Enigmatic Sound Machines - Divided By One

Tomasz Dudkowski

Godna podziwu jest systematyczność z jaką panowie z Enigmatic Sound Machines raczą nas nowymi dźwiękami. Zadebiutowali w 2023 roku płytą „Telepathic Waves”. Rok później ukazał się krążek „The Hierarchies Of Angels”. Te wydawnictwa jakoś przeszły obok mnie, ale już kolejna płyta - „Imperfect Silence” (2025) przykuła skutecznie moją uwagę. Mamy rok 2026, pora zatem by światło ujrzało czwarte wydawnictwo sygnowane tą nazwą. Nosi ono tytuł „Divided By One” i ukazało się 5 czerwca. Kto kryje się za tym, nomen omen, tajemniczym szyldem? To rezydujący w Montrealu duet: Jérémie Arrobas (wokalista, multiinstrumentalista, autor całej muzyki i większości tekstów, założyciel grupy Men Without Hats) oraz urodzony na Węgrzech Thomas Szirmay (ceniony dziennikarz, muzykolog, badacz muzyczny, producent, aktor i wokalista). Cóż, przynajmniej tak było do tej pory, gdyż do nagrania opisywanego dziś przeze mnie albumu zespół przystąpił już jako kwartet. Tymi „nowymi” muzykami są Alain Bellaiche (gitara, chórki) oraz Hansford Rowe (bas, chórki), którzy pojawiali się już wcześniej na płytach formacji, ale w charakterze gości.

Panowie opracowali osiem premierowych kompozycji Jérémiego, do których teksty napisał on sam lub we współpracy z Thomasem, ale do promocji albumu wybrali nagranie go zamykające, które nie wyszło spod pióra Arrobasa, a co za tym idzie stanowi dziewiąty element układanki składającej się na krążek „Divided By One”. Mowa tu o nowej wersji kompozycji artysty, który od początku był wymieniany jako jedna z inspiracji poczynań formacji, czyli Gary’m Numanie i jego piosence „Are ‘Friends’ Electric?” z płyty “Replicas” (1979). W wersji Enigmatic Sound Machines czuć szacunek do oryginału, a równocześnie brzmi ona jakby wyszła spod palców duetu Arrobas – Szirmay.

Zacząłem od końca, więc teraz pozwolę sobie przeskoczyć do początku, tym bardziej, że rozpoczynająca album pieśń tytułowa także została wybrana do promocji krążka i ukazała się na drugim singlu. Spokojnej elektronice towarzyszy tu miarowy perkusyjny rytm i wyrazisty bas Hansforda, a to co wyróżnia całość to ciekawe partie gitar (grają na nich Steve Bonino oraz Alain i Jérémie) oraz interesujące syntezatorowe solo, a także zapadająca w pamięć transowa końcówka. Do tego wszystkiego dochodzi charakterystyczny głos Jérémiego, któremu w chórkach towarzyszy córka, Anna. Tekst został zainspirowany frazą „plus ça change, plus c’est la même chose” („im więcej rzeczy się zmienia, tym bardziej pozostają takie same”) i jest swoistą analizą powtarzających się błędów, cyklicznych konfliktów, strachu i podziałów w społeczeństwie: “If love is all you wanted tell me/ Why the wind erased my name/ So many doors so many windows/ Black keys underground/ Divided by one”.

Umieszczony na drugiej ścieżce utwór „Chaos Dreaming” przynosi wyciszenie w postaci spokojnych dźwięków pianina i nastrojowego basu oraz syntezatorowych teł. Uwagę zwraca wstawka w stylu reggae oraz ejtisowe klawiszowe solo w wykonaniu lidera. Kontynuując poruszanie się w spokojnych klimatach trafiamy na „Sirensong”, gdzie w rolę wabiącej straceńców syrenę wciela się Anna Arrobas, która raczy słuchaczy piękną wokalizą.

Najbardziej przebojowym fragmentem albumu jest nagranie „Pool Of Mirrors”, które spokojnie płynie zachwycając zwiewną atmosferą i zapadającym w pamięć nuceniem w wykonaniu ojca i córki, a w ramach ubarwienia Jérémie serwuje nam wstawkę, w której… rapuje. Całość jednak kontynuuje podróż po krainie subtelności, podobnie jak zamieszczona na kolejnej ścieżce pieśń „Heaven’s Rain”. Ta czaruje filmowym klimatem za pomocą melotronowych orkiestracji, niemal onirycznym nastrojem, czy też, wraz z dołączeniem sekcji rytmicznej, przenieść słuchaczy w świat rodem z twórczości Petera Gabriela.

