Ta płyta jest niczym teatralna opowieść o nauce, fantazji i pewnej enigmatycznej postaci. Każdy z utworów jest rozdziałem opowiadającym historię z jednej strony opartą na życiu owej postaci, a z drugiej - wybiegającym gdzieś poza fakty, poza to, co realne i „przyziemne” w kierunku fantastycznej wizji zanurzonej w historie pradawnej Irlandii z jej folklorem, baśniowością i niesamowitością. W historie człowieka przesadnie racjonalnego z jednej strony i wierzącego, że legendy i mity Irlandii nie są tak do końca tylko bajkami.
Ale najpierw wprowadźmy bohaterów tego teatralnego spektaklu. Oto bohater główny – pra-wzór historii zaśpiewanych na tym krążku – doktor medycyny William Wilde (nota bene ojciec Oscara Wilde’a). To postać prawdziwa. Irlandzki chirurg otolaryngolog i autor znaczących prac z zakresu medycyny, archeologii i folkloru, zwłaszcza dotyczących jego rodzinnej Irlandii. Jako lekarz prowadził własny szpital, Szpital Okulistyczny św. Marka ds. Chorób Oczu i Ucha, w Dublinie i został mianowany naczelnym okulistą królowej Wiktorii. Będąc u szczytu sławy został oskarżony o gwałt na jednej z pacjentek. W wyniku przegranego procesu wycofał się z życia publicznego i zawodowego i przeniósł się na zachód Irlandii do hrabstwa Galway, gdzie zbudował dom Moytura z widokiem na jezioro Lough Corrib w Connemara. Oprócz nauki, Wilde był jednym z największych znawców irlandzkiego folkloru, a jego życie (pełne paradoksów) sprawiało, że oto był zwolennikiem medycyny opartej na dowodach, z drugiej jednak strony, w swoich pracach o mitologii, zalecał metody ludowe. Był rozdarty pomiędzy zdrowym rozsądkiem i empirycznie sprawdzonymi praktykami w prowadzeniu szpitala a wiarą w wydarzenia mitologiczne, takie jak bitwa pod Moyturą w 3303 r. p.n.e. I właśnie owo rozdarcie pomiędzy dwiema stronami jego osobowości stało się punktem wyjścia do powstaniu najnowszego krążka grupy Argos pod tytułem „Doctor Wilde's Twilight Adventure”. Rozdarcie pomiędzy tym, co realne, namacalne i tym, co romantyczne, celtyckie mitologiczne, a co pewnie dzisiaj określilibyśmy jako hobby, które wykracza poza zwykłe zainteresowanie i entuzjazm, a wkracza na teren wiary. Ponadto nowa płyta Argos to także opowieść o skomplikowanych losach Wilde’a: praca, oskarżenie o gwałt na pacjentce, wycofanie się z (co by nie powiedzieć) dość hulaszczego życia.
Czas na bohatera numer dwa. To legendarny północnoirlandzki zespół progrockowy Fruupp, który istniał w latach 1971-1976 i wydał cztery albumy studyjne oraz dwa koncertowe. Styl muzyczny tej grupy określa się następująco: „(…) Fruupp prezentuje wielką dojrzałość kompozytorską, łącząc różne style i prezentując bogactwo instrumentów oraz zmieniającą się atmosferę: klasyczną z obojem, ludową z gitarami akustycznymi i symfoniczną ze współgraniem gitary elektrycznej i organów”. To ten zespół i jego niezrealizowany w 1976 roku plan dotyczący powstania albumu opowiadającego o doktorze Wilde stał się przyczynkiem do powstania albumu grupy Argos. Dodajmy tutaj, że tytuł tego zapowiadanego albumu grupy Fruupp był dokładnie taki sam, jak tytuł krążka zespołu Argos. Co więcej, ta kontynuacja oraz użycie tego samego tytułu spotkało się z pełnym poparciem żyjących członków zespołu Fruupp - Vincenta McCuskera, Stephena Houstona i Martina Foye’a. A cały album został zadedykowany Peterowi Farrelly’emu i Johnowi Masonowi – nieżyjącym członkom tego bandu.
Czas na bohatera numer trzy. To Robert Cochrane urodzony jako Roy Bowers - angielski okultysta, założyciel tradycji czarnoksięstwa wiccańskiego znanej jako Klan Tubala Kaina. A zarazem autor wierszy o doktorze Williamie Wilde’dzie. Jego twórczość posłużyła grupie Argos jako podstawa do stworzenia tekstów.
