzeniu się do Holandii, opuścił zespół. Początkowo był muzykiem sesyjnym i koncertowym i grał z tak znanymi artystami, jak Neal Morse, Lana Lane, Damian Wilson, Dark Suns, Harmony, Omnia, Semantic Saturation czy For All We Know. Rok 2007 zaowocował albumem „Synchronized” z zespołem Dial, który założył z żoną Lilo. Warto też wspomnieć o wspólnym projekcie z Devonem Gravesem The Shadow Theory i albumie „Behind The Black Veil”.  

Pierwszy solowy album Gildenlowa – „Rust” ukazał się w 2012 jako limitowana edycja winylowa. Rok później wydano wersję CD z dwoma dodatkowymi utworami, a w 2020 – z trzema.  Potem przyszły kolejne solowe albumy, na których Kristoffer pokazał zupełnie inne muzyczne oblicze - bardziej spokojne, refleksyjne i zadumane.  W 2016 roku pojawił się drugi solowy album „The Rain”. Gildenlow jest bardzo pracowitym muzykiem. Szybko uzbierał materiał na dwie kolejne płyty. Niestety z powodu pandemii w 2020 roku został wydany tylko jeden krążek „Homebound”, drugi - „Empty” - pojawił się dopiero w 2024r., już po wydaniu płyty „Let Me Be a Ghost” (2021).  

Ten rok to kolejna płyta w dyskografii artysty - „[Humanised]”. Jej premierę zaplanowano na 29 maja (New Joke Music), a jej program wypełnia dziewięć kompozycji, w tym dwie instrumentalne. Artysta jest  odpowiedzialny za wszystkie kompozycje, ich miks oraz produkcję. Jest też twórcą okładki płyty zaprojektowanej w czarno-białej konwencji, gdzie za fasadą przedziwnych, mrocznych kształtów ukrywa się jego wizja. Wszystko się ze sobą łączy: fantazyjna grafika, osobliwe teksty, muzyka pełna niepokoju. Aby ożywić obrazy rodzące się w umyśle trzeba czasu i weny. Trzeba znaleźć tę chwilę, gdy jest się gotowym.       

Gildenlöw jest multiinstrumentalistą. Słyszymy go na większości ścieżek dźwiękowych, łącznie z wokalem. To jednak nie oznacza, że nie zaprosił wspaniałych gości. Leo Margarit (Pain Of Salvation) zasiadł za perkusją, Daniel Magdic z PreHistoric Animals ozdobił gitarową solówką utwór „The Landfill”, a Thijmen van der Meer pojawił się ze swoimi riffami w nagraniu „The Fields”. 

O czym chce opowiedzieć Kristoffer na nowej płycie? Przytoczę cytat: „Humanised” is a mirror (or selfie-cam), held up in front of the modern day person. Over-producing, over-consuming, over-shallow, over - greedy, exclusively, inclusive… and puts this in the perspective that nothing will ever stay the same… nothing!”. Pod względem lirycznym album jest refleksją nad współczesnym, konsumpcyjnym światem pełnym sprzeczności i chaosu.

Całośc rozpoczyna się instrumentalnym intro „Rendering” trwającym niespełna cztery minuty. Ta spokojna impresja z wdzięcznym prymatem gitary, pastelową orkiestracją i wyrazistym fundamentem budowanym przez sekcję rytmiczną zwiastuje, że muzyka na tej płycie będzie po prostu inna. 

Kristoffer powraca do cięższego brzmienia, do metalowych korzeni ukrytych wśród mroku pod gęstym kożuchem nostalgii. Czasem po latach spowitych mgłą smutku, chce nam się krzyczeć, rozpiera nas energia i pasja. Tak, wcześniejsze albumy Gildenlöwa były bardziej akustyczne i melancholijne. Ten jest zdecydowanie zorientowany w kierunku mocnych riffów, zmiennego metra i ostrych jak żyletka dźwięków. Jednocześnie zachowuje dbałość o piękne struktury linii wokalnych i bogactwo melodii. 

