„W nitkach czasu, gdzie chaos spotyka się z porządkiem, powstajemy jako architekci o odważnych rękach i niezwiązanych sercach. Każdy głos to włókno, każdy puls to szew. Tkanie gobelinu zrodzonego z dźwięku…To nie jest ulotna tkanina, nie jest krucha konstrukcja, ale tkanina przyszłości, gdzie przeplatają się dusze. Od cieni do światła gwiazd, od pęknięcia do formy budujemy nowy splot, w którym odradzają się odważni. Witamy we wzorze. Wejdź w płomienie. Razem kształtujemy to, czego świat nie potrafi nazwać…”.
To początek piękna nieokiełznanego w swojej szalonej formie. W poetyckich wersach i muzyce kryje się nieopisana siła zespołu Evergrey. Album „Architects of the New Weave” złamał pieczęć spokoju i zawładnął moim sercem. Mogłabym powiedzieć, że to nie pierwszy raz, gdy utwory formacji Toma Englunda wprowadzają zamęt do mojego muzycznego świata. Poprzednia płyta zespołu była na bardzo wysokim poziomie. Jaki jest ten krążek, trzeba poczuć każdym ze swoich zmysłów. Sprowokować przestrzenną projekcję artystycznych wizji, jakie buduje w wyobraźni słuchaczy Evergrey Anno Domini 2026, który tworzą: Tom Englund (wokal, gitary), Rikard Zander (instrumenty klawiszowe), Johan Niemann (bas), Simen Sandnes (perkusja) i najnowszy członek formacji - Stephen Platt (gitary), który zastąpił Henrika Danhage. W utworze „A Burning Flame gościnnie zaśpiewał wraz z Tomem - Mikael Stanne (Dark Tranquility, The Halo Effect, Grand Cadaver, Cemetery Skyline). Produkcją albumu zajął się Tom Englund, Vikram Shankar i Adam „Nolly” Getgood. Całość tworzy dwanaście kompozycji i bonus, na który składa się sześć utworów. Ale zacznijmy od początku…
1. „W nitkach czasu, gdzie chaos spotyka się z porządkiem, powstajemy jako architekci…”
Tak rozpoczyna się ta recenzja. Zacytowałam tłumaczenie tekstu pierwszego utworu „Welcome To The Pattern”. Narracja zanurza się w tajemniczej głębinie. Przez chwilę jesteśmy zawieszeni w pajęczynie czasu, gdzie nastrój budują słowa i enigmatyczne tło… Kim jest człowiek? Co tworzy i ile musi poświecić, aby to osiągnąć. To pytanie, na które trudno odpowiedzieć. Być może odpowiedź nie istnieje… Lecz walka o urzeczywistnienie marzeń jest najważniejsza i to każdy z nas kształtuje swoją przyszłość.
2. „Trudno uwierzyć, kiedy twoje życie ciągle się zmienia… Myślałem, że się leczę. Nienawidzę tego, zadawalania, bo moje cięcia po prostu się pogłębiają. Myślę, że przestanę słuchać, dopóki twoje słowa nie zaczną pomagać. Co mam zrobić z mroczną częścią samego siebie… Jak zrobić coś, gdy ta ciemność mnie wzywa…”.
„The Shadow Self” to kompozycja, która nawiązuje do koncepcji wywodzącej się z psychologii analitycznej Carla Gustawa Junga, który spopularyzował archeotyp „Cienia”. Pojęcie „Shadow Self” (mroczne lub ukryte ja) odnosi się do podświadomej części naszej osobowości, która zawiera wyparte emocje, pragnienia, instynkty oraz cechy uznawane przez społeczeństwo za akceptowalne. Tom potrafi budować klimat wchodząc głęboko w zawiły labirynt uczuć i emocji. Warstwa liryczna splata się z muzyką cudownie zestrojoną z każdym wersem poezji. Jest w niej agresja i arogancja mierzenia się z bólem istnienia. Sekcja rytmiczna (Johan Niemann i Simen Sandnes) otwiera kompozycję kumulacją mocy. Wokal Toma inicjuje apokaliptyczną aurę opowieści. Brawurowe riffy gitary przenikają klawiszowe sekwencje.
