Albion - It Was In The Month Of May I

Rysiek Puciato

Tak naprawdę to zauroczyły mnie na tym albumie dwie rzeczy: okładka, która jest niczym jakiś amatorski obraz olejny przedstawiający kwitnące drzewo i… małego psa patrzącego na jej autora oraz to, że pierwszy z utworów wykonany jest w języku walijskim.

Utwór „Mis Mai” to, jak się okazuje, aranżacja wiersza wielkiego walijskiego poety średniowiecznego Daffyda ap Gwilyma celebrującego nadejście wiosny. Delikatna gitara akompaniuje znakomitemu wokalowi Joe Parrish-Jamesa, który oprócz śpiewu gra też na gitarze, mandolinie i flecie i jest byłym członkiem zespołu Jethro Tull. Uprzedzając fakty należy powiedzieć, że gitarzysta Jack Clark, drugi z członków zespołu, jest obecnym członkiem zespołu Jethro Tull.

Co jeszcze mnie urzekło? Oczywiście nieprzypadkowo wybrana nazwa: Albion. Stara, dzisiaj już tylko traktowana jako nazwa poetycka Wielkiej Brytanii. I co ciekawe, nazwa ta ma swoje odpowiedniki z prawie wszystkich językach lokalnych używanych kiedyś, a niekiedy także i obecnie: Alba po szkocku, Albain po irlandzku, Alban po walijsku. Choć pierwszy raz nazwy Albion użyła w I wieku p.n.e. Isidore of Charax, a po niej wielu pisarzy i poetów romantycznych. I oto niemal 2000 lat później czterech młodzieńców założyło zespół, którego sednem miało być: „(…) zachowanie i eksponowanie wiekowych pieśni ludowych i folkloru, zaczerpniętych głównie z tej świętej wyspy, w połączeniu z odrobiną (lub sporą ilością) mitu arturiańskiego, wszystko to maskujące się jako coś nowego, z pomocą nowoczesnej elektryczności i wzmacniaczy, czyli, jak to się mówi, „folk rocka”. A ja bym dodał do tego wyznania jeszcze jedno określenie: prog-folk-rocka. Oczywiście rezultat jest jednak daleki od jakichś historycznych rekonstrukcji i chociaż zespół znany jest z tego, że ma na koncie więcej niż jedno coverowanie lub „interpretowanie tradycyjnego utworu”, muzyka jest (jak sami mówią) oryginalnym przedsięwzięciem, choć mocno osadzonym w tym starszym dziedzictwie. Co zresztą słychać na najnowszym, drugim z kolei, albumie grupy Albion pt. „It Was In The Month Of May I”.

To, że zaczyna się akustycznie i po walijsku jest zręcznym rodzajem „intro”. Gitara i wokal, delikatne akustyczne brzmienie – czegóż trzeba więcej? Zachęcony słuchacz czeka niecierpliwie na kolejną porcję muzyki i… zamiast łagodnych, ogniskowych piosenek otrzymuje utwór „The Green Knight” z gitarą elektryczną i dudniącymi bębnami. Znika akustyczna delikatność, a pojawia się zadziorny prog-folk. Pojawia się flet i drugi wokal w wykonaniu Rhiannon Parrish-James. Rozpoczyna się opowieść o arturiańskiej legendzie – Zielonym Rycerzu, a utwór jest zadedykowany autorowi jednej z wersji tej historii, amerykańskiemu folkloryście i akademikowi Josephowi Campbellowi.

Ale legendy, mity i opowieści to nie jedyny temat kompozycji z tego albumu. „Down With The Hero”, wbrew buntowniczemu tytułowi, brzmi jak radosna, wakacyjna piosenka, której rockowo-folkowa aranżacja łatwo wpada w ucho. Tekst jest przeróbką popularnej opowieści z pieśni ludowej, w której marynarz zabiera kobietę na pokład statku i wzbudza przesądne lęki wśród pozostałych członków załogi, bo przecież kobieta na pokładzie to... A gdzie w grę wchodzą przesądy, to finał jest oczywiście tragiczny, choć sam utwór od strony muzycznej jest, jak wspomniałem, udaną piosenką, która grzmi mocnymi, lecz przyjemnymi riffami i rockową werwą.