„Nothing Lasts Forever” opowiada historię uwikłaną w nieprzewidywalnym świecie pragnień, zagmatwanej rzeczywistości z niepewnym jutrem w tle. Gitarowe riffy aż parzą, temperatura rośnie z każdym akordem, by po chwili utonąć w „czarnej dziurze” minorowych tonów. Kontrasty są motorem napędowym utworu. W gitarze, wokalu i chórkach kryje się niebywały temperament. Jest wszędzie: na granicy nocy, w rozpadlinach zmierzchu i ognikach przenikających przez pryzmaty świtu. Coś przemija, znika w plątaninie ciemności i rodzi się w świecie fantazji. 

„The ruins of what ones was - petrified and cold. Abandoned situations, stories never told just left to be forgotten, left without a thought. Couse nothing lasts forever. Nothing lasts forever!...”. 

„Landfill” emanuje chaosem, nieuporządkowaną kakofonią zlepioną z pracy perkusji, basu i gitary zastygających w lawie utopijnych wizji. Tę mroczna ekspresję przerywa solówka gitarowa w wykonaniu Daniela Magdica (PreHistoric Animals).  

„The Almosts” to centralny punkt albumu, definiujący jego brzmienie. Ciężki, nieco zawikłany riff może kojarzyć się z wczesnymi dokonaniami Pain Of Salvation. Jest tu dużo melodii, szczególnie w refrenie. Piosenka opowiada o ludziach, którzy przebywają w stanie zawieszenia. Są niezwykle ambitni, snują wielkie plany, lecz ich nie realizują, gdyż boją się porażki. Powodem jest brak wiary w siebie i lęk przed oceną społeczną.   

„We are „The Almosts” , we are the ones you hid away. You are „The Normals”, you are the ones who turn to grey. We are „The Almosts”, we are the ones you pushed aside. You are „The Normals”, you are the ones who’ll meet the tide”.

„Intermezzo” jest kolejną instrumentalną kompozycją. Dzieli ten album na pół. Główny temat wypływa spod strun gitary. Jej niezwykle czyste, klarowne brzmienie nadaje muzyce blasku, buduje cudowny pomost pomiędzy utworami i stanowi element kontrastujący silnie z emocjonalnym „Nothing Stays The Same”. A jest on niezwykłym fragmentem tej płyty. Jego największym walorem jest muzyczna wielowarstwowość z silną domeną barwnych, progresywnych transformacji i wokalną ekspresją. Warstwa liryczna prowadzi słuchacza przez świat, gdzie wszystko się zmienia, destrukcja dosięga każdego elementu i nie ma stałych wartości: 

„You’re the ancient ruins. You’re the dust and grime. Grain by grain you’re changing to the silent vote of time. Acons revolving, don’t know how to stop. Endless evolving, bringing you to the top. The superior species, rain is whispering down on you. You’re future ruins. You’re the dust and grime, to the silent vote of time. Nothing stays the same!”.

„The Fields” rozpływa się w szalonych, brudnych riffach. Linia wokalna zmienia się jak skóra kameleona. Głos Kristoffera może skojarzyć się z szorstkim tenorem Lemmy’ego Kilmistera, by po chwili zatopić nas w oazie spokoju. 

„Before I Fail Asleep” jest kolejnym kawałkiem naszpikowanym zmiennością, efektowną ekspozycją gitary, mnóstwem ciekawych rozwiązań brzmieniowych i aranżacyjnych.  

Finałowy utwór „Binary” porywa nas do krainy miękkich, bursztynowych brzmień. Temat unosi się lekko zawieszony w pajęczynie delikatnego wokalu Kristoffera. Sekcja rytmiczna znajduje się na drugim planie, wtopiona w tło. Podobnie gitara. Ta eteryczność przechodzi w magię fortepianu i spektakularny epilog. 

„[Humanised]” to album zdecydowanie odmienny od poprzednich solowych krążków artysty. Mocniejszy, eksplodujący energią i kontrastami. Gildenlöw rezygnuje ze smyczków, jest za to więcej gitar i przesterowanego basu. Perkusja Leo Margarita nadaje kompozycjom zdecydowanego charakteru i dynamiki.  

Kristoffer Gildenlöw po raz kolejny stworzył wspaniałe, inspirujące dzieło, oryginalne w swojej formie, bogate w treści muzyczne i ciekawe teksty. To artysta, którego nie sposób rozszyfrować do końca. Jest tajemniczy i zaskakujący. I taki jest świat, który kreuje, taka jest jego muzyka… 

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce