Trouble Notes, The - Mnemorith-Echoes Of Eldbriaris

Rysiek Puciato

Na początek proponuję migawkę z historii zespołu: „(…) Historia The Trouble Notes rozpoczyna się na brooklyńskim brzegu rzeki East River. Młody skrzypek i wizjoner stał, wpatrując się w nieznane – poza światła miasta. Ttęsknił za przygodą, która wyrwałaby go z ukochanego Nowego Jorku. Po latach intensywnej kariery w firmie inwestycyjnej na Wall Street, Bennet odczuwał głęboki, wewnętrzny konflikt”. I rozwiązał go w sposób zdecydowany. Rzucił dotychczasowe zajęcia i ruszył w świat podróżując przez kraje Azji i Europy, grając na ulicach i spotykając innych, równie „zwariowanych” muzyków. W Londynie był nim grający na instrumentach perkusyjnych Oliver Maguire, a potem w Berlinie do duetu dołączył gitarzysta Florian Eisenschmidt. Jako trio rozpoczęli muzyczną podróż po Europie, grając tam gdzie się udawało zagrać. „(…) Chcieliśmy udowodnić, że możemy podróżować po świecie dzięki naszej muzyce” – wspomina Bennet - „Pragnęliśmy dowieść sobie i wszystkim naszym sympatykom, że sztuka i kultura mają niezwykłą moc. Chcieliśmy zachować pokorę i nawiązać partnerską relację z naszą publicznością. To właśnie stanowiło siłę tego doświadczenia – doświadczyliśmy bowiem niezwykłej życzliwości ze strony naszych przyjaciół i fanów”. Przełomem był rok 2017, kiedy to ich singiel pt. „Soundtracks From The Street” dostał się do pierwszej piątki listy najchętniej odtwarzanych utworów iTunes. W nagrodę zostali supportem swojego ulubionego zespołu Rodrigo y Gabriela (więcej informacji zespole można znaleźć tutaj). I właśnie co wydali swój trzeci album pt. „Echoes Of Eldbriaris”. Sami muzycy mówią o nim, że „(…) to coś innego – to największe ryzyko, jakie kiedykolwiek podjęliśmy”, a od siebie od razu dodam, że „eksperymenty” folkowo-rockowe, jakie się na nim pojawiają dowodzą, że było warto.

Już sam tytuł tego krążka jest tajemniczy, bo… czymże jest Eldbriaris? Na to pytanie próbują odpowiedzieć pierwsze cztery utwory, z których dwa zasługują na specjalną uwagę i to z powodów całkowicie pozamuzycznych. Pierwszy z nich to „The Harmony (Narration 1)”, a drugi „A Fracture (Narration 2)”. Oba „utwory” to melodeklamacje, a właściwie recytacje opowiadające o krainie Eldbriaris. Bez muzyki, bez żadnego dźwięku niczym słowny monolog narratora, który opowiada o tajemniczej krainie. I proszę nie pytać czy skojarzenie z inną krainą znaną z trylogii Tolkiena jest dozwolone… Lecz czy Eldbriaris to muzyczny odpowiednik Shire (Hobbitonu) z „Władcy Pierścieni”? Muszą Państwo sami zdecydować. Oczywiście oprócz narracji jest na tym albumie też ogromna ilość prawdziwie prog-folkowej muzyki zarówno instrumentalnej, jak i piosenkowej.

Rozpoczynające płytę nagranie „Echoes Of Eldbriaris” brzmi niczym utwór jakichś irlandzkich bardów: bębny, flet, skrzypce, taneczny rytm i iście folkowe brzmienia zachęcają do  bliższego zapoznania się z tą tajemnicza krainą i jej dziejami. Nieco musicalowo brzmiąca kompozycja „So We Dance” z gościnnym udziałem wokalistki Hannah Jo Mackinlay i całym szeregiem niezwykłych instrumentów, jak lira korbowa, harfa klawiszowa, darbuka czy buzuki, kreują taneczną piosenkę jakby wyciągniętą ze średniowiecznego jarmarku, a jej ostatnie minuty to wokalny majstersztyk. Ta pierwsza część płyty będąca niejako wprowadzeniem, zapoznaniem ze światem, jaki pojawia się na krążku, jest zarazem odzwierciedleniem tego, co będzie dalej. „Echoes Of Eldbriaris” to, można powiedzieć, spektakl słowno-muzyczny, który rozgrywa się jak przedstawienie lub opowieść starego barda.