Od utworu czwartego pt. „Eldest” wkraczamy na tereny opowieści Tolkienowskich. To długi, ponad ośmiominutowy utwór, który co prawda ponownie zaczyna się akustycznie, ale w miarę upływu sekund powraca na tory prog-folkowe. Utwór inspirowany jest Tolkienowską postacią Toma Bombadila, a opowieść, którą prezentuje, wije się folkowymi dróżkami to stawiając akcent na część instrumentalną, to na wokalną. Momentami można odnieść wrażenie, że aranżacyjnie mamy do czynienia z jakimś tańcem ludowym, co przydaje kolorystyki tej bardzo folkowej kompozycji.

Piosenka „She Is The River” to muzyczne opowiadanie o żonie Toma Bombadila – Goldberry. Jest to wspaniały akustyczny utwór na gitarę i flet z tajemniczym tekstem: „(…) Ona jest władczynią Złotego Poranka, Rosy, Nad Zielenią, Z głosem kwitnącej Wiosny”.

Szósty utwór – „Hymn To Elbereth” - wprost czerpie z Tolkiena i czaruje kołyszącą muzyką przypominającą madrygały i pieśni minstreli, udanie wykorzystując w tym celu współczesne możliwości brzmieniowe.

Przedostatni utwór – „Cherry Hill” - kończy ten „cykl Tolkienowski” tajemniczymi słowy: „(…) Spring is far / And so is home / Yet clouded days / They bring a beauty of their own” (Wiosna jest daleko, A wraz z nią dom, Lecz pochmurne dni, Przynoszą własne piękno). Czy to historia odejścia elfów, czy jakaś inna…? Niech to pozostanie tajemnicą do rozszyfrowania. Muzycznie to kolejny dobry przykład współczesnego prog-folkowego utworu.

Tytuł ostatniego nagrania („Calan Mai”) pochodzi od walijskiego święta 1 maja, które oznacza nadejście wiosny i celebruje urodzajność ziemi. Nie jest niestety zaśpiewany po walijsku, lecz po angielsku. Trochę szkoda, bo byłaby to dobra klamra zamykająca album, ale „ten niedostatek” wynagradza jego żywiołowość i brzmienie przypominające wiejską zabawę, choć nie pozbawiony jest on bardzo ciekawych zwrotów tempa, zmian nastroju (np. mocna gitara o metalowym posmaku w czwartej minucie) i wspaniałych solówek na flecie. Dziesięć minut, jakie trwa ta kompozycja, wydaje się skupiać najlepsze elementy tego krążka w jednym, pokazując z jednej strony jego folkowość, a z drugiej - cały szereg iście progresywnych zabiegów stylistycznych.

Można by podsumować ten album jednym zdaniem: udane połączenie mocnego rocka i łagodniejszych utworów akustycznych, ambitnych aranżacji i muzykalności na wysokim poziomie. A wszystko to sprawia, że ​​album dostarcza wielu fajnych wrażeń. I choć może się wydawać, że to płyta niszowa i nieco retro, to jednak umiejętne połączenie starego z nowym jest bardzo udane. Stare folkowe formuły muzyczne z dokooptowanymi bardzo współczesnymi aranżacjami pełnymi elektrycznych instrumentów i efektów jak najbardziej, rzec by można, spinają się i przynoszą bardzo ciekawy efekt. Polecam.

Dla porządku dodajmy jeszcze, że oprócz wspomnianego wokalisty i instrumentalisty Joe Parrish-Jamesa i gitarzysty Jacka Clarka w skład zespołu wchodzą także Peter Szypulski (bas), Ollie Medlow (perkusja), a w nagraniach uczestniczyła też wokalistka Rhiannon Parrish-James.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026