mlwz - edunitsky - baner - motyl

Iluvatar – Children

Krzysztof Zieliński

„Iluvatar”, a właściwie „Eru Ilúvatar”, to najwyższe bóstwo, inicjator istnienia i działania we wszechświecie oraz Stwórca w mitologii stworzonej przez J.R.R. Tolkiena - czyli w uniwersum „Silmarillionu”, „Hobbita” i „Władcy Pierścieni”. Ten transcendentalny odpowiednik chrześcijańskiego Boga przedstawiony został w dziele pt. „Silmarillion” i to od niego wywodzi się nazwa amerykańskiego zespołu odpowiedzialnego za album „Children” – majestatycznie nostalgicznego, dojrzałego, romantycznego oraz wzruszającego krążka z 1995 roku, który w każdym calu zgodny jest z neoprogresywnymi korzeniami sięgającymi m.in. Pendragonu, Pallas, Jadis, IQ czy Marillionu (w końcu Marillion pierwotnie miał nosić nazwę „Silmarillion”, lecz zrezygnowano z przedrostka „Sil”…).

Niemniej, Iluvatar na albumie „Children”, pomimo realizowania wizji neoprogresywności poprzez m.in. strukturę utworów, zawiłość kompozycji oraz wykorzystane instrumenty, zdołał (niczym Tolkienowski Eru), wykreować swoje własne dominium, odchodząc od mrocznego, pełnego grozy, fatalizmu, niejednoznaczności i dekadenckiego „gothic fantasy” prezentowanego m.in. w tekstach i atmosferze wczesnego Marillionu, na rzecz pełnego światła, magii, wyniosłości, nadziei oraz majestatyczności „high fantasy” (także będącego nieodrodnym elementem prozy J.R.R Tolkiena).

Atmosfera „Children” to właśnie mieszanina mitu, cudowności i patosu, która rozpoczyna się już z pierwszymi dźwiękami otwierającego utworu „Haze” i trwa aż do ostatnich dźwięków ostatniego utworu „The Final Stroke”. Iluvatar zaprasza do swojej krainy i zabiera słuchacza w introspekcyjną podróż w głąb własnej wrażliwości, w przestrzenie subtelne, ulotne, balansujące między melancholią a nadzieją. Gitary są pełne i miękkie, klawisze tworzą kaskadowe miraże, a wokal dopełnia wszystko romantycznymi i głębokimi tekstami o echach dawnych wspomnień i marzeń.
Tęsknota jest nieodzownym uczuciem wywieranym przez album – tęsknota nie tylko za czymś bezpowrotnie utraconym, lecz także za czymś, czego nigdy nie było nam dane doświadczyć, poczuć, dotknąć – za niewinnością, za szczenięcym zakochaniem się, za chwilami, które istnieją i będą istnieć jedynie w wyobraźni. Tytuł „Children” nabiera tu więc metaforycznego znaczenia. Wszyscy jesteśmy jak dzieci zagubione w świecie dorosłych, próbujące wciąż uchwycić czystość i prostotę uczuć oraz wydrzeć z pazurów świata utracone szczęście oraz spokój. Album działa więc jak muzyczne lustro i zamiast podsuwać gotowe obrazy, skłania do własnych refleksji nad uczuciami i egzystencją.

Najbardziej poruszającą oraz romantyczną cząstką albumu jest utwór pt. „Given Away”, którego atmosfera jest wyjątkowo nostalgiczna, wręcz krucha, delikatna, a jednocześnie intymna. Melancholijny charakter ma w sobie cząstkę rezygnacji i akceptacji – tak jakby podmiot liryczny, w swoim smutku ostatecznie poddał się losowi i przyjął do wiadomości utratę czegoś bezpowrotnie cennego. Owo pogodzenie się z losem znajduje swoją kontynuację w miarę rozwijania się utworu. Gitarowe pasaże, pełne przestrzeni i tęsknoty, wprowadzają aurę oczyszczenia. Początkowy ból przechodzi w fazę buntu, by w następujących taktach odnaleźć łagodne uspokojenie. Emocjonalna i obiektywna prawda zwycięża, a poczucie straty ustępuje nadziei – jedynemu szczeremu uczuciu, dzięki któremu świat jeszcze zupełnie nie popadł w bezgraniczną beznadzieję i dekadencję.