3. „W nitkach czasu, gdzie chaos spotyka się z porządkiem i narodzinami marzycieli… Czas podbić ziemię… Architekci nowego splotu, twórcy niewidzialnego… Objawienie nowych wierzeń, odtworzenie ciebie i mnie… Jesteśmy architektami….”.
Tytułowy utwór „Architects Of The New Weave” generuje apogeum mocy zawartej w każdej muzycznej sekwencji. Muzyka goni w zawrotnym tempie, tworzy tysiące dzikich kombinacji, układa mozaikę barw, składa riffy w ogniste pasaże. Do tego wokal Toma - nieokiełznany, dźwięczny, prawdziwy.
4. „Słyszę twój oddech w ciemności. Przyciągam cię bliżej, żeby poczuć jak bije twoje serce. Potrzebuję czegoś, co będzie prawdziwe, ponieważ obiecałem ci niebo. Wydaje się, że obietnica, której nie mogę dotrzymać, a teraz oddychasz w oddali. To mnie zabija…”.
Każdy z utworów na tym albumie jest niesamowicie osobisty. Świat karmi się naszym lękiem, budzi demony uśpione w głębi duszy. Muzyka wchłania to wszystko niczym gąbka, nasiąka oparami bólu, strachu i euforii. Krzykiem wyrywającym się z gardła. Taki jest „Worlds Of Fire” - wibrujący na granicy dramatyzmu i romantycznych ekspresji. Wspaniałe brzmienie gitar jest furtką do wieczności. Muzyka ma stalowy fundament i kwiecistość formy. W tym niesamowitym zamku wirują marzenia, anielskie dźwięki i brutalne riffy gitary.
5. „Zawsze byłem w ukryciu i nigdy nie byłem odważny. Ukrywałem się w uścisku ciszy. A teraz jestem głodny. Jestem burzą w twoich żyłach. Przypływem dzikości, którego żaden strach nie może powstrzymać. Jestem pragnieniem, jestem ogniem w twoich oczach”.
„Heaven” to kolejna brawurowa kompozycja z dynamiczną partią gitar, basu i perkusji. Stanowi budowlę o ścianach z dynamitu.
6. „Gdybym mógł zacząć od nowa… wiedziałbym, że powinienem zostawić moje serce na zewnątrz, bo nigdy nie przeżyję, nie, nigdy tego nie przeżyję… a kiedy niebo płonie w zaprzeczeniu, to ja płonę…”.
„The Script” sączy niebywałe emocje. Efektowne harmonie i ciekawa aranżacja prowadzą do ciekawych efektów. Przestrzenne brzmienia, soczyste rytmy i tysiące kolorów barwiących każdą frazę - to prawdziwy, bujny w treściach Evergrey.
7. „Jestem zagubiony i czuję się bez serca. Zgubiłem wszystkie klucze, aby się wyleczyć, ale nie wiem gdzie… Jeśli to wszystko co mam, to jestem szczery. Muszę znaleźć kilka sposobów, aby to było tego warte… Zostawmy pustkę za sobą. Uciekamy wierząc, że zmiana może uratować nasze życie. Biegniemy, aby ukryć ból i zostawiamy samotność za sobą. Łamiemy te łańcuchy. Opuszczamy pustkę…”.
Tak dużo treści jest w „…Leaving The Emptiness”. Muzyka poraża brawurą i ognistym temperamentem. Błyskotliwe, gitarowe solówki, świetna linia wokalna i miażdżąca spokój symbioza pozostałych instrumentów są świetlną domeną tej kompozycji. Ma w sobie jeszcze jeden, niezaprzeczany atrybut: przebojowość.
