mlwz - edunitsky - baner - motyl

Lydian Sky - Pink Aliens In Tahiti EP

Rysiek Puciato

Wszystko zaczęło się latem w 2021 roku, kiedy to Scott Carness, zapalony astrofotograf i inżynier dźwięku, wszedł do studia i we współpracy z uznanym producentem Chadem Shlosserem (który m.in. współpracował ze Slashem) i perkusistą Richem Lambertem (który z kolei znany jest ze wspólnego grania z Mikiem Porcaro) nagrał w trakcie trzydniowej sesji swoją pierwszą EP-kę pt. „Nebula”. Od tego momentu rozpoczął się proces ewolucji. Z artysty solowego tworzącego na potrzeby filmów o astronomii do powstania rockowego zespołu, który dopiero co wydał swoje pierwsze nagrania. Tytuł nowego wydawnictwa zawierającego sześć kompozycji brzmi… dość nietuzinkowo – „Pink Aliens In Tahiti”. Cztery utwory to kompozycje instrumentalne, a dwa to całkiem udane piosenki z udziałem wokalistki Sammi Garrett (znanej ze współpracy z Adrianem Belewem z King Crimson i Jerrym Harrisonem z Talking Heads). Warto tu dodać, że za perkusją zasiadł Rusty Knorr, a cały materiał doskonale wpisuje się w szeroko rozumiany nurt „prog related”, mieszając w sobie elementy rocka, AOR, rocka progresywnego i art rocka.

Do przekonania się do tego albumu wystarczy już, jak sądzę, pierwszy, krótki utwór. „Emergence”. To niespełna dwie minuty fantazjowania na jawie. To dwie minuty, które jednak od razu wprowadzają słuchacza w dobry nastrój i pozwalają jedynie na wygodniejsze usadowienie się w fotelu w oczekiwaniu na dalszy ciąg.

Chwilę potem wkraczamy w świat jakże wspaniale rozwlekłej gry syntezatorów i podobnie brzmiącego solo gitary. „Lumiere” to bezlitosne igranie z najskrytszymi emocjami balansującymi na niewidzialnej linii łagodności i wtrąconych mocniejszych akordów gitary. I pomimo tego pomieszania wybrzmiewa w całej tej kompozycji jakaś niedopowiedziana fraza, czuć jakiś niedosyt, niedokończenie, choć mamy do czynienia przecież z ponad pięciominutową kompozycją.

Niczym wolno tocząca się machina rozpoczyna się muzyczny, AOR-owy aranż utworu „Giza”. Nie jest to maszyna, której zadaniem jest oszołomić słuchacza, raczej pokazać mu możliwość przekroczenia muzycznej granicy marzeń. Wskazać na nieograniczoną moc delikatnych dźwięków gitary solowej, bowiem wszystko tu płynie, a każdy dźwięk dostarcza wielu skojarzeń z utworami, które kiedyś już ktoś zagrał.

Inaczej jest z utworem „The Ghost Of Venus”. To jedna z dwóch piosenek w tym zestawie. Rasowa popowo-rockowa piosenka ze zdecydowanym, wspaniale brzmiącym w niskiej tonacji wokalem. Połączenie takiej linii wokalnej z płynącym solo gitary wydobywają z tego utworu to, co najlepsze – wspaniale brzmiącą piosenkę na każdą okazję.

Druga z piosenek z tego singla – „Aloft” - udanie rozbrzmiewa pomiędzy neoprogresywną a rockową stylizacją. Wzmocnione akordy gitary, wtrącające swoje „trzy grosze” syntezatory, melodyjne solówki gitary i poruszająca atmosfera wykonania niczym nie ustępują tak zachwalanej ostatniej płycie Davida Gilmoura, a zwłaszcza piosence zaśpiewanej przez niego razem z córką.

Tytułowy utwór „Pink Aliens In Tahiti” kończy całość w sposób zaiste wspaniały. To taka miniatura etiudy często spotykanej na płytach progresywnych. Nie trwa co prawda długo, bo raptem sześć minut, ale syntezatorowe tło buduje niesamowitą atmosferę pachnącą psychodelicznym odjazdem i rockowo-popowym aranżem, a część środkowa jakby żywcem wyjęta jest z początku lat siedemdziesiątych ubogaca tę bardzo zróżnicowaną kompozycję.

Proszę potraktować tego singla jako ciekawostkę na muzycznym nieboskłonie tego roku. I choć nie ma tu, jak mi się wydaje, żadnych śladów albumu koncepcyjnego, choć nie ma tu żadnych śladów mniej lub bardziej twórczych eksperymentów instrumentalnych, to jednak od czasu do czasu warto posłuchać muzyki z jednej strony prostej, a z drugiej - wspaniale oddającej nieco psychodeliczne, nieco popowe i wreszcie nieco AOR-owe emocje. Trzeba też mieć na uwadze fakt, że to tylko EP-ka. Nie wiem czy kiedykolwiek powstanie płyta długogrająca, ale warto obserwować czy pojawi się jeszcze w bliższej przyszłości nazwa Lydian Sky, bo pod takim właśnie szyldem działa ten muzyczny projekt rodem z Seattle. Bo przecież to miasto to nie tylko grunge.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026