Czterej główni bohaterowie części narracyjnej - Emmerich, Seraphine, Kael i Saele w części drugiej wyruszają na pełne morze, ku nieznanym lądom, by ocalić ukochaną ojczyznę. Pełen egzotycznych dźwięków utwór „No Land In Sight” (z gościnnym udziałem Stefana Kluga z zespołu Fiddler’s Green) kroczy w nieznane, zmieniając początkową dostojność i tajemniczość pojawiającymi się mrocznymi i niemal desperackimi partiami wokalnymi. By nagle zostać przerwanym przez przesterowany, rytmiczny riff gitarowy, którego nie powstydziłby się niejeden zespół grający cięższą muzykę. I ta zmienna galopada, ta minstrelowska muzyka przez ponad sześć minut czaruje i uwodzi, by po kolejnej opowieści o losach bohaterów – „The Storm (Narration 3)” – wyczarować prawdziwie progresywny utwór pt. „Storm Searching” z udziałem wiolonczelisty Benniego Celliniego. To zarazem pierwszy z singli, które zostały zaprezentowane słuchaczom. I choć jest to w swej strukturze utwór, który można by nazwać celtyckim, to sposób zaaranżowania, mimo tańczącego rytmu,  jest całkiem, całkiem… progresywny.

Część trzecia przynosi kryzys. Narracyjni bohaterowie są zmęczeni. W „Darkness Within (Narration 4)” słyszmy, że balansują na cienkiej granicy między utratą nadziei a desperacką wolą życia, by ostatecznie pogrążyć się w Otchłani. Potwierdza to wyróżniający się narastającym i nieco mrocznym wokalem oraz nerwową grą skrzypiec utwór „The Abyss”, a gdy w trzeciej minucie słyszymy growl, to jest to muzyczna wiadomość, że bohaterowie upadli na duchu. Bo dalsza część tego utworu brzmi niczym pieśń pożegnalna.

I w zasadzie tak mogłaby się zakończyć ta płyta, gdyby nie fakt, że w  opowieści pt. „A Choice (Narration 5)” (dziesiątym „utworze” na płycie) słyszymy słowa otuchy. Słowa nadziei, która przebłyskuje gdzieś w oddali, a następujący po tej opowieści utwór „Solospire” ze swoim inspirującym refrenem zachęcającym do wspólnego śpiewania pomimo tego, że jest to… kompozycja instrumentalna, napawa nadzieją. Brzmi radośniej i jakoś bardziej optymistycznie.

Prawdziwe zakończenie tej płyty rozpoczyna się wraz z kolejną narracją. „The Shores Of Mnemorith (Narration 6)” – tym razem to opowieść o tym, że udało się pokonać trudności i przeciwności losu i dotrzeć do… miasta… Do „Virexium” – miasta zbudowanego przez największe umysły świata, najlepszych budowniczych i mędrców. „Virexium” to także ostatni utwór z tej, jak mi się wydaje, pierwszej części, prologu, który będzie miał chyba swój dalszy ciąg. To zarazem najdojrzalszy muzycznie utwór z płyty. Zrównoważony, zbalansowany brzmieniowo, bez ucieczek w jakieś stylistycznie zawirowane figury. To prosty muzyczny obrazek do historii opowiedzianej wcześniej.

Nie wyobrażam sobie, żeby nie było dalszego ciągu. Porównując ten album do trylogii Tolkiena jesteśmy przecież dopiero na końcu pierwszej części, a jeszcze tyle przed nami. Przecież losy bohaterów i narracyjne części tego wydawnictwa nie mogą skończyć się po dotarciu do Virexium. Przecież nasi bohaterowie muszą ocalić swój kraj. I mam nadzieję, że już niedługo pojawi się kontynuacja krążka „Mnemorith - Echoes Of Eldbriaris” z równie ciekawymi kompozycjami w stylu…, hmmm, powiedzmy progresywnego-folku, choć, jak można się spodziewać, jest to tylko określenie umowne. Płyta broni się swoją pomysłowością i żywiołowością i proszę się o tym samemu przekonać.

W skład zespołu wchodzą: Bennet Cerven (wokal, skrzypce i narracja), Florian Eisenschmidt (gitary, syntezatory) i George Bingham (bas, perkusja, instrumenty perkusyjne). Do współpracy zaproszono licznych gości, którzy grają na tak nietuzinkowych instrumentach, jak skrzypce, lira korbowa, akordeon, harfa klawiszowa, bouzouka czy bębenki darbuka. Oficjalnie płyta ukazała się 5 czerwca tego roku. A można jej posłuchać na bandcampie zespołu – tutaj.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026