Z tego letargu wyrywa (zgodnie z tytułem) „Screaming Sound Machines”, z mocniejszym beatem, dudniącym basem i bardziej wyrazistymi wstawkami elektronicznymi w stylu Depeche Mode, a wisienką na torcie jest gitarowe solo w wykonaniu Steve’a Bonino.

W „Heavy Water” tempo znów zwalnia, subtelnym dźwiękom klawiszy towarzyszy mroczny, wyważony podkład rytmiczny (po raz kolejny brawa dla Hansforda) oraz nastrojowa gitara (gra na niej Roland Buhlmann). W drugiej części całość brzmi intensywniej, z mocnymi uderzeniami w bębny, przeplatającymi się ścieżkami gitar i klawiszy, a całość nabiera niemal transowego charakteru. Do tego głos Jérémiego (w tytułowej frazie towarzyszy mu Anna) jest przetworzony, co potęguje wrażenie mroczności korespondującej z tekstem o naukowcu trzymającym rękę na czerwonym przycisku, który za chwilę wywoła atomową apokalipsę:

“I read your mind your darkest desires/ I fear the seed is in place/ Everything is on fire/ You built a world you can destroy/ A world that was provided/ A world you took away/ I need more time I need more time/ Said the man to the void

Heavy water heavy water/ I hear your voices I hear your call/ Heavy water heavy water/ I hear and I feel we are close to the end”.

I tak docieramy do mojego ulubionego fragmentu płyty jakim jest utwór „Inviolate Fields”. Klimatyczny podkład, na który składają się delikatne partie gitary i basu oraz syntezatorowe podkłady stanowią tło dla głosu Laury Piazzai (m.in. Imaginaerium), która raz szepcze raz raczy nas zmysłową wokalizą. Całość pięknie się rozwija, by w drugiej części pozwolić mocniej wybrzmieć gitarze, dźwiękom wibrafonu czy wreszcie skrzypiec (gra na nich Quinn Bachand). Głos Laury jest tu nieco mocniejszy, majestatyczny, choć nie tracący niczego ze swojej zmysłowości. Uwagę przykuwa jeszcze piękne gitarowe solo w wykonaniu Alaina. Końcówka to już tylko subtelna gitara, dzwonki i głos włoskiej wokalistki.

W nagraniu krążka „Divided By One” kwartet wsparło kilkoro gości, jednak zabrakło tego, który mocno przyczynił się do tego, że zwróciłem uwagę na grupę przy okazji płyty „Imperfect Silence”. Mowa tu o grającym na saksofonie i fletach Robie Harrisonie. Całość jednak nawet bez dźwięków instrumentów dętych robi naprawdę spore wrażenie. Zespół wciąż eksploruje świat muzyki z pogranicza synth-popu oraz rocka progresywnego. Elektroniczne ozdobniki i perkusyjne loopy pięknie przeplatają się z gitarowymi solówkami, filmowymi klawiszowymi podkładami, wyrazistymi liniami basu. Raz zespół raczy nas gitarowymi riffami, by za chwilę płynnie przejść w świat muzyki syntezatorowej, a potem zaczarować nas ambientowymi klimatami. I wszystko to brzmi niesamowicie spójnie. Całość jest bardziej mroczna niż wcześniejsze albumy, choć i tu nie zabrakło naprawdę udanych melodii. Panowie Arrobas, Szirmay, Bellaiche i Rowe kroczą konsekwentnie wybraną drogą, jednocześnie dbając by za każdym razem w ich wydawnictwach pojawiały się jakieś nowe elementy. To co? Za rok album numer pięć w dyskografii Enigmatic Sound Machines? Jestem jak najbardziej na tak! Szczególnie jeśli to będzie to tak udane wydawnictwo jak „Divided By One”.

Album ukazuje się na płycie kompaktowej i w wersji cyfrowej za sprawą wydawnictwa Progrock.com's Essentials, a w Polsce można go zamówić w sklepie Independentmusicmarket.com.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026