mlwz - edunitsky - banner - facet

Lifesigns - Anthology

Rysiek Puciato

Co można sobie pomyśleć, gdy weźmie się do rąk płytę pt. „Anthology” zespołu, który swoje ostanie dzieło studyjne wydał w roku 2021 („Altitude”), a później poprzestał tylko na płycie koncertowej („Live In The Netherlands” z 2023 roku)? Jakby na potwierdzenie domyślnie cisnącej się do głowy myśli nowe wydawnictwo zawiera czterdziestodwustronicową wkładkę, sporą część której zajmuje historia zespołu napisana ręką Johna Younga i wiele fotografii. Z drugiej strony wspomniana antologia zawiera także (sic!) jedno zupełnie nowe nagranie z gościnnym udziałem perkusisty Simona Philipsa. Dołóżmy do tego „zamieszania” także fakt, że wydawnictwo to obejmuje czternaście lat istnienia grupy, która swoimi początkami sięga roku 2008 roku, kiedy to weteran rocka progresywnego John Young, znany ze współpracy z takimi artystami, jak: The Strawbs, John Wetton, Bonnie Tyler, The Scorpions, czy Fish zaczął pisać pierwsze piosenki na album, który ukazał się ostatecznie w roku 2013 i nosił tytuł „Lifesigns”. Jeżeli ktoś pomyślał, że to jakieś „epitafium”, to niech natychmiast wymaże z myśli takie przypuszczenie. Zespół Lifesigns nie kończy działalności (a przynajmniej na razie nic o tym nie słychać). Trzy albumy studyjne i jeden live nie są końcem działalności tej kapeli. Album „Anthology” należy raczej potraktować jako próbę przybliżenia dokonań zespołu nowym słuchaczom, fanom, którzy jeszcze nie zdają sobie sprawy, że w pierwszej sekundzie pierwszego utworu dołączą do grona wiernych słuchaczy całego przekroju twórczości tej grupy. Bo dobór utworów jest po prostu wyśmienity: osiem kompozycji i niemal sześćdziesiąt minut muzyki ze wszystkich płyt, jakie się ukazały (w tym jeden utwór live i jedna nowość). I, co warto podkreślić, nie jest to wybór chronologiczny.

Proszę nie zwracać uwagi na pierwsze słowa pierwszego utworu tej kompilacji: „(…) Seems quite impossible to me / That I can hear you singing” (Wydaje mi się to zupełnie niemożliwe / Że słyszę, jak śpiewasz) i może jeszcze na pierwsze słowa refrenu tejże samej piosenki: „(…) Seems quite impossible to me / That I can hear you smiling” (Wydaje mi się to zupełnie niemożliwe / Że słyszę, jak się śmiejesz). To jest możliwe, to jest tak naturalny odruch jak moment, w którym zdecydują się Państwo na włączenie tego krążka. To wydawnictwo, to po prostu fascynująca podróż na skrzydłach przecudnych utworów, które nie tylko brzmią spokojem, łagodnością i niesamowitą melodyjnością, ale także są poukładane tak, by wytworzyć w słuchaczu poczucie obcowania z muzyka niebios. Cała antologia jest zbiorem utworów, które wywołują leniwy uśmiech i chęć dołączenia do zespołu.

„Impossible” – pierwszy utwór z antologii, a zarazem utwór z drugiej płyty zespołu pt. „Cardington” (2017) jest pewnym zaskoczeniem, ale zaskoczeniem niezmiernie pozytywnym, który od pierwszej sekundy kreuje atmosferę błogiego zanurzenia się w dźwięki. Kolejna kompozycja – „Telephone” z pierwszego krążka grupy z 2013r. w dalszym ciągu brzmi przejmująco i melodyjnie zarazem. Dziewięć minut mija jak z bicza strzelił zostawiając niedosyt muzyki kołysząco-nastrojowej. „At the End of the World” – także z pierwszego wydawnictwa zespołu - przez osiem minut lawiruje i krąży po bezkresnej przestrzeni dźwięków znajomych, ale jakże fascynujących. „Gregarious” to skok do roku 2021 i płyty „Altitude”. Brzmi nieco poważniej, ale zachowuje (chyba zaplanowaną) równowagę rytmu z poprzednikami – wije się łagodnymi akordami i delikatnym wokalem. „Cardington” – tytułowy utwór z drugiej płyty - wpisuje się w tą przemyślaną antologię, choć słychać tu nieco wyraźniej improwizacyjne zapędy zespołu. Jest nieco odważniejszy z punktu widzenia zabiegów aranżacyjnych. Odnosi się wrażenie, że zamysł tej antologii polega na zwiększaniu stopnia ostrości i wyrazistości kolejnych utworów. Choć ta „ostrość” też kołysze i potrafi dostarczyć uczucia bezkresnego dryfowania w krainie pięknych dźwięków. Dwie kolejne kompozycje – „Fortitude” i „Last One Home” – pochodzą z ostatniego pełnometrażowego krążka zespołu „Altitude”, a dodatkowo ten ostatni został tu zaprezentowany w wersji live, co pokazuje koncertową sprawność zespołu i w dalszym ciągu pozwala śnić muzyczne sny na jawie.

Na koniec zespół serwuje niepublikowane wcześniej nagranie pt. „After All”. To cover kompozycji Johna Wettona (zamieszczonej na jego solowym albumie „Archangel” z 1998 roku). Nastrojowy fortepian i delikatny wokal wraz z sekcją smyczkową po prostu sprawiają, że całość płynie balladową rzeką, która błądzi korytem uczucia zadowolenia i poczucia obcowania z pięknem. A słyszane w tle chórki i wspaniałe solo gitary dodają całości uroku i jakiejś leciuchno podobnej stylizacji do utworów symfonicznych. Czy to zapowiedź nowego albumu, nowej trasy, nowości…? Czy to jakiś znak odrodzenia…? Może udział nowego perkusisty, słynnego Simona Philipsa, ma z tym jakiś związek? Nie wiem. Na razie musi nam wystarczyć prawie pięćdziesięciodziewięciominutowa antologia i oczekiwanie na kolejne dźwięki z obozu zespołu Lifesigns. Od ostatniej płyty minęło już trochę czasu, więc może przyszedł czas na kolejną? Jednocześnie ta antologia to dobra okazja, by sobie przypomnieć twórczość zespołu, bo na prawdę warto od czasu do czasu zanurzyć się w czystym pięknie.

Na swój osobisty użytek traktuję tę antologię jako wydawnictwo typu „An Introduction To…”, a nie jako podsumowanie działalności. No bo co z tego, że od powstania zespołu minęło już czternaście lat? Muzycznie to ciągle krótko.

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce