Gil Galad - The John Walker Imaginarium-Time Shift

Rysiek Puciato

Pewnie znane jest Państwu powiedzenie, że życie ludzkie jest często gotowym scenariuszem na film, gotową opowieścią, po którą trzeba tylko sięgnąć. Gdyby lekko osłabić to powiedzenie, to można by zgodzić się także na takie: życie ludzkie i jego losy są często przyczynkiem do  zbudowania własnego świata, są przyczynkiem do wykreowania szeregu innych opowieści o losach jednostki. Do stworzenia własnego imaginarium, świata, który istnieje tylko i wyłącznie w naszej świadomości. Nieumiarkowane budowanie i obwarowywanie się takim światem może być szkodliwe, lecz próby pozwalające na lekki odskok od „realnej rzeczywistości” są jakże często wykorzystywane do nabrania przysłowiowego oddechu. W świecie nowych produkcji muzycznych także mamy takie przykłady: projekt Imaginaerium Clive’a Nolana, ostatnia płyta zespołu Argos, a częściowo także dwupłytowy album zespołu Legacy Pilots, a teraz do tego grona dochodzi kolejny pt. „The John Walker Imaginarium – Time Shift”. Album nagrany przez zespół Gil Galad. Czy zetknęli się już Państwo z grupą o takiej, nieco dziwniej, nazwie? Ich najnowsza produkcja to już drugi album. Inspiracją do jego powstania było życie wynalazcy i naukowca Johna Walkera.

John Walker urodził się w 1781 roku w Stockton jako trzeci syn lokalnego kupca spożywczego i handlarza winem, również o imieniu John. Jego ojciec prowadził sklep spożywczy przy High Street i dzięki niemu mógł wysłać Johna Walkera Juniora do Stockton Grammar School. Zdobył wykształcenie w zakresie chemii, mineralogii i botaniki i początkowo marzył o zostaniu chirurgiem. Jednak zawód chirurga był dla niego zbyt wymagający i został hurtownikiem leków. W tym okresie życia Johna Walkera dokonywano nowych odkryć w dziedzinie wytwarzania światła. Praca Walkera jako niezależnego chemika pozwoliła mu eksperymentować z chemikaliami i materiałami wybuchowymi, a także rozpoczęła poszukiwania sposobu na bezpieczne i łatwe rozpalanie ognia. W 1826 roku przypadkowo stworzył swoją pierwszą zapałkę cierną, gdy otarł drewniany patyczek, którego używał do mieszania chemikaliów, o palenisko w domu, i ten się zapalił. Udoskonalił formułę chemiczną i 7 kwietnia 1827 roku sprzedał swoje pierwsze pudełko zapałek ciernych w swoim sklepie. Walker nie opatentował swoich zapałek, nawet po namowach słynnego naukowca Michaela Faradaya. W rezultacie inni wynalazcy mogli wykorzystać jego wynalazek i stworzyć własne zapałki. I tak wynalazca i naukowiec został z niczym. Nie odtrąbiono żadnego sukcesu, nie chełpił się glorią chwały. To jego życie rozpościerające się pomiędzy codzienną pracą, pasją wynalazcy, naukowymi recepturami i niezaradnością w zabezpieczeniu własnych pomysłów jest przyczynkiem, na bazie którego powstał najnowszy album Gil Galad.

Oś grupy Gil Galad tworzy trzech muzyków: Paul Dobson na gitarze, Nev Tobin na wokalu i pełniący funkcję narratora oraz Kev Stevens na perkusji. Cała trójka gra również na innych instrumentach, a goście w różnych momentach albumu dorzucają swoje trzy grosze. A najnowsze dzieło to ponad osiemdziesiąt minut muzyki, która po prostu opowiada historie, nie siląc się na żadne wymyślne aranżacje. Skupia się na narracji i budowaniu atmosfery rodem z najlepszych lat muzyki neoprogresywnej. W efekcie mamy taką „domową opowieść muzyczną” o świecie, ludziach i ich problemach, której proszę nie mylić z czymś przestarzałym, nudnym lub niepotrzebnym. Wśród czternastu utworów znajduje się szereg niezwykłych perełek, a i innym nie można nic zarzucić, bowiem brzmią bardzo profesjonalnie, stosując całą możliwą gamę progresywnych sztuczek aranżacyjnych.

I choć mniej więcej w połowie pierwszego utworu pojawia się improwizujący fortepian, a zaraz za nim syntezatory rozpoczynają swoje popisy solowe, to całość kompozycji „Prisoners In Time” zachwyca od pierwszej chwili dźwiękami, które doskonale znamy. I ten zachwyt trwa przez całe sześć i pół minuty, choć na końcu tykające zegary przypominają, że to koniec opowieści o więźniach czasu.

