Castanarc - Forged By The Sun

Rysiek Puciato

Jest to dla mnie wielka niespodzianka, tym większa, że naprawdę nieoczkiwana, choć może trafniejszym określeniem było powiedzenie: przegapiona. Dużo nowości, dużo powrotów zespołów, których dawno nie było, wiele wznowień płyt, o których się zapomniało.... Wiele wymówek, by usprawiedliwić to przeoczenie. Choć może elementem łagodzącym będzie fakt, że zespół Castanarc, mimo tego, że istnieje od 1984 roku, a przynajmniej w tym roku nagrał swoją pierwszą płytę pt. „Journey To The East” (notabene jeden z moich ulubionych albumów ze „złotej ery neo proga”) nie należał chyba nigdy do czołówki neoprogresywnych zespołów lat osiemdziesiątych. Nie był wymieniany jednym tchem obok Pallas, Jadis czy Pendragona. I choć w latach osiemdziesiątych wydał jeszcze trzy albumy („Rude Politics” w 1998 r.; składankę „Burnt Offerings” w tym samym roku i „Little Gods” także z tego samego roku), to jednak niezmiernie rzadko było o nim słychać. Potem ni stąd ni zowąd w roku 2021 pojawił się album pt. „The Sea Of Broken Vows”, który według krytyków był zbyt zachowawczy, zbyt bezpiecznie zasklepiony w „klasycznych” dźwiękach neoprogresywnych. I gdy wydawałoby się, że to jednorazowy powrót, 19 maja tego ukazało się kolejne sygnowane nazwą Castanarc wydawnictwo pt. „Forged By The Sun”.

Album został nagrany w tym samym składzie, co poprzedni: David Powell (klawisze), Mark Holiday (wokal), Charlie Morgan (perkusja), Peter Robinson (bas), Neil Duty (gitary). Ponownie płyta zorientowana jest wokół niezwykle melodyjnego wokalu Marka i klawiszowych popisów Davida. Od razu też powiem, że nie wyważa ona żadnych nowych drzwi, nie jest zaskakującym novum, które zmusza do niekończącego się uniesienia, ale wszyscy zwolennicy dobrego, melodyjnego neo proga z nachyleniem w stronę bogatych brzmieniowo i delikatnych zarazem linii syntezatorów powinni być bardzo zadowoleni. Zwłaszcza, że autorzy pokusili się o zaprezentowanie na krążku raptem trzech kompozycji, z których dwie pierwsze trwają odpowiednio ponad osiemnaście i niemal trzynaście minut, a ostatnia sześć. Krótki to album i krótka będzie to recenzja.

Zaprezentowana muzyka zarówno od strony dźwiękowej, jak i treściowej po prostu płynie dobrze znanym nurtem neoprogresywnych kompozycji złagodzonym przez songwriterski charakter wokali. Muzycy starannie unikają niepokojących dźwięków, tak obecnie modnych quasimetalowych solówek i zapraszają do wędrówki znanymi ścieżkami nastrojowych opowieści o życiu, choć trzeba przyznać, że mimo zamierzonego, jak mi się wydaje, nie przekraczania aranżacyjnych granic nie jest to płyta nudna, a pierwsza z kompozycji, tytułowa „Forged By The Sun”, dzięki solo fletu i żywej grze syntezatorów, może się podobać. Jest w tym utworze neoprogresywny feeling, a dzięki dość odważnym (jak na ten krążek) i przeplatającym się solówkom gitary oraz klawiszy cała kompozycja ma odczuwalną pozytywną wibrację. Oczywiście zmieniające się tempa i siła nastroju sprawiają, że osiemnaście minut nabiera charakteru delikatnej suity, a popisy syntezatorów w dziesiątej minucie tylko tę tezę uwiarygodniają.

„Ceasefire For The Innocent” – druga kompozycja z tego krążka - to już utwór nieco bardziej piosenkowy, choć proszę zwrócić uwagę na linię basu. Bas przejmuje tu rolę instrumentu solowego, co przydaje początkowi nieco genesisowskiego charakteru i osadza utwór w latach siedemdziesiątych. A później… a później przez ponad osiem minut słyszymy melodyjną kompozycję miło urozmaicaną przez przeplatające się klawisze i gitarę.

I jeżeli zabrakło Państwu nieco balladowych rytmów, to ostatnia kompozycja – „Cue Rain” – tę „dziurę” zapełnia. Fortepian, nastrojowy wokal, syntezatory w tle, delikatna gitara i… wokalny spacer w otoczeniu kołyszącej aranżacji. Miłe zakończenie tego niespodziewanego dla mnie krążka.

Co w podsumowaniu…? Wszystko jest tak jak ma być na płycie pomyślanej jako niespieszna opowieść nieoglądająca się na muzyczne mody. Castanarc wraca z płytą, która nie sili się na kreowanie nowych stylów czy wymyślnych aranżacji. Właściwie trafniej byłoby powiedzieć, że w ogóle nie sili się na nic. Po prostu nagrał nowy materiał i zaprezentował go światu, nie patrząc czy się to komuś spodoba, czy nie. Jak dla mnie, to miła płyta, która sprawdzi się w letnie popołudnie spędzone gdzieś daleko lub całkiem blisko na całkowitej bezczynności i prostym radowaniu się wakacyjnymi chwilami. Bo przecież to upragnione lato już, już za progiem lub… neo-progiem. Czy tak jest naprawdę - odsyłam pod ten link.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026