8. „Tęsknię za tym, żeby mnie usłyszano. Tęsknię za tym, żeby znów mnie dotknąć. Czy jest coś innego niż słowa aby obudzić moje zmysły? Kim jesteśmy, gdy gasną światła? Gdzie idziesz, gdy życie jest kłamstwem? Jak ukrywasz swoje blizny i wady? Znajdź swoją drogę, gdy się zagubisz. Skąd wiesz co czujesz?”.
„Longing” otwiera skrzynię pełną smutków i melancholii. Przez burzowe chmury przebijają promienie melodii, refleksji i ukojenia. Klawisze tworzą przestrzenne pejzaże, to co ukradkiem rysuje kształty - wypływa spomiędzy strun gitary, unosi się nad napiętą membraną bębnów. Głos Toma łączy wszystko w malarską całość i nadaje filmowego czaru.
9. „Byłem zagubiony i znaleziony, ale znowu zagubiony. Byłem tu i tam, ale nigdy nie byłem bezpieczny, tak niepewny, że strach może rosnąć. Nigdy nie myślałem, że pozostaną rany. Kto by pomyślał, że moje życie może się zmienić?”.
Życie jest płomieniem, a zmiany zawsze prowadzą do chwil, gdy się zastanawiamy nad sensem wszystkiego. „A Burning Flame” ma swój własny scenariusz podkreślony świetną muzyką. Duet wokalny stworzony przez Toma Englunda z Mikaelem Stanne wypada perfekcyjnie. Mocny rytm, świetna linia gitary i klawisze umieszczone głęboko, w tle - dopełniają reszty.
10. „Przełam teraz ciszę, odwiąż każdy strach. Uwolnij każde marzenie i powstań, a prawda pojawi się ponownie, bo oddychasz pustką, która odbija się echem w samotności. I zastanawiam się tylko, czy czujesz ten ból tak jak ja?...”.
„Call Off Your Lion” jest kompozycją dającą nadzieję, wytyczającą korytarz w dżungli trosk i samotności. Stanowi muzyczną esencję znakomitych brzmień Evergrey i doskonałych aranżacji.
11. „Dzwonię po kogoś, zanim zostawię to wszystko w niepewności. Krwawimy, chcemy się cofnąć, nie możemy tego dłużej znieść, nie! Ciemność nie jest mi obca. Zna moje imię i nie zostawi mnie w spokoju. Idzie obok mnie, nazywa mnie uczciwym. Życie, którym żyłem, ale nigdy nie posiadałem…”.
Tak rozpoczyna się kolejny utwór „Chains of Shame”. Muzyczne obrazy przemykają tu niczym kadry z filmu. Soczyste brzmienie instrumentów zatapia w sobie wokal Englunda. Świetna linia basu jest podkreślona żarliwym rytmem. Nie ma tu balladowych niuansów, jest twarda ścieżka wypełniona dźwiękami i słowem.
12. „Niech przyjdzie, co ma przyjść. Czuję się, jakby pozostała noc. Niech przyjdzie, co ma przyjść… Przepowiednia… Już się nie boję i wiem dlaczego. W końcu jestem bezpieczny, czas nauczył mnie jak. Byłem bliski załamania, ale zatrzymałem się na swoim miejscu. Moje marzenia rosły powoli, a potem pojawiło się światło…”.
Piękna, spokojna kompozycja, lecz i pełna patosu. Jest balladą ustrojoną w złociste szaty, w delikatność i ogniste moce.
Album „Architects Of The New Weave” posiada jeszcze krążek bonusowy, zawierający dodatkowe utwory „Heights” i „One Heart”, a także miks wydanego wcześniej samodzielnego singla „OXYGEN!” (2025). Znajduje się tu też wersja demo „Longing”, instrumentalna wersja „Leaving The Emptiness”, utwór „One Heart” i koncertowa wersja „Falling From the Sun”.
Najnowszy album Evergrey ma swoją niepowtarzalną tożsamość. Jest mocny i eteryczny, osobisty i uniwersalny w swojej filozofii. Niesie ciężar doświadczeń i płomień nadziei. Bo muzyka ma swoją mądrość i magię, a ta, którą proponuje Evergrey, jest tego dowodem.
