Pagliari, Paolo - Through The Eyes Of A Child

Rysiek Puciato

Wspomnienia z dzieciństwa to, co by nie powiedzieć, temat rzeka. Wspomnienia są tym elementem, który nas ciągle tworzy. Wydobywają się w przeróżnych momentach czy to pod postacią zwykłych skojarzeń typu „chleb jak u babci” czy też jako strumień zapomnianych / niezapomnianych obrazów z lat dawnych. Często przyczyną ich wypłynięcia na wierzch świadomości jest proste pytanie: ‘a jak to było w czasach twojego dzieciństwa?’. Wtedy toczą się lawą kolorowych lub mniej kolorowych migawek niczym w rozpędzonym do granic możliwości rollecoasterze. Wreszcie, są takie momenty, w których z całych sił odżegnujemy się od tego co było tam, wtedy, kiedyś, dawno, dawno temu. Nie chcemy pamiętać o „złym” dzieciństwie. Ale wspomnienia gdzieś tam ciągle są… Ukryte, ale są. I może czasami dobrze jest uwolnić je z więzienia zapomnienia i pozwolić, by wyciekły brudno-szarym, czy też pełnym kolorów strumieniem i zaakceptować jako coś mojego, coś, co sprawiło, że jestem taki, jaki jestem. Nie wierzę w teorie Freudowskie, ale może wybuch wspomnień z dzieciństwa jest jakimś lekarstwem dla duszy?

A teraz mały przeskok. Otóż nigdy nie spotkałem pana Paolo Pagliari. Całkiem niedawno nawet nie wiedziałem, że taki ktoś istnieje. Ba, nawet w najśmielszych marzeniach nie przewidywałem, że się z nim zaprzyjaźnię, że nie widząc się nigdy zostaniemy w jakimś sensie kolegami. On - muzyk, który swoją karierę rozpoczynał już w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, grając jako support zespołu Emerson, Lake & Palmer w 1997 roku. Artysta, który grał w zespołach Pangea i Free Fall. Nagrał trzy albumy z zespołem The Old Castle („Working Travellers” w 1995 r.; „Storie nascoste” w 2001 roku i „Wistful” w 2022 – więcej o samym zespole tutaj). I ja - osoba będąca jedynie „pożeraczem” albumów z dobrą muzyką. Bo po przesłuchaniu jego pierwszego solowego albumu w karierze twierdzę, że zostaliśmy muzycznymi kolegami i tego twierdzenia, można by rzec kolokwialnie, będę się trzymał.

Bo „Through The Eyes Of A Child” to pierwszy solowy album tego włoskiego artysty. Album, w całości wyprodukowany samodzielnie i tworzony przez kilka lat, zakorzeniony w klasycznych tradycjach symfonicznego rocka progresywnego, łączący w kolejnych utworach (a jest ich dziesięć) melodyjną wrażliwość z nastrojową głębią. Słychać tu inspiracje takimi artystami, jak Pink Floyd, Camel i Steve Hackett. Muzyka na tym debiutanckim krążku rozwija się poprzez serię bardzo sugestywnych pejzaży dźwiękowych, naprzemiennie występujących fragmentów instrumentalnych i kompozycji wokalnych, wykonywanych w całości przez artystę (z wyjątkiem perkusji). Album eksploruje świat z perspektywy dzieciństwa – podróży od dziecięcej niewinności do wczesnej świadomości – rejestrując emocje, wspomnienia i wewnętrzne refleksje w delikatny i introspektywny sposób. Dzięki wyrafinowanym aranżacjom i silnej melodyjności, „Through The Eyes Of A Child” zaprasza słuchacza do ponownego odkrycia poczucia zachwytu, ciekawości i emocjonalnej autentyczności. Zaprasza do ponownego odkrycia nieskażonego dorosłością zachwytu nad wszystkim dookoła, począwszy od kropli deszczu tworzących przecudne wzory w kałuży do chmur na niebie układających się w pełne smoków i baranków obrazki. Na ostateczny kształt poszczególnych kompozycji ma niewątpliwie wpływ muzykoterapia, której studiowaniu muzyk oddał się po wyjeździe do Francji. Może dzięki temu całości słucha się z ogromną przyjemnością i lekkim, radosnym uśmiechem na twarzy?...

Zapowiedzią tego, co będzie się działo na tym krążku są słyszalne odgłosy bawiących się dzieci na początku pierwszego utworu, odgłosy rozmów i… spokojna, leniwa i pełna subtelnego nastroju muzyka. „So Begins” – proszę zacząć tę muzyczną podróż przez niczym nieograniczone morza dźwięków radosnych, atmosferycznych i jakże łagodnych. I tak jak brzmią fragmenty tekstu drugiej z kompozycji „Stars in Your Eyes”: „(…) It is a new world, it is a new time”, gwarantuję, że to będzie bardzo przyjemna podróż pełna chórków, brzmień organów i syntezatorów, pięknych solówek gitarowych i ujmujących linii wokalnych. Gwarantuję pinkfloydowość, Gilmurowsko brzmiącą gitarę i ciarki pojawiające się na skórze i to przez siedem minut.

