Teramaze - The Silent Architect

Olga Walkiewicz

Muzyka z odległych Antypodów zawsze pociągała mnie, niczym gigantyczny magnes. Jednym z zespołów, które się do tego przyczyniły był Teramaze. Metal progresywny w ich wydaniu jest namiętny w swoich barwach. Szalone rytmy i niespokojne riffy otula nić fantastycznych melodii.

Historia zespołu sięga wczesnych lat 90. Był rok 1993. W żyłach utalentowanego nastolatka, jakim był wtedy Dean Wells, krążyła muzyka i młodość. Wraz z kilkoma kumplami ze szkoły założył zespół o nazwie Terromaze. Początkowo grali głównie trash metal. Grupę tworzyli wtedy: Dean Wells (gitara, wokal), Brett Rerekura (wokal), Matthew „Matt” Ritchie (bas), Antonio „Tony” Paulo (perkusja) i Adam Burnell (gitara). Po kilku próbach zmienili nazwę na Teramaze, nagrali demo i wysłali do wytwórni Empire Records. Podpisanie kontraktu otworzyło wrota kariery. W 1995r. wydali debiutancki krążek „Doxology”. W 1997r. zespół opuścił Adam Burnell i Brett Rerekura. Drugi album „Tears To Dust” ukazał się nakładem Rowe Productions, w zmienionym składzie. Pojawienie się w szeregach zespołu wokalisty, gitarzysty i klawiszowca Clintona Johannesa - zmieniło brzmienie muzyki zespołu. Zwerbowanie go do zespołu było zamierzonym ruchem ze strony Wellsa, aby poprzez brzmienie instrumentów klawiszowych nadać innego wymiaru kompozycjom, bardziej melodyjnego i progresywnego.

W tamtych latach było dużo zawirowań. Dean poza pracą w zespole był producentem takich programów, jak Australian Idol i X Factor. Cały czas komponował. Nad nowym materiałem na kolejne wydawnictwo studyjne zaczął pracować z Brettem Rerekurą, rotacyjną obsadą basistów i perkusistą Julianem Percy. Niestety śmierć ostatniego z nich, wszystko zmieniła.

Kolejny album „Anhedonia” ujrzał światło dzienne dopiero w 2012 roku. Na następnych płytach „Esoteric Symbolism”, niezapomnianej „Her Halo” czy „Are We Soldiers” muzycy zmieniali się jak kameleon. Dopiero od „I Wonder” (2020) skład zaczął się stabilizować. Album ten został nagrany przez czterech muzyków: Deana Wellsa (wokal, gitara), Chrisa Zoupę (gitara), Andrew Camerona (bas) i Nicka Rossa (perkusja), podobnie dwa następne „And The Beauty They Percieve” z 2021 i „Flight of The Wounded” z 2022 roku. Kolejne wydawnictwa („Dalla Volta”, „Eli - A Wonderful Fall from Grace”, „The Harmony Machine”) uzupełniła obecność znakomitego wokalisty Nathana Peacheya. Najnowsza płyta została nagrana przez mniejsze grono muzyków, które tworzyli: Dean Wells (gitara, wokal}, Andrew Cameron (bas), Nathan Peachey (wokal) i Nick Ross (perkusja). Gitarzysta Chris Zoupa odszedł w 2025 roku po nagraniu „The Harmony Machine”.

Album „The Silent Architect” ukazał się 8 maja 2026 roku nakładem Wells Music. Muzyka zawarta na krążku adresowana jest do wielbicieli soczystych, progresywnych brzmień i melodyjnego metalu. Teramaze ma swój niepowtarzalny styl, w którym łączy ognistą dynamikę z fascynującymi liniami wokalnym, bogatym brzmieniem i oryginalną aranżacją. Już po pierwszym przesłuchaniu, poruszył mnie do głębi zarówno swoim potencjałem, ogromem pomysłów, zgrabnym połączeniem mocy i zmysłowości, jak i warstwą liryczną.

Album otwiera tytułowa kompozycja – zmienna, barwna jak szkiełka kalejdoskopu, krążąca pomiędzy wyważonym spokojem, a wulkanem energii. Otwiera ją śpiew ptaków z wplecionym rytmem serca. Ale to jak cisza przed burzą. Za chwilę spada na słuchacza grad gitarowych riffów. Dean Wells nie przebiera w środkach, miażdży tą kawalkadą subtelność chwili. Struny spływają ogniem, sekcja rytmiczna wykonuje tytaniczną pracę i jest w tym enigma, jak w każdej bitwie, niezależnie czy jest ona na miecze czy na instrumenty… Wszystko się wyjaśnia wraz wyjściem na arenę Nathana i jego wokalem rozpalającym emocje całego świata. Głos unosi ze sobą głębokie treści wydobyte z duszy, ewoluuje od spokojnej zwrotki do gwałtownych tonów refrenu. Tekst to życie w jego czterech wymiarach. Opowieść o relacji pełnej bólu i namiętności:

„The Silent Architect… I feel the fall the meaning of it all, a reason for me to stay enter the maze. We’re on the edge, I hesitate fearing I can’t get away from you. Obsession for reason but we’re dancing on the sides. I remember walking by, feeling far away. My heart remains, I feel the rain fearing I can’t get away, away from you…”.

