Już dawno nic mnie tak nie przytłoczyło. Już dawno po wysłuchaniu płyty nie popadłem w marazm, smutek i mentalne zawieszenie. Nie jest to miłe uczucie. Ale szukając pozytywów uświadomiłem sobie, że to przecież nie jest płyta zła. Bo złe (czytaj: słabe) płyty nie wywołują emocji. A ta wywołała. I to jakie! Zdałem sobie sprawę, że to oznaka rzeczy wybitnych. Takich, które nie pozostawiają cię obojętnym. Jedne radują cię swoją muzyką i wprowadzają w zachwyt i euforię, a inne – jak „All Tomorrow’s Darkness” – przygnębiają, dołują, wsysają w krainę melancholii… Dlatego z przyjemnością ogłaszam premierę debiutanckiego albumu brytyjskiego duetu o nazwie Liminal Sky. Album „All Tomorrow's Darkness” ukazał się 19 czerwca br. nakładem wytwórni Karisma Records i w trakcie blisko godziny, na którą składa się 9 piosenek, przemienia smutek, bezsenność i ponurą ciszę w pogrążony w smutku i depresji melancholijny post rock.
Liminal Sky to nowy rozdział w działalności uznanego producenta Jaime Gomeza Arellano (Ghost, Ulver, Opeth, Paradise Lost) i muzyka Daniela Knighta, którzy wcześniej grali razem w brytyjskim zespole Messenger.
Surowa szczerość i ogromny ładunek emocjonalnego smutku przenikają każdy zakątek tej płyty. „All Tomorrow's Darkness” to stan zawieszenia, w którym nadzieja migocze jedynie w krótkich, ulotnych momentach. Bo w przeważającej mierze to album totalnie depresyjny, szary jak błotniste pola nieużytków, a ciężar usłanego skłębionymi gęstymi chmurami nieba przenika do muzyki niczym kolejny instrument. Wystarczy spojrzeć na okładkę płyty i na samotny opuszczony dom w otoczeniu okoliczności przyrody, w których nie ma życia. Pustka. Odosobnienie. Smutek. Melancholia. Ból. Odrętwienie…
Gdy dobrze przysłuchać się muzyce wypełniającej ten album, to bez wątpienia wychwycić można elementy i wpływy twórczości Jeffa Buckleya, Ulver, The Mars Volta, Anathemy, Radiohead, Godspeed You! Black Emperor, Sigur Rós, Talk Talk, Soen czy Leprous. W tym brzmieniowym tyglu mieszają się dźwięki, melodie, frazy i tekstury, zaskakująco tworząc zgrabne i ciekawie skonstruowane piosenki. Już dwa pierwsze, wydane na singlach, nagrania – „Some Other Time” i „A Solitary Future” – a przede wszystkim umieszczony na końcu tytułowe „All Tomorrow’s Darkness”, które zamiast zamykać album radosną nutą, jeszcze bardziej pogrąża się w rozpaczy, jednoznacznie definiują muzykę Liminal Sky. Jest nostalgicznie. Jakby pusto. Szaro. Smutek chwyta za gardło… Emocjonalny wydźwięk utworu „The Weight of Heaven” ujawnia się głównie w refrenie, gdzie smutny, żałobny wręcz, wokal nabiera tempa i ściska słuchaczowi serce. „Algebra Of Unknowing” to kolejny refleksyjny utwór, w którym mocno pobrzmiewa tematyka straty, podkreślana tutaj wyrazistymi dźwiękami saksofonu i smyczków. „Oar to the Mooring” to totalne przygnębienie. Utwór, w którym poziom depresji osiąga chyba swoje apogeum. Zresztą wszystkie utwory wypełniające program płyty „All Tomorrow’s Darkness” są smutne niczym odrętwienie w żałobie i ból miłości, która kończy się bez pożegnania.
Zgodnie ze swoją nazwą zespół zabiera nas w swój świat pod (szarym) niebem, zawieszony między dwoma etapami, zabiera nas do opustoszałych miejsc, które wywołują uczucie niepokoju i nostalgii. Zabiera w przestrzeń pomiędzy dawną a nową tożsamością, w której stare zasady tracą ważność, a nowe jeszcze nie powstały. Dlatego piosenki nie mają tradycyjnego charakteru, poza kilkoma wyjątkami, nie składają się ze zwrotek i refrenów. Są jakby śpiewał je ktoś, kto spędził całe życie w samotności i teraz nie ma z kim porozmawiać. Tu liczy się klimat, atmosfera, mroczny charakter i duch szarych ciężkich chmur na niebie, łez w oczach i kropli deszczu wiszących w powietrzu.
W nagraniach wzięła udział imponująca obsada nordyckich współpracowników, w tym Kristoffer Rygg z Ulver, Anders Møller, Tore Ylwizaker i Ole Alexander Halstensgård, Karin Park (Årabrot), Lars Horntveth (Jaga Jazzist), a także Daniel O'Sullivan, Alicia Nurho i Matt Rozeik, którzy wzbogacają klimat, nie zmieniając przy tym wyjątkowej, przygnębiającej wizji albumu.
„All Tomorrow's Darkness” to melancholijny, depresyjny i ponury debiut: zamknięcie starych rozdziałów, początek nowego świata i dowód na to, że… szare może być piękne.
