Wish - The Endless Winter

Rysiek Puciato

Nie wiem czy po ewentualnym przesłuchaniu tego albumu zgodzą się Państwo ze mną, ale ta produkcja odstaje od tego, do czego ostatnimi czasy przyzwyczaili nas twórcy muzyki progresywnej, artrockowej i im podobnych. Nie ma tu emablowania kolorami, pasjonującymi pasażami pełnymi nawarstwiających się ładnych dźwięków, nie ma „kołysania”, które tak często niemal jednoznacznie jest kojarzone z rockiem progresywnym. Ten album, którego komponowanie rozpoczęło się już w 2019 roku po wydaniu poprzedniego („Stay Here My Friends”) jest opowieścią: „(…) o przeszłości i życiu w społeczeństwie, które zdradziło fundamentalne dla nas wartości, wartości, o które tak wielu walczyło. Jednak w ostatnich latach ta przeszłość dramatycznie powraca, w sposób prawdopodobnie nieprzewidywalny. Jesteśmy zrozpaczeni, rozczarowani, wściekli, a scenariusz świata, który się rozwinął, brutalnie, smutno i boleśnie sprowadza nas z powrotem do historii, które opowiedzieliśmy na tym albumie. W ostatnich latach młodsze pokolenia doświadczają rzadkiego, niezwykłego poziomu przemocy, a logiczną konsekwencją jest to, że są to młodzi ludzie, którzy chcą ponownie walczyć o swoje ideały”. Odpowiedź na pytanie: co to są za historie? jest zarazem odpowiedzią na pytanie o czym jest najnowszy album pt. „The Endless Winter”, który ukazał się 3 maja tego roku.

3 maja – dla nas to święto odzyskania tego, co chyba najważniejsze dla narodu, dla wspólnoty żyjącej na tym samym skrawku ziemi. To zarazem wspomnienie o historii walk, obrony, zdobywania, cierpienia i przegrywania. „The Endless Winter” włoskiego zespołu Wish wpisuje się w ten kontekst, choć skupia się na innej stronie problemu, skupia się na problemie wojny i związanych z nią cierpień. Zespół Wish maluje na tym wydawnictwie ciężki, ołowiany fresk, używając zamiast farby dźwięku na płótnie z popiołu i szronu. To koncept album o niekończącej się zimnej wojnie. Nie tej romantycznej, z blaskiem bagnetów i bohaterskimi sylwetkami, ale tej prawdziwej: szarej, mokrej, przesiąkniętej strachem i zdradą. Tytułowa niekończąca się zima to wojna: ponura, pozbawiona jakiegokolwiek defiladowego piękna i medali. Bez śmiechu w okopach brei i śniegu, bez domowego ciepła, bez prezentów i świętowania – to gorzki chłód, który unicestwia cywilizację i wszelkie marzenia o przyszłości. „(…) „Chodziliśmy po okopach i czytaliśmy listy zaginionych. Chodziliśmy ich ścieżkami, byliśmy w Normandii na miejscach lądowania wojsk, słuchaliśmy opowieści i wszystko to napędzało naszą chęć opowiedzenia o tych losach. Zrozumieliśmy, że na wojnie jesteś tylko ciałem, ukrywającym się i uciekającym, by przetrwać. Dusza to luksus, na który cię nie stać. Dedykujemy ten album ofiarom: żołnierzom zmuszonym do walki, rodzinom, które ich straciły, i wszystkim tym, którzy oddali wszystko za wolność. Ten album opowiada historie tych, którzy byli świadkami horroru na własne oczy. Nasze oczy są pełne gniewu z powodu ideałów, które zdradziliśmy; ich oczy są pełne przerażenia, łaski i nieusuwalnego cienia. Ten album jest dla nich” – opowiada zespół.

I tak rozpoczyna się to nietuzinkowe dzieło, od złowieszczego wstępu pt. „Pointe Du Hoc”, który nadaje ton albumowi i przywodzi nieco na myśl swą tematyką Pink Floyd z płyty „The Final Cut”. Tylko dla przypomnienia powiem, że Pointe du Hoc znajduje się w połowie drogi między plażą Omaha a plażą Utah – pamiętnymi miejscami lądowania w Normandii podczas II wojny światowej, którego zdobycie było niezbędne do powodzenia desantu. To tu padły słynne słowa wypowiedziane na pokładzie statku transportowego SS Ben My Chree, o 6 rano 6 czerwca 1944 r. przez Jamesa E. Ruddera, który powiedział: „Słuchajcie, Rangersi! Pokażcie im, co jesteście warci… Powodzenia chłopaki! Zniszczcie ich… Wyjazd za pięć minut”. 225 rangersów, opryskanych wodą i marznącą pianą, dotkniętych chorobą morską, załadowanych sprzętem, popłynęło barką LCA w kierunku klifów by walczyć, by ginąć, by zdobyć, by zwyciężyć.

Dalej mamy już siedem opowieści o losach jednostki, o prawdziwej twarzy wojny. I nie jest to opowieść ładna, ładnie brzmiąca muzycznie czy jakoś perfekcyjnie zaaranżowana. Ta płyta razi specjalnie zastosowaną niespójnością pomiędzy liniami instrumentalnymi a wokalnymi. Momentami całość brzmi jak rozmijające się pociągi, jak próba przeforsowania warstwy narracyjnej nad instrumentalną. To opowieści, historie z podkładem muzycznym, którego zadaniem jest podkreślenie i wzmocnienie siły przekazu, ale to właśnie ów przekaz i jego treść są tu najważniejsze. To także album, który jest jak cofnięcie się w czasie do wczesnych lat rocka neoprogresywnego, do wczesnych lat osiemdziesiątych, kiedy to sposób nagrywania i realizacji nie starał się na siłę łączyć, kumulować i umuzyczniać warstw dźwiękowej z wokalną.

Drugi utwór z tego albumu, „Comandante Nino”, to właściwie pomieszanie mocnego neoprogresywnego brzmienia z jakąś formą melodeklamacji zabarwioną niezwykle sugestywnymi pasażami syntezatorowo-orkiestracyjnymi. To pomieszanie słów żalu i smutku z nastrojowym syntezatorowym podkładem w wokalnym typie Archive z jednej strony i muzycznego klimatu w typie Moongarden - z drugiej, z wplecionym solo fletu. I jakby na dodatek ta zaskakująco doskonała brzmieniowo jedenastominutowa minisuita przypomina momentami zespół The Knight Area i jego albumy „D-Day” czy „D-Day II: The Final Chapter” także poruszające temat wojny.

Dwie następne kompozycje - „Collapsing” i „The Four Rooms” - brzmią nerwowo i nostalgicznie. Ten pierwszy rozpoczyna powolny i majestatyczny niemal dwuminutowy wstęp, który nie zmienia barwy utworu nawet po dołączeniu wokalu. Fortepianowo-gitarowe rozegranie środkowej części zakończone mocnym, niemal progmetalowo podobnym akcentem uwzniośla i udramatycznia kolejną opowieść o przekleństwie wojny. „The Four Room” podtrzymuje tę nerwowość i nostalgię, choć robi to w zdecydowanie progresywny sposób dzięki delikatnej syntezatorowej linii melodycznej z dodatkiem sprawnie działającej sekcji rytmicznej.

„I Watch You From Afar” – piąty utwór z tej płyty - to historia obserwacji. Obserwacji żołnierza i jego codzienności podczas wojny. To muzyczno-słowny statyczny utwór oparty na dźwiękach gitary i basu bardzo oszczędny w sposobie aranżacji. Dopiero środkowa część przynosi zmianę wraz z pełnymi pasji akordami klawiszy, które zapełniają muzyczną dziurę pomiędzy monotonnym wokalem a grą pozostałych instrumentów.

Dwie minuty i jedenaście sekund trwa utwór „This Land”. Obnaża on barwę smutku kogoś, kto spaceruje po ziemi przesiąkniętej krwią poległych. Gitara, klawisze i głos łączą ten utwór z następnym – „On The Trail”, który rozpoczynają odgłosy maszerujących żołnierzy oraz pełne zadumy i nostalgii solo fletu, a kończy niezwykle przejmujący syntezatorowy pasaż.

Album kończy się utworem „This Life”. To muzyczny przekaz pamięci dla tych, którzy nie doświadczyli i nie pamiętają wojny. Utrzymany w charakterystycznej dla tego krążka nostalgicznej atmosferze brzmi ze swoimi melodeklamacyjnymi fragmentami niczym przestroga i apel, by zło nie zatriumfowało, by nie wydarzyło się nigdy więcej… Ponadto to wspaniały pokaz udanej kompozycji progresywnej, która wycisza w bardzo delikatny sposób melancholijną atmosferę tego wydawnictwa.

„(…) Poprzez głębokie, ludzkie historie opowiadamy o naszych czasach, emocjach i uczuciach, które nami kierują. Dla nas progresywny styl to nie tylko styl muzyczny, oczywiście nasz ulubiony, ale medium artystyczne, które najlepiej wyraża naszą koncepcję opowiadania historii: lubimy tworzyć narracyjną podróż, która jest muzyczna, ale nie tylko. Głęboko wierzymy w formę pisania, która przemawia do głębokich wartości, nie retorycznie, ale poprzez narrację ludzkich doświadczeń i historycznych wydarzeń” – tak podsumowują swoje dzieło sami muzycy. Ze swej strony dodam tylko, że jest to dopiero drugi albumu zespołu Wish, choć z przerwami istnieje on od 1992 roku. Wspomniany pierwszy album („Stay Here My Friends”) ukazał się w 2019r., a w chwili obecnej zespół gra w następującym składzie: Piergiorgio Franceschelli (wokal), Massimo Mercurio (perkusja), Salvatore Patti (klawisze) i Giorgio Simonetti (gitary, bas, wokal). Płyta, jak na razie, dostępna jest tylko w wersji cyfrowej. Więcej informacji tutaj.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026