Utwór ten ukazuje wieloaspektowe, mocne strony Teramaze, a zwłaszcza perfekcyjną równowagę pomiędzy melodią a metalowym pazurem. Zespół funkcjonuje jak szwajcarski zegarek, w którym każda śrubka ma swoje miejsce, a detal znaczenie.

„Doors Of Yesterday” to pierwsza z trzech niesamowitych ballad. Delikatne, fortepianowe intro prowadzi słuchacza przez jasny pejzaż dźwięków – subtelnych i sensualnych w swoim połysku. Do tego utworu powstał znakomity wideoklip z Nathanem w roli głównej. Nagrano go na planie stworzonym przez naturę. Australijskie plaża pulsująca gorącym powiewem wiatru i złocistym piaskiem, bezmiar tęsknoty wydobywający się z każdego gestu bohatera – wszystko zrealizowane w czarno-białej konwencji. To fantastyczna ballada w której uzyskano doskonalą równowagę pomiędzy eterycznym powiewem melancholii, a pasażami emocji.

„I look throutgh the glass right in front of me. I cry for the keeper to save my life from me. And now the chle is empty. The echo remains in the heart. How I wish I was with you. Knock down in the dirt as a stray. Then one day remind me that I have a place waiting. I used to fall on my knees prying for you. Now I just walk away…”.

„The Invisible Countdown” kreśli dynamikę specyficznym dla siebie sposobem. Rytm, muzyczny równoważnik energii, pulsująca wstęga haftowana paciorkami nut - otacza nas i emanuje magię. To wspaniała kompozycja, przebojowa, radiowa, w której nie ma martwych stref – wszystko żyje od początku do końca.

„Mr. Crazy” kumuluje w sobie chaos i szalone rytmy. Gitara sprzęga się z sekcją rytmiczną i wokalem. Dominuje tu pęd i pełne szaleństwa kadry codzienności.

„Arrow” to ballada numer dwa na albumie. Dominuje tu przepiękna linia wokalna wtopiona w instrumentalne polichromie. Trzeba przyznać, że album jest naznaczony świetnymi melodiami i bardzo dobrze, bo tego nam często brakuje we współczesnej muzyce.

„Dust And Bone” to kolejny przykład ujarzmionej energii, która mknie przez płaskowyż ostrych, nieokiełznanych rytmów. Utwór ten należy bez zwątpienia do najcięższych kawałków na płycie. Chwilami możemy mieć skojarzenie z zespołem Metallica i brzmieniem głosu Jamesa Hatfielda. Jest tu porywający i bardzo melodyjny refren. Nie próżnuje sekcja rytmiczna, czyli Andrew Cameron i Nick Ross.

„Enemy In The Garden” porywa żywiołową nutą i pięknymi dialogami pomiędzy gitarą i wokalem. Bas i perkusja budują solidny fundament. Nie zabrakło tu smakowitych solówek i zawikłanych emocjonalnie tekstów. To kompozycja w którą można wsłuchiwać się bez końca, odkrywając jej skomplikowaną, wielowarstwową strukturę.

Kolej na wyhamowanie rozpędzonej maszyny, zwolnienie oddechu i trzecią balladę -„Ghost Hands”. Muzyka płynie majestatycznie niczym biały łabędź. Nie zatraca jednak rockowego charakteru. Ukrywa w sobie mnóstwo czarownych dźwięków, po których nie dopada nas efekt „przesłodzenia”.

Album ma prawdziwie epickie zakończenie w postaci kompozycji „Left In The Fire”. Tę dwunastominutową opowieść inicjuje marsz wojska, odgłosy nadlatujących śmigłowców i werble zmieniające się w serię wystrzałów z karabinu maszynowego. Mocne bębny podkreślają pejzaż z pola bitwy. Gitarowe riffy przechodzą w niesamowitą muzyczną suitę. Żywe, ogniste motywy przerywają miękkie frazy budowane przez gitarę akustyczną. Pojawia się też świetna interakcja pomiędzy emocjonalnym wokalem Nathana Peacheya i akrobacjami, jakich dokonuje Dean Wells.

„The Silent Architect” pokazuje ogrom możliwości zespołu Teramaze. Każda kompozycja stanowi wypadkową kreatywnej myśli, talentu i wyobraźni. To ocean bez dna, nieprzewidywalny w swojej sile lub turkusowy czar laguny. Jest tu wszystko, jak w życiu. Lecz opowiedziane w dokonały sposób…

  

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce