Ta płyta to zupełnie inny Neal Morse niż ten, jakiego znamy z albumów Neal Morse Band, Transatlantic czy, jeszcze wcześniej, Spock’s Beard. To muzyka z przeciwnego bieguna niźli materiał z jego tegorocznego albumu „L.I.F.T.”. To także pozycja dość istotnie różniąca się od religijnego singer/songwriterowskiego cyklu, z którego Neal przez lata swojej działalności dał się nam również doskonale poznać (vide – na przykład ubiegłoroczne wydawnictwo „Never Been Down This Road”). Tym razem Neal sięga po totalnie autorską, a przede wszystkim akustyczną, stronę swojej twórczości. Używa wyłącznie swojego głosu, prostego instrumentarium, oszczędnej produkcji odartej z sampli, dogrywek i nakładek oraz udziału innych muzyków. To po prostu najzwyczajniej w świecie akustyczny i solowy Neal Morse sauté w swoim premierowym autorskim repertuarze wykonanym przez naszego bohatera samodzielnie, opatrzonym prostą aranżacją (zazwyczaj sprowadzoną do wyłącznie jednego instrumentu akompaniującego śpiewowi Neala – najczęściej jest to akustyczna gitara, w kilku przypadkach fortepian, a chyba tylko w jednym z nagrań – „Just The Way It Is”, no, może częściowo także w „Melinda” – moje wprawne ucho recenzenta wychwyciło dodatkowo coś na kształt sekcji rytmicznej), a większość materiału powstała dosłownie – jak to mówił w trakcie swojego niedawnego występu w Chrześcijańskim Centrum Nowe Życie w Gdańsku – „w ubiegłym miesiącu”…
No właśnie, płyta „Darkness & Light - Acoustic” po raz pierwszy pojawiła się w sprzedaży podczas wspomnianego występu Neala w Gdańsku. Wtedy też do sprzedaży trafiła jego książkowa autobiografia „Testimony”, o której piszemy w innym miejscu, a więc wieczór 16 czerwca był pod każdym względem wyjątkowym świętem. Niech żałują ci, których tam nie było. Magia, atmosfera uduchowienia, mądre i wzruszające opowieści oraz mnóstwo przepięknie wykonanej muzyki… W programie gdańskiego koncertu, w trakcie którego, oprócz swojego solowego materiału, a także piosenek z dorobku Transatlantic i Spock’s Beard, oczywiście zaprezentowanych w akustycznym anturażu, znalazło się miejsce na dwie piosenki z omawianej dziś przeze mnie płyty – „Guilty Secret” oraz „The Light Has Won The War”.
Na „Darkness & Light – Acoustic” Neal odrzuca ciężkie, złożone orkiestracje progresywnego rocka, by zamiast tego dokonać powrotu do korzeni i osiągnąć niezwykle intymne brzmienie, w którym doskonale sprawdza się jego, mądry, bardzo osobisty przekaz. Z tej podzielonej na dwie części płyty („Darkness” oraz „Light” - każda z nich zawiera po cztery premierowe piosenki) przebija surowość i prostota brzmienia, a nade wszystko emocjonalna szczerość, prawda, emocje, refleksja i wzruszenie.
Tak, ten zawierający nieskomplikowaną muzykę krążek, notabene wydany w zwyczajnym czarno-białym digipaku, to zupełnie inny Neal Morse niż ten, którego progrockowa publiczność kocha najbardziej. Ale dzięki takiej właśnie muzyce, takiej stronie swojej twórczości, Neal po raz kolejny pokazał jak wszechstronnym i utalentowanym jest autorem. A przy tym autentycznym w swojej muzycznej wypowiedzi i do bólu szczerym w artystycznym wyrazie. Pokazał jakim jest szczerym muzykiem. A przy tym prostolinijnym i wrażliwym człowiekiem. Totalnie prawdziwym…, o czym miałem okazję przekonać się osobiście spędzając z nim sporo czasu w trakcie jego pobytu w Gdańsku i prowadząc z nim poruszające rozmowy, w trakcie których przekonałem się, że Neal to człowiek, który swoje emocje, uczucia i przekonania wplata nie tylko w muzykę, którą tworzy, ale też w każdą czynność wypełniającą jego życie i w każde słowo, które wypowiada w trakcie każdej, nawet pozornie błahej, rozmowy. I taka jest też jego nowa płyta – prosta, oszczędna, ale szczera i prawdziwa. Przynosząca nieskończoną ilość dobrych emocji i dająca mnóstwo powodów do przemyśleń i pozytywnych refleksji.
