Liquid Landscape, A – Rogue Planet

Artur Chachlowski

Zespół powstał w 1999 roku w Holandii z inicjatywy braci Nielsa (gitara prowadząca) i Roberta (gitara basowa) van Damów oraz Fonsa Herdera (gitara). Po pracy pod różnymi szyldami (nazwę A Liquid Landscape przyjęto w 2002 roku) i z różnymi perkusistami, w 2007 roku dołączył do nich Coen Speelman. W tym samym roku wydali debiutancką EP-kę „Long Lost Traveler”, która odniosła spory sukces, co w efekcie doprowadziło do podpisania kontraktu z renomowaną wytwórnią Glassville Records. W latach 2012-2016 wydali dwa albumy studyjne: „Nightingale Express” (2012) i „The Largest Fire Known To Man” (2014) oraz EP-kę „Stories Left Untold” (2016). W tamtym czasie zespół często koncertował również, supportując takie zespoły jak Anathema, Marillion, Karnivool, Soen, Thrice, Riverside, Crippled Black Phoenix i wiele innych. Jednak potem przyszło spowolnienie, po latach poświęcania dużej ilości czasu muzyce, inne aspekty prywatnego życia zaczęły stawać się ważniejsze. A kiedy wybuchła pandemia Covid-2, wszystko stanęło w miejscu...

Teraz, po prawie dekadzie milczenia A Liquid Landscape powraca ze swoim trzecim albumem studyjnym zatytułowanym „Rogue Planet”. Premiera cyfrowa zaplanowana jest na 28 maja 2026 roku, a następnie 5 czerwca 2026 roku na winylu i CD  (Glassville Music). Zespół wykorzystał długą przerwę do pracy nad nowym materiałem, co doprowadziło do lekkiego zmodyfikowania brzmienia i poprzesuwania stylistycznych akcentów, co całkiem dobrze odzwierciedlają dojrzałe, starannie dopracowane kompozycje. Jest ich na nowej płycie w sumie 5, choć dwie – „Raven Sonng”  i „Few And Far Between” - rozdzielone są na dwie części oznaczone osobnymi indeksami. I właśnie od „Few And Far Between Part 1” wszystko się zaczyna. Zaczyna się gęstym, intensywnym gitarowym pasażem, do którego w drugiej minucie dołącza wokal i rozpoczyna muzyczną opowieść utrzymaną w duchu późnej Anathemy. Część druga „Few And Far Between” to zmiana klimatu. O ile sześć minut pierwszej części tu była undergroundowo-alternatywa jazda bez trzymanki, to następujące po nich sześć minut części drugiej to rozmyte, oniryczne granie utrzymane jakby trochę w spokojnym, pinkfloydowskim stylu. Duże brawa dla Fonsa za piękne gitarowe dźwięki i melancholijną ścieżkę wokalną.

Następny etap podróży to utwór „Intention” (też trwa sześć minut). Najpierw docierają do naszych uszu nieokreślone głosy z gitarowym podkładem, a po minucie tego rozmytego wstępu wyłania się spokojna, nastrojowa piosenka, która dopiero w swoim finałem tryska energią i głośniejszymi dźwiękami.

Jeżeli bylibyśmy posiadaczami płyty winylowej trzeba byłoby teraz odwrócić dysk na stronę B. A  rozpoczyna ją nagranie „Consequence” – o wiele bardziej żywiołowe niż zakończenie strony A, choć do ekstremalnego poziomu, czy do dźwiękowego chaosu, czy, w ogóle, jakiegoś zawrotnego tempa, jest bardzo daleko. Nad wszystkim unosi się klimatyczna melodia, przyjemna, surowo brzmiąca solówka gitary i… niespodziewanie po czterech minutach, kiedy już wybrzmią śpiewane przez Fonsa Herdera słowa:

And in this eventide

I may have stumped myself

I’m stuck between a mirage and me

I dreamt a dream bigger than me…

…melodia nagle urywa się i przez kilkadziesiąt sekund słyszymy cichy pozamuzyczny rozgardiasz dźwiękowy (głosy w oddali, kroki, ni to rozmowy, ni to krzyki).