Czas na muzykę. I to najwyższy, bo tym razem dostaliśmy do rąk album niezwykle wyrafinowany, niezwykle pedantycznie przygotowany, zaaranżowany i nagrany. Dostaliśmy album, który nie kusi, nie przywołuje jakąś specjalną muzyczną mieszanką. Dostaliśmy osiem niezwykle wysublimowanych utworów, które powinny zachwycić bogactwem instrumentów, idealnym wpasowaniem się linii wokalnych i melodii oraz zauroczyć tych, którzy poszukują szalenie inteligentnie skonstruowanej płyty z pogranicza rocka progresywnego, art rocka i czegoś, co pozwolę sobie nazwać rockiem „teatralno-atmosferycznym”. Dorzucę do tych określeń jeszcze delikatny jazz rock. Otrzymaliśmy po prostu kolejny album, który w roku 2026 może śmiało stać się jednym z najważniejszych wydawnictw płytowych.
Bo i zespół Argos nie jest jakimś nowicjuszem na crossoverowej scenie progresywnej. Ma w swoim dorobku siedem płyt długogrających, z których pierwsza („Argos”) ukazała się w roku 2009, a ostatnia („Halfway Between Heaven And Mirth”) w 2024. W skład zespołu wchodzą: Thomas Klarmann (bass, klawisze, wokal, gitary, flet), Robert Gozon (wokal, klawisze), Bogáti-Bokor Ákos (gitary), Ulf Jacobs (perkusja) i dodatkowo w nagraniach udział wzięli: Martin Foye (Fruupp) (perkusja), Alexei Tolpygo (skrzypce), Marek Arnold (Seven Steps To The Green Door, Cyril, Toxic Smile, Damanek, U.P.F.) (saksofon). Argos eksploruje muzyczny krajobraz silnie inspirowany klasycznym symfonicznym rockiem progresywnym z tendencjami w kierunku folku, jazzu i popu – przy czym te współczesne detale muzyczne stanowią kluczowy składnik. A na najnowszym krążku wszystko to i jeszcze więcej słychać w zwielokrotnionym stopniu.
Opowieść nr 1 – „(…) Here's a man in the prime of life / Seeking progress in so many ways / A doctor, strangely strange / His fortune's soon to change” (Oto mężczyzna w kwiecie wieku / Szukający postępu na wiele sposobów / Lekarz, dziwnie dziwny / Jego los wkrótce się odmieni).
Jakże niezwykle, jakże rockowo rozpoczyna się pierwszy utwór – „A Doctor Strangely Strange”. Pełno tu przeplatających się akordów gitary, które wraz z niestandardowymi instrumentami, jak choćby skrzypce, tworzą rozwijający się dywan dźwięków zahaczających o lekką jazzową improwizację. Słychać refren, którego nie powstydziłby się zespół indierockowy. I niesamowicie brzmiącą jazzową improwizację, która w połączeniu takingheadowskim wokalem nadaje utworowi międzystylową wielowymiarowość.
Opowieść nr 2 – „(…) The stars are ghosts, the moon a lie / And still the weaves continue by / In tides of grief, I disappear / A silent drift through endless years” (Gwiazdy są duchami, księżyc kłamstwem / A sploty wciąż trwają / W falach żalu znikam / W cichym dryfowaniu przez niekończące się lata).
Fortepian i głos wymijają się w opowiadaniu o drugiej stronie marzeń. O świecie poza światem, o żeglowaniu poza granicami tego, co realne i naokoło. „Sea’s Lament” – to wspaniała ballada z brzmiącą niczym dudniące kroki w nieznane perkusją i cichymi dźwiękami skrzypiec.
Opowieść nr 3 – „(…) Behold the man, now fallen down / A father to a son / Whose grand descent did echo his / As if his race was run” (Oto człowiek, teraz upadły / Ojciec syna / Którego wielkie pochodzenie było echem jego / Jakby jego bieg dobiegł końca)
Pod płaszczykiem lekkości utwór „Under The Influence” kryje opowieść o upadku na skutek posądzenia o gwałt. Od strony muzycznej to zachwycający, lekki i niemal popowy utwór z bardzo charakterystycznym solo gitary w drugiej minucie. Nie brakuje mu jednak tego, co sprawia, że ta płyta co raz zaskakuje. Flirty aranżacyjne z jazzem, popem i rockiem czynią z tego utworu i z całego albumu niezwykle inteligentne wydawnictwo zmuszające do uwagi. Na instrumentach perkusyjnych w utworze tym pojawia się Martin Foye z grupy Fruupp.
Opowieść nr 4 – „(…) The purpose of closure / of samll dry tympanic / membrane perforations / is to restore the continuity / of the tympanic membrane / in order to improve hearing / and decrease the incidence / of middle ear infections” (Celem zamknięcia / małych suchych perforacji błony bębenkowej / jest przywrócenie ciągłości / błony bębenkowej / w celu poprawy słuchu / i zmniejszenia częstości / infekcji ucha środkowego).
Powyższe to fragment recytacji, która pojawia się na początku instrumentalnego, najbardziej niesamowitego, utworu z płyty - „Aural Surgery”. To muzyczna opowieść o zabiegu chirurgicznym pełna wielu wstawek pochodzących zarówno z jazzu, jak i muzyki improwizacyjnej. To zarazem cztery minuty sprawdzianu z naszych możliwości wyobrażeniowych… Czy tak moglibyśmy opisać operację chirurgiczną?… Czy tak „brzmi” zabieg z punktu widzenia brudnego, codziennego życia?...
