mlwz - edunitsky - baner - motyl

Era – VIII

Maciej Niemczak

Są takie powroty, które nie przypominają zwykłego otwarcia drzwi po latach milczenia. One wyglądają jak odsłonięcie dawno zapomnianej świątyni, w której kurz nie osiadł, bo czas bał się wejść do środka. „ERA VIII” jest właśnie takim powrotem — cichym, ale monumentalnym, jakby Eric Lévi przez te wszystkie lata nie tyle milczał, co gromadził światło, by teraz zbudować z niego katedrę. Dziesięć lat po „The 7th Sword” wraca z albumem, który nie próbuje niczego udowadniać. On po prostu istnieje — jak coś, co było, jest i będzie, niezależnie od mód, trendów i przemijania.

Lévi powiedział przed premierą, że ten album narodził się z kontrastów — potęgi i gracji, ciemności i światła, hard rocka i muzyki sakralnej. I rzeczywiście, „ERA VIII” jest jak architektura zbudowana z dwóch żywiołów, które nie powinny się spotkać, a jednak tworzą jedną, spójną całość. Gitary są tu twardsze, bardziej zdecydowane, sekcja rytmiczna — nagrana w Abbey Road i AIR Studios — uderza z precyzją gromu, a jednocześnie nie zagłusza tego, co w projekcie ERA najważniejsze: mistycznej, neoklasycznej przestrzeni, w której każdy dźwięk ma swoje miejsce, a każdy akord niesie w sobie oddech czegoś większego niż człowiek.

W tle tej katedry stoją ludzie, których nazwiska nie zawsze trafiają na okładki, ale bez których to światło nie miałoby takiej mocy. Perkusję nagrał Barney Watson, gitarowe ściany współtworzył Laurent Tournier, a chóry — te monumentalne, sakralne, niosące echo dawnych epok — zaśpiewali wokaliści Opéra National de Paris, wzmocnieni przez gregoriańską sekcję Jean‑Luc Lemoine’a. Smyczki dograła London Contemporary Orchestra, dzięki czemu album brzmi jak film, którego jeszcze nie nakręcono, ale który już istnieje w wyobraźni.

To wszystko sprawia, że „ERA VIII” staje się naturalnym pomostem między największymi projektami gatunku. Słychać tu sakralną potęgę Gregorian, mistyczną elektronikę Enigmy, neoklasyczną dramaturgię Lesiëm, a momentami nawet symfoniczny rozmach Nightwish czy Within Temptation. A jednak ERA pozostaje sobą — francuskim, neoklasycznym, pełnym światła i mroku projektem, który nie ma odpowiednika na współczesnej scenie.

Album otwiera „The Fallen King”, powolne podnoszenie ciężkich, spiżowych wrót do zapomnianego królestwa. Monumentalne chóry mieszają się z nisko nastrojonymi riffami, tworząc opowieść o upadku, który nosi w sobie znamiona chwały. To nie jest zwykły wstęp — to wejście do świata, który istnieje równolegle do naszego, gdzieś między średniowieczną katedrą a futurystycznym sanktuarium. Lévi mówił kiedyś, że chciał, by „ERA VIII” brzmiała jak katedra zbudowana ze światła i stali. I dokładnie tak brzmi.

„Everything’s Gonna Be Alright” jest jednym z najbardziej zaskakujących momentów albumu. Lévi bierze znany, popkulturowy motyw i przepuszcza go przez własną duchowość, tworząc hymn, który unosi się ponad chmurami. To nie jest cover — to transfiguracja. Melodia, którą wszyscy znamy, nagle staje się modlitwą o nadzieję. W tle słychać subtelne, sakralne harmonie, a solowe wokale brzmią jak głos człowieka, który po długiej nocy wreszcie widzi świt.

„Will You Call My Name” przynosi pastelową intymność. Głos solistki unosi się nad przestrzennymi plamami klawiszy, jakby zadawał pytanie, które rozbrzmiewa w pustce, szukając drugiego człowieka. To jeden z tych utworów, w których ERA przypomina, że jej siła nie leży wyłącznie w monumentalności, ale także w kruchości. Lévi mówił w jednym z wywiadów, że to najbardziej osobisty album od czasu pierwszej ERY. I tu to słychać.

A potem przychodzi „Not You Again” — serce albumu, faworyt kompozytora, utwór, który powstawał najdłużej. Surowa energia gitar i perkusji ściera się tu z potężną, gregoriańską ścianą dźwięku. To muzyczna bitwa aniołów z demonami, w której nie ma zwycięzców — jest tylko napięcie, które trzyma słuchacza w bezruchu. To właśnie tutaj Lévi najodważniej wprowadza elementy symfonicznego metalu, nie tracąc nic z sakralnego charakteru projektu.

„Not This Time” przyciemnia przestrzeń, wprowadza gotycki chłód, który tnie powietrze jak ostrze. „Sempire Deo” to powrót do korzeni — łacińskie frazy, monumentalne chóry, wzniosłość, która sprawia, że słuchacz mimowolnie podnosi wzrok, jakby nad nim naprawdę znajdowało się sklepienie niewidzialnej katedry. To utwór, który mógłby znaleźć się na pierwszych płytach ERA, ale brzmi nowocześniej, pełniej, dojrzalej.

„Will You Call My Name (Remix)” jest ukłonem w stronę elektronicznych korzeni projektu — pulsujący beat, głęboki bas, mistyczny wokal osadzony w klubowej przestrzeni. To dowód, że ERA potrafi być jednocześnie sakralna i współczesna. „Time for the Braves” i jego akustyczna wersja tworzą piękną dylogię o odwadze — jedna naga, krucha, druga pełna symfonicznej furii. Lévi powiedział o tym utworze, że to pieśń o ludziach, którzy idą naprzód, nawet gdy wszystko wokół nich się wali. I rzeczywiście — to muzyka o odwadze, która nie krzyczy, ale trwa.

Finałowy „Freedom” jest jak oczyszczenie. Dźwięki powoli gasną, rozpuszczając się w oceanie spokoju. To utwór o uwolnieniu — od lęku, od ciężaru, od ciemności. Lévi skomentował go krótko: „Freedom jest o tym, że nawet w największym chaosie można znaleźć światło.” I to światło zostaje w człowieku długo po tym, jak muzyka ucichnie.

„ERA VIII” to album, który nie próbuje nikogo przekonać do swojej wielkości. On po prostu nią jest. To dzieło totalne, dojrzałe, świadome, w którym każdy element — od kompozycji, przez produkcję, po dramaturgię — pracuje na jedną, spójną wizję. Lévi udowadnia, że wciąż potrafi łączyć sacrum z nowoczesnością, że potrafi budować muzyczne katedry z dźwięku, światła i stali. To album, którego nie wolno słuchać w pośpiechu. Trzeba założyć dobre słuchawki, zamknąć oczy i pozwolić, by te potężne chóry, te surowe gitary i ta krystaliczna produkcja pochłonęły nas całkowicie. Bo „ERA VIII” nie jest tylko muzyką. To doświadczenie. To rytuał. To powrót do świata, który nigdy naprawdę nie zniknął — tylko czekał, aż znów będziemy gotowi wejść do środka.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026