Najwyższy to czas, by rozpoczęła się pieśń o kruku… A właściwie rozmazana, rozmyta, trzyminutowa gitarowo-wokalna impresja. To nie piosenka. To przygotowanie. To właściwie wstęp do drugiej części „Raven Song Part 2”, która urasta do miana najmocniejszego punktu programu całego albumu. To utwór z gatunku takich, które długo się pamięta. Zespół A Liquid Landscape wznosi się w nim na wyżyny i myślę, że jeśli w  tym momencie znalazłby się jakiś słuchacz nie do końca jeszcze przekonany, to po wysłuchaniu tego właśnie nagrania nie będzie już miał żadnych wątpliwości, że warto sięgnąć po tę płytę.

Ale to jeszcze nie koniec, bo na finał holenderscy muzycy przeznaczyli najbardziej epicki, najlepiej wpisujący się w progresywno-rockowe kanony, blisko dziesięciominutowy utwór „Virgo Calling”. Rozpoczyna się spokojnie i łagodnie, lecz z każdą minutą nabiera mocy i tempa, by w końcówce przeobrazić się w ciężką jak czołg dźwiękową machinę roztłukującą w drobny mak wszystko co napotyka na swojej drodze.

Łącząc charakterystyczną artrockową wrażliwość z wyraźnym ukłonem w stronę rocka alternatywnego  A Liquid Landscape  kreuje na „Rogue Planet” tekstury cięższe niż w przeszłości, a także przedstawia bardziej bezpośrednią ekspresję, nie rezygnując przy tym z tego wszystkiego, w czym zawsze był dobry: z kreowania onirycznej atmosfery i gęstego, opartego na brzmieniu gitar, (art)rocka. Wydaje mi się, że zespół w ogóle nie używa instrumentów klawiszowych. Żadnych syntezatorów, żadnych sampli, zero loopów. Czyste gitarowe, a przy tym jakże klimatyczne, granie…

Jeszcze ciekawostka związana z tytułem płyty. Nawiązuje on do znanego w astronomii zjawiska ‘planet samotnych’. Są to obiekty o masie planetarnej, które przemierzają przestrzeń międzygwiezdną samotnie, nie będąc powiązane grawitacyjnie z żadną gwiazdą. Szacuje się, że w naszej galaktyce mogą istnieć ich miliardy lub biliony. Koncepcja ta jest mocną metaforę kondycji współczesnego człowieka i stanowi punkt wyjścia do literackiej warstwy nowego albumu.

„Spotkałem się z terminem ‘planeta samotna’ w specjalnym wydaniu National Geographic i od razu ten koncept do mnie przemówił. Ma w sobie coś tak opustoszałego, tak kruchego, a jednocześnie niebezpiecznego i potencjalnie wrogiego. Utkwił mi w pamięci i kiedy nadszedł czas, aby dokończyć teksty, zacząłem używać go jako metafory stanu współczesnego świata – naszego społeczeństwa, takiego, jakie jest dzisiaj”. — mówi wokalista, autor tekstów i gitarzysta Fons Herder. I kontynuuje: „W erze, w której świat jest bardziej połączony niż kiedykolwiek, wciąż dominuje poczucie izolacji. ‘Planeta samotna’ odzwierciedla ten paradoks: jest zarówno ostrzeżeniem, jak i cichym światłem, równoważąc wątki rozczarowania, egzystencjalnego dryfowania i kruchej nadziei”.

Muzyka na „Rogue Planet” jest dobrym przykładem udanego mariażu undergroundowego rocka progresywnego i rocka alternatywnego. Niezależnie od tego, czy jest się wieloletnim fanem, czy dopiero poznaje się twórczość A Liquid Landscape, premiera płyty „Rogue Planet” jest dobrym pretekstem, aby zwrócić uwagę na tę holenderską grupę i dać jej szansę, uważnie zapoznając się z zawartością nowego krążka. Niedużo na niej muzyki (41 minut), ale pozytywnych wrażeń bez liku…

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026