Opowieść nr 5 – „(…) A theft in silence, born of greed / By hunger so inspired / What will not yield, the ether bends / To match the souls's desire” (Kradzież w ciszy, zrodzona z pożądania / Wzmożona głodem / Co nie ustąpi, eter pomoże / Aby sprostać pragnieniom dusz).
Muzyczna strona tej opowieści nie współgra z opowiadaną historią. To historia gwałtu z użyciem eteru. To historia upadku profesjonalizmu wobec pożądania, historia utraty zaufania w relacji lekarz-pacjent. To fortepianowa miniatura z niemal melorecytującym wokalem. Dodatkowe solowe wątki sprawiają, że fortepianowa sztywna opowieść staje się jeszcze bardziej niesamowita. I niczym żałobny hymn brzmi sekcja skrzypcowa w końcówce.
Opowieść nr 6 – „(…) From one lone letter came the law / Then laughter, chasing tears / Absurdity soon followed close / Her face a mask of fears” (Z jednego samotnego listu powstało prawo / Potem śmiech, goniący łzy / Wkrótce absurd podążył tuż za nimi / A jej twarz była maską strachu).
„Speranza” to zarazem tytuł utworu i imię bohaterki oskarżającej doktora Wilde’a o gwałt. Historycznie nie wiadomo czy to było bohaterstwo w ukazywaniu zła, czy niesłuszne oskarżenie. Muzycznie to najbardziej niepokojąca kompozycja z tego krążka. Niepokojąca dźwiękami pomieszanymi z mocniejszymi pasażami syntezatorów i jazzrockowymi aranżacjami z niesamowitą grą gitary. Jest to zarazem najdłuższy i najbardziej rozbudowany utwór z tego wydawnictwa ujawniający maestrię kompozycyjną zespołu. Szczególnej uwadze polecam saksofonowe solo w wykonaniu Marka Arnolda.
Opowieść nr 7 – „(…) A farthing for your pain, dear girl / A farthing for your pain / Your sufferiing, hushed to silence all / Your shame, their small refrain” (Grosz za twój ból, droga dziewczyno / Grosz za twój ból / Twoje cierpienie, uciszone, by uciszyć wszystkich / Twój wstyd, ich mały śmiech).
Nie wiemy jak się skończyła historia Speranzy. Muzyczny opis w utworze „A Farthing As Reward”, w dalszym ciągu spokojny, nieco zasmucony na początku, objawia swoje aranżacyjne współczucie wyrażone mocniejszymi orkiestracjami skrywającymi się za grą syntezatorów. To zarazem najbardziej progresywny utwór z płyty wymieszany z nieco żałobnym brzmieniem sekcji smyczkowej i niezwykłymi solówkami gitary. Przez prawie osiem minut mamy do czynienia z przeplatającymi się stylami, które oddzielają solowe popisy muzyków. Perfekcja aranżacyjna.
Opowieść nr 8 – „(…) When memories arise / Drawn from another life / Just like the paint, scatterred wide / The gate is now cvlosed / Doors slammed in the brightest sun / Passions died, does the mood reside” (Gdy wspomnienia się budzą / Te z innego życia / Tak jak farba, zamalowująca wszystko / Brama jest teraz zamknięta / Drzwi zatrzaśnięte w najjaśniejszym słońcu / Namiętności umarły, czy pozostaną wspomnienia).
Po oskarżeniach Speranzy dr Wilde wycofał się życia i zamieszkał w domu na „skraju świata”. Czy pogrążył się w świecie, tak lubianych, mitów i legend…? Ostatni utwór z niesamowitego krążka grupy Argos nosi tytuł „Moytura House”. Jest to doskonałe zwieńczenie opowieści o losie realisty i marzyciela, doktora i przestępcy. Nagromadzenie melodii, wielość stylów i szeroki wachlarz muzycznych wątków prowadzą tę dziewięciominutową kompozycję różnorodnymi drogami. Całości towarzyszy niezwykły spokój wokalny i całkowite panowanie nad wycyzelowanymi partiami instrumentów.
Nie wspomniałem tu jeszcze o artrockowym, teatralnym podejściu do prezentowanych opowieści i korespondującej z nim muzyki. Słowa, teksty i muzyka współgrają ze sobą tworząc przedziwny spektakl słowno-muzyczny. Spektakl doskonały od strony aranżacyjnej, inteligentny od strony instrumentalnej i fascynujący od pierwszego dźwięku. To nie tylko doskonała opowieść o losach doktora Wilde’a, ale też nietuzinkowe, prawie doskonałe wydawnictwo, które brzmi perfekcyjnie, inteligentnie i wciągająco. I tylko trzeba spróbować się o tym przekonać. Na mojej półce ta płyta jest bardzo wysoko.