Czy warto być naukowcem czy filozofem? Czy dociekać, dodawać i odejmować, czy tworzyć myślowe konstrukcje opisujące metafizyczne oblicze rzeczywistości? Proszę posłuchać muzycznej odpowiedzi na to pytanie. Niezwykła nastrojowość i atmosfera uwodzą. „We Are Scientists Not Philosophers” – to kolejna wspaniała kompozycja z tego krążka wkraczająca w świat kołyszących rozmyślań nad losem człowieka i tylko trzeba wybrać opcję: naukowiec czy filozof.

Żyjemy w wymiarze 2D, czy też poza jego ograniczeniami? To temat przewodni kompozycji „The Traveller - Alternative Destiny” kipiącej brzmieniami z lat osiemdziesiątych, połamanymi rytmami i piękną gitarą. I do tego nieco przetworzony wokal, który brzmi jak głos podróżnika nieco zagubionego w kosmosie, w alternatywnej rzeczywistości, może tej „3D”?...

Od utworu „A Chance To Speak” – krótkiego, melodyjnego i bardzo romantycznego – rozpoczynają się kolejne etapy zaznajamiania słuchacza z imaginarium zespołu. Pojawia się jakby Gilmourowskie solo w utworze „The Watchers”. Instrumentalny „Escape From York” wybrzmiewa elektroniką w stylu Tangerine Dream i powtarzającym się riffem gitary. Marszowa perkusja w utworze „A Walk In The Woods” z gościnnym udziałem wokalistki Linzi Hunter (brzmiącej niczym Kate Bush) czaruje. Wreszcie w „Dreams Of Samira” (o lekko bluesowym zabarwieniu) słychać, że zespół bawi się muzyką, że wszyscy jego członkowie lubią ze sobą grać.

Proszę wsłuchać się w dudniącą perkusję w utworze „The Burghers” i brzmienie gitary w jego początkowej części. Elektroniczne dźwięki, lekko synthpopowa elektronika i, jednak, wciągający aranż. Zwolennikom grupy Genesis z lat siedemdziesiątych powinna się spodobać kompozycja „Before Today Is Yesterday” z jej liniami wokalnymi i sposobem gry.

Dziesiąty utwór – „Darkened Embers Of Suspician” – zasługuje na specjalną uwagę. Przedstawione imaginarium rozszerza się na „inne światy”. Wycie wilka, melodeklamacje, posmak horroru, tajemnicy. Lekko gotyckie brzmienie i łagodne murmurandum przecinane krzykiem i łagodnie brzmiącą linią fortepianu. Po „horrorze” zespół wraca na dobrze znane tory melodyjnego rocka. Utwór „The Strange Long Night” brzmi romantycznie, brzmi niczym romans opowiadany z całym emocjonalnym oddaniem.

„The Storm” to, obok wcześniejszego „Escape From York” i ostatniego na płycie „The Nature Of Time”, kolejny utwór instrumentalny. To pokaz umiejętności technicznych poszczególnych członków zespołu. Każdy z nich ma swoje przysłowiowe pięć minut. I każdy z nich wykorzystuje je, wspaniale obrazując szaleństwo morza podczas sztormu i jego żywiołowość.

Album kończy wspomniany trzeci utwór instrumentalny – „The Nature of Time” z fortepianowym intro, które przeobraża się w przewodnią linię melodyjną z syntezatorowymi smaczkami pełnymi harmonii i medytacyjnym charakterem. Jest to wspaniały utwór kontemplujący czas, jego upływ i zmiany, jakie w jego wyniku powstają na tle epickich orkiestracji i wspaniałych smyczków.

Czternaście utworów opisujących podróż w świat wyobraźni, w świat wymyślony przez spragnionych odmiany twórców. To wyprawa w świat zainspirowany przez losy wynalazcy zapałek Johna Walkera, który posłużył zespołowi Gil Galad za punkt wyjścia w muzycznej kreacji. Mądrość, biznesowe poukładanie z jednej strony oraz niezaradność i marzenia - z drugiej. To rozdwojenie, tak ciągle obecne wszędzie, i próba ucieczki w lepszy świat marzeń, wypełniają przesłanie tego albumu. Może więc warto się otworzyć i spróbować czy tak opisany świat będzie pasował do naszych osobistych marzeń? A jeśli komuś opowiedziane tutaj historie się spodobają, to zachęcam do sięgnięcia też po pierwszy album zespołu  - „A Record Of The Unworldly And The Strange”, który ukazał się całkiem niedawno, bo w 2024 roku.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026