Poszukiwaczom dźwięków neoprogresywnych polecam kompozycję „Father's Words”. Nienachalne wokale, niemal szeptane słowa, stabilny podkład instrumentów, dodatki w postaci brzmień fletu i lekkiej orkiestracji. Kupuję tę kompozycję w całości, zapętlam i nie pozwalam, by się skończyła. Dziewięć minut czystej rozkoszy dla ucha.

Z czym kojarzył się Państwu w dzieciństwie deszcz? Z przymusowym siedzeniem w domu zamiast na podwórzu z innymi? A może z człapaniem po wodzie w za dużych gumiakach? Z chwilami marzeń o tym, co będzie jak już skończy padać? Czwarta kompozycja na tym albumie – „Watching Through The Window On A Melancholic Rainy Day” – to instrumentalny popis gitarowy w stylu Hacketta umiejętnie operujący nastojem i tempem szkicujący właśnie taki dzień.

A po deszczu przychodzi czas na utwór „Hold On!” z piękną linią organów i radosnym wokalem. Połowa drugiej minuty – organowy popis, polecam!

Było już o deszczu, było o tym, żeby się nie poddawać… Czas na „Lune de Mer” – opowieść o księżycu. To kolejny krótki i błyskotliwy utwór instrumentalny. Bo czyż blask księżyca nie wydawał się zawsze jakiś tajemniczy? Czy księżyc w pełni nie przywodzi na myśl pełnych tajemnicy opowieści usłyszanych od dziadków czy rodziców? Fragment rozmowy dziecko-dorosły kończy tę krótką muzyczną wstawkę, a camelowski flet dodaje blasku.

Jeżeli chcecie Państwo wrócić do jakże łagodnych dźwięków kojarzących się ponownie z Pink Floyd, to proszę włączyć kompozycję „In The Shelter Of Your Eyes”. To Gilmurowska aranżacja i to jak przepięknie zagrana. To ponad trzy minuty solo gitary, które wdziera się szerokim strumieniem w serce i duszę.

Jeżeli tytuły mogą mówić same za siebie, to ósma kompozycja z tego albumu jest tego najlepszym przykładem. „Camel Escape” dostarcza całego szeregu wspaniałych instrumentalnych emocji, a słuszne, czy niesłuszne „posądzenie” go o podobieństwo do zespołu Camel chyba tylko sprawia, że jeszcze dokładniej i uważniej przysłuchujemy się każdemu dźwiękowi.

Proszę nie bać się skojarzeń. Bo choć może jest ich duża ilość, to jednak twierdzę, że to bardzo indywidualny album, bardzo dopracowany i przemyślany. Musielibyśmy żyć na samotnej wyspie bez dostępu do innych ludzi, by powstało coś, co się z niczym nie kojarzy. Ale może zamiast poszukiwać podobieństw warto sięgnąć po przedostatnią, niemal bajkową kompozycję z debiutanckiego krążka Paolo Pagliari’ego? „Memory Box” płynie melodyjnym rytmem, płynie muzycznymi pasażami, które wpadają w ucho i czarują swoim delikatnym pięknem. I na dodatek ta opowieść o pudełku z największym tajemnicami gładko przechodzi w utwór końcowy – „Light In The Night”. Jeżeli napiszę, że koniec tego wydawnictwa jest wspaniały i porywający, to i tak będzie to zbyt proste określenie. „Memory Box” i „Light In The Night” to wspaniałe kompozycje podsumowujące ten bardzo, ale to bardzo, atmosferyczny album.

„Through The Eyes Of A Child” to wspaniały solowy debiut Pagliariego. Proszę zaprzyjaźnić się z tą płytą i grać ją w każdej wolnej chwili. To historie spontanicznych odkryć i egzystencjalnych pytań dziecka zgłębiającego perspektywę dzieciństwa i opis stopniowej drogi do dorosłej świadomości. Album przekonuje szczerością, bogactwem melodii i dopracowaną produkcją. Dla miłośników melodyjnego rocka progresywnego to czarujący album. Zaprasza słuchacza do ponownego przeżycia każdego dźwięku, tak jak robi to dziecko: bez zahamowań, z ciekawością, bez cynizmu i uprzedzeń. Osobiście jestem zachwycony jego prostotą i melodyjnością i zachęcam do osobistego przekonania się czy nie przesadzam.

MLWZ album na 15-lecie Festiwal Rocka progresywnego w Toruniu: znamy wykonawców Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026 Red Box na trzech koncertach w Polsce