Latimer, Andy – Once You Get Started

Maciej Niemczak

Nagranie „Once You Get Started”, wydane 27 sierpnia 2025 roku, jest jednym z tych utworów, które nie próbują niczego udowadniać, a mimo to zostają w słuchaczu na długo. W sierpniowej serii nagrań Latimera był to właśnie ten moment, w którym jego gitara zaczynało mówić pełnym głosem — nie kruchym, nie niepewnym, lecz spokojnym, dojrzałym, nasyconym emocją. Słuchacze piszą, że muzyka „dosłownie płynie”, że „każdy dźwięk jest na swoim miejscu”, że można ją włączyć w pętli, żeby nigdy się nie skończyła. I trudno o trafniejsze słowa. „Once You Get Started” jest utworem, który nie ma początku ani końca. On po prostu trwa.

Latimer buduje tę kompozycję z niezwykłą delikatnością. Gitara prowadzi narrację od pierwszej sekundy, ale nie jest to narracja techniczna. To jest opowieść zbudowana z dotyku, z oddechu, z pauzy. Jej ton jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w rocku progresywnym — miękki, świetlisty, pełen melancholii. Słuchacze porównują Andy Latimera do najlepszych bluesowych gitarzystów, bo potrafi on jednym muśnięciem struny wywołać emocje, które w innych gatunkach wymagają całych fraz. „Less means more” — piszą. I w tym utworze ta zasada działa bezbłędnie.

W tle pojawiają się pastelowe klawisze, delikatne ambientowe warstwy, subtelne pogłosy. Nie ma tu ostrej rytmiki, nie ma szalonego perkusyjnego pulsu, nie ma niczego, co mogłoby zakłócić płynność. „Once You Get Started” jest muzyką, która nie potrzebuje konstrukcji, bo jej konstrukcją jest przepływ. To utwór, który nie opowiada historii — on