W albumie „Children” nie ma dosłowności – muzyka działa tutaj raczej jak nostalgiczne sny, które pamiętamy fragmentarycznie, w obrazach i emocjach. To właśnie emocje są najważniejsze: uczucie uniesienia, wzruszenia, czasem lekki niepokój, a innym razem ciepło, jakby światło przedzierające się przez mgłę. Taki właśnie efekt wywiera subtelność zawarta na tym albumie, która pomimo progrockowego sznytu posiadającego w sobie krztynę szaleństwa, zachowuje w sobie delikatną, filigranową niespieszność. Pozwala ona na uważne i dokładne przeglądanie się w zwierciadle duszy, które ten album słuchaczowi prezentuje, a także na przeżycie całego spektrum emocji skutecznie przez ten album wywoływanych.

Album także od strony wizualnej i pozamuzycznej prezentuje się znakomicie. Okładka przedstawia surrealistyczno-oniryczną scenę - drogę w kształcie szachownicy ciągnącą się w głąb horyzontu bez końca, donikąd – w przestrzeń, gdzie ziemia miesza się z kosmosem. Na szachownicy stoi dziecko ubrane w szkolny mundurek, trzymające za rękę wysokiego, tajemniczego ducha. Postacie te są odwrócone do nas plecami. Po prawej, wzdłuż drogi, unoszą się obiekty przypominające popękane antyczne posągi. Jedna z rzeźb (znajdująca się na pierwszym planie) to duża głowa kobiety, która pęka wzdłuż, przepołowiona przez cienką, podniszczoną ciemnoczerwoną książkę. Zerka ona na widza połową swojej twarzy, niczym Mona Lisa. Po lewej natomiast wisi kilka dziwacznych, steampunkowych zegarów, balansujących na mydlanych bańkach. Wszystko to znajduje się na otwartym, płaskim, pustynnym krajobrazie pod ciemnoniebieskim niebem z jasnymi smugami.

Okładka idealnie odzwierciedla muzyczną i liryczną zawartość albumu, stanowiąc wizualne dopełnienie całości. Jest jak obraz, który oddaje nastrój i przesłanie płyty, przenosząc słuchacza w tę samą, oniryczną i introspekcyjną krainę. Dziecko w mundurku, wędrujące w towarzystwie tajemniczej, eterycznej istoty odnosi się do symbolu niewinności, zagubienia i tęsknoty za utraconymi (a może nigdy nieistniejącymi?) chwilami. Może mundurek odnosi się do ram, w które wtłacza nas życie, odbierając dziecięcy indywidualizm i niewinność? Może duch jest cieniem padającym na nasze życie, widmem przeszłości, spoglądającym gdzieś ukradkiem, by nas oceniać, rugać i wyśmiewać za błędne decyzje nieprowadzące do realizacji marzeń? A może wręcz przeciwnie? Może duch symbolizuje nadzieję na lepszą przyszłość, bądź też na pogodzenie się z przykrą przeszłością?

Album pt. „Children” jest niczym sen, z którego nie chcemy się wybudzić – niczym transcendentalne śnienie, podczas którego ujawniają się i delikatnie muskają głęboko ukryte marzenia oraz pragnienia. Pozostawia on wrażenie tajemnicy, niedopowiedzenia i piękna ukrytego pomiędzy dźwiękami. Iluvatar wyczarował opowieść, która nie domyka się w prosty sposób, ale trwa dalej, niczym echo kroków na surrealistycznej szachownicy, prowadzącego za rękę ku odnalezieniu ukojenia w przyszłości obdartej ze wszystkiego, oprócz nadziei.

Dyskografię grupy Iluvatar uzupełniają albumy: "Iluvatar" (1993), "A Story Of Two Days Wide" (1999) oraz "From The Silence" (2014).

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce