mlwz - edunitsky - banner - prog rock

Karfagen - Omni II

Olga Walkiewicz

Muzyka jest pajęczyną wyobraźni z uwikłanymi w niej marzeniami. Świat, w którym żyjemy potrafi rozpalić namiętność i zatopić w sercu sztylet. Radość i ból krzyżują swoje szpady niczym niemi szermierze. Rzeczywistość układa do snu nasze życzenia. Świt zamienia je w barwne motyle…

Zespół Karfagen powstał z inicjatywy utalentowanego ukraińskiego muzyka i kompozytora Antony’ego Kalugina w 1997 roku. Od tego czasu minęło dwadzieścia dziewięć lat, w czasie których osiągnął on dojrzałość artystyczną, doświadczenie, a jego życie przebiegało skomplikowanym labiryntem wypełnionym radością tworzenia muzyki i miłością. Były też chwile bardzo bolesne – wojna, utrata domu i początek nowego życia w kraju, który nie był jego ojczyzną. Ale Tony był twardy niczym skała. Potrafił być podporą dla bliskich i trwać przy swoich ideałach - pełen empatii i pasji. Prywatnie to cudowny, przesympatyczny człowiek. Jego talent i wyobraźnia są źródłem fenomenalnych utworów. Dyskografia zespołu Karfagen obejmuje 23 albumy studyjne. To niesamowita liczba. Nie będę wspominać o płytach koncertowych czy kompilacjach.

Brzmienie zespołu jest wyjątkowe i rozpoznawalne. Do każdego albumu Antony wnosi coś wyjątkowego, zawsze świeżego i nieprzewidywalnego. Trudno przewidzieć, co kryje się w kolejnym takcie, co rozkwitnie z nasion zasadzonych na muzycznych grządkach. Jest niczym czarodziej wprawiający w ruch mechanizm czasu czy wrzeciono które przędzie nitkę piękna.

Dokładnie cztery lata temu, 29 maja 2022 roku miałam przyjemność zobaczyć i usłyszeć na scenie Antony’ego z zespołem. Spotkać się z nim i jego rodziną. To były piękne chwile. Prawdziwe, szczere i fascynujące. Kawałek moich najwspanialszych wspomnień…

Najnowszy album Karfagen ma w sobie moc i symfonię nieśmiertelności. To ogromna dawka muzyki i poezji. Album otwiera kompozycja „The Glass of Time Part 1” jest to przepiękny utwór instrumentalny. Powiew wiatru rozchyla karty epickiej opowieści. Cudowne klawiszowe brzmienia buduje Antony Kalugin i Robert Reed, który też gra na gitarze. Niemniej jednak główna i niezmiernie efektowna solówka wypływa spod palców Michela St.Pere, Za bębnami zasiadł Alexandr Murenko. Jest tu więcej wspaniałych gości - sama śmietanka rocka progresywnego. Z pewnością świadczy to, jaką estymą darzą artyści muzykę mistrza Kalugina i jego osobę. Tony jest szczery i prawdziwy w tym co tworzy. Nie stara się być gwiazdą, lecz jego dzieła przemawiają same. Bajkowy świat kreślony na pięcioliniach wyrasta z wewnętrznego piękna i bogatej wyobraźni. Nierzadko jednak odczuwamy ciężar, jaki niesie ze sobą, piętno wojny i głęboką nostalgię.

„Frozen River” jest cudowną rośliną, która wykiełkowała z ziarna tęsknoty, poszybowała w przestrzeń ku niebu i obudziła słońce. Antony czuwa nad basem i brzmieniem klawiszy. Roine Stolt uwodzi gitarą i rozpoznawalną barwą głosu. Pojawia się też eteryczny dźwięk fletu Johna Hacketta i saksofon Marka Arnolda. Max Velychko wtóruje na gitarze, a w chórkach pojawia się Jannica Lund. Chciałoby się westchnąć, co za rewelacyjny zestaw artystów… Muzyka zagłębia się w zakolach rzeki niosącej słowa, które oddają pełne melancholii spojrzenie w przeszłość.

„Walked through the silence of frozen years, where the daylight dies and no one is near. Mountains held my shadow close, while the cold winds carved my name, my name in snow. The stars above were never near, yet they lit my way through doubt and fear and every dream I tried to hold, turned to glass beneath the cold…”.

„Shadowbound” ozdobił przepiękny sopran Marii Panasenko, nadając tej kompozycji marzycielskości i czaru. Linie gitar (Roine Stolt, Dmytro Ignatov) perfekcyjnie przenikają wokal, a sekcja rytmiczna (Michael Stolt – bas i Alexandr Murenko – perkusja) buduje solidny fundament. Warstwę liryczną przepełnia nuta refleksji. Każdy z nas wie, jak trudno podejmować decyzje w codziennym życiu, pełnym problemów i pokus. Czasem stanowi ono wewnętrzną walkę pomiędzy tym, czego pragniemy, a tym co powinniśmy zrobić.

„Shadowbound, this silent war, between what we are and what we’re for…”.

„The Shape of Love” otwiera fantazyjne, krótkie intro stworzone przez klawisze Kalugina splecione z brzmieniem fletu Johna Hacketta. Kalle Wallner rozniecił płomień swoją gitarą, a mikrofon ujął w dłonie wokalista zespołu Sylvan Marco Gluhmann. Sekcję rytmiczną stworzyli Oleg Prokhorov i Alexandr Murenko. Utwór ten pojawił się na singlu promującym album. Muzyka prowadzi nas przez krainę tajemniczej miłości, jego wizji i marzeń. Lekkość i energia łączą swoje siły, przenikają się wzajemnie. Ludzka dusza jest zwierciadłem nieskończoności. Uczucia układają się w nim w milionach projekcji. Miłość wznosi pałace i burzy mury, jest życiem i śmiercią, pieśnią skowronka i jadem skorpiona.

„You are the shape of love in silence, the ache behind the smile! You are the shape of love in silence, the truth no one can see… You are the echo I keep chasing in the room that won’t let go. You’re every word I never said – so now I may never know.”.

W „Carry On” pojawia się kolejny znakomity gość w osobie Yogiego Langa. Ze specyficznym sobie spokojem, nadaje niepowtarzalnych barw tej kompozycji. Towarzyszy mu Tony, który maluje niesamowity pejzaż pędzlem klawiszy, na gitarach Kalle Wallner i Dmytro Ignatov, John Hackett na flecie, w chórkach Jannica Lund i sekcja rytmiczna Stolt-Murenko. Nuty scalają się w barwny witraż, układają miliony kombinacji kolorów, uczuć i emocji.

„Carry me beyond the mirror, where the hidden paths align, every heartbeat draws the sign. Through the storms of night and sorrow, I’m rising into flight.Every moment flows like fire, I’m turning into light. Carry me beyond the mirror, where the heart reveals its sign. Through the veil of time and sorrow, I am turning into light!”.

W „Beyond the Mirror” główna linia wokalna należy do Pera Malmberga, który też gra na gitarze i basie. W chórkach pojawiają się panie: Olga Rostovska i Maria Panasenko. Bogate instrumentarium zamienia takty w ścieżki ukryte w labiryncie zmierzchu, pośród jaśminów i cieni, w głębi serca gotowego na walkę i przetrwanie.

„In the quiet room of shadows, I can hear the silence bloom. Every step becomes a question, every wall conceals the gloom. I am reaching for the hidden answer written deep within the glass. The faces fade, the echoes fracture, yet still the questions pass. Beyond the mirror I fall, shadow whispers - I hear the call. Only time will show the way, only time can make me stay. (…) No escape, yet I must try, beyond the mirror… live or die!”.

„How Fragile We Are” ukazuje cudowny mariaż muzyki i poezji. Uzmysławia jak bardzo kruchą i wrażliwą istota jest człowiek. słowa zostały ubrane w garnitur najpiękniejszych dźwięków. Tym razem linia wokalna należy do trojga muzyków, na których czele stoi Maria Panasenko, przy której boku stoją państwo Kaluginowie: Olga i Tony. Gitara spoczywa w rękach Kalle Wallnera, a saksofon sopranowy dzierży w dłoniach Mark Arnold.

„Smile…We are on the top of the hill again, watching the breath of the night like stars misplaced in time. The ocean sleeps in silver, the ships are only dreams we have. We hold our silence tightly, it’s softer than it seems. Oh, how fragile we are…”.

Kolejna kompozycja to utwór instrumentalny. „The Glass of Time Part II”. Partie klawiszowe należą zarówno do lidera Karfagen, jak i Roberta Reeda (intro). Za gitarowe zaklęcia jest odpowiedzialny Michele St.Pere. Dźwięki tworzą świetlisty krajobraz, otwierają przestrzeń zapraszając do ogrodu wyobraźni.

„Under the Nothern Lights” spoczywa w dłoniach samych instrumentalistów. Trwa niespełna dwie minuty, lecz ta krótka chwila nie jest pozbawiona perfekcji z najwyższej półki i fraz efektownie haftowanych dźwiękiem. Odpowiedzialność za tę chwilę muzycznych rozkoszy ponosi team, w którego skład wchodzą Roine (gitara), Tony (klawisze, bas), Mark (saksofon) i John (flet).

„The Silent Compass” potwierdza niesamowity kompozytorski talent lidera formacji. Każda nuta ma tu swoje miejsce i czas, tworzy plastyczną całość, przenika światłem i cieniem. Ofiarowuje słuchaczowi wszystkie odcienie progresywnego świata, załamania światła przechodzącego przez pryzmat fantazji, złożoność muzycznej formy i jej prostotę. W utworze tym wystąpiło, poza Kaluginem, potężne grono gości: na gitarach Roine Stolt, Roberto Diaz i Max Velychko, Michael Stolt (bas), Marek Arnold (saksofon sopranowy), John Hackett (flet), Daniel Ilyin (skrzypce elektryczne) i Alexandr Murenko (perkusja).

„Omni 45” to pięciominutowy popis czterech muzyków. Michel St.Pere czaruje na gitarze, Antony - na instrumentach klawiszowych, za zestawem perkusyjnym króluje Murenko, a Pascal Gutman jest odpowiedzialny za brzmienie Chapman sticka.

„We Live While We Remember” jest odpowiedzią, jaka mógłby udzielić lider zespołu, na tysiące pytań, jakie mu zadawano, gdy wyjechał z Ukrainy. To, co było dla niego najważniejsze – to rodzina i miłość bliskich mu ludzi. Wspomnienia zostają głęboko w sercu. Ale musimy iść dalej i po prostu żyć. Nie ważne gdzie, ważne jak i z kim.

„The fire fades, the night grows colder, yet still I see your gentle face. We carried dreams upon our shoulders, and time could never take their place. The songs we sang still find their meaning, through echoes of a youngerday. Each chord we played, each silent feeling, still lights the dar kalong the way. We live while we remember, the laughter and the tears. The bond that time can’t sever, the voice that calms our fears”.

W tym utworze możemy usłyszeć głos wokalisty grupy Mystery – Jeana Pageau. Dotrzymują mu towarzystwa; Michel St.Pere, Antoni Kalugin, Pascal Gutman i Alexandr Murenko.

„Shard of Silence” trwa niewiele ponad dwie minuty. Być może to bardzo krótka kompozycja, lecz niezmiernie smakowita pod względem brzmienia, harmonii i aranżacji. Perełka na zakończenie. Prawdziwa perełka.

Album został podzielony na części. OMNI part 4 (utwory 1-4), OMNI part 5 (utwory 5-8) i jako bonus OMNI part 6 (utwory 9-13). Odpowiednio na wersji winylowej OMNI II umieszczono na stronach A i B oraz C, jako bonusie.

Muzyka zespołu Karfagen zawsze mnie fascynowała, zarówno swoim pięknem, ekspresją i uduchowioną bajkowością. Trzeba jednak przyznać, że ostatnie lata nadały jej innego wymiaru. Musiała się zderzyć z bezwzględną rzeczywistością, wojną i brutalnością świata. Ewoluowała, nie zatracając swojej tożsamości i niesamowitego czaru. Czasem jest owocem bolesnych wspomnień, by za chwilę być światełkiem w ciemności…

„Piosenki, które śpiewaliśmy, wciąż znajdują swoje znaczenie, przez echa młodszego dnia. Każdy akord, który graliśmy, każde uczucie ciszy, wciąż rozświetla ciemność po drodze… Żyjemy, dopóki pamiętamy, śmiech i łzy. Więź, której czas nie może zerwać. Głos, który uspokaja nasze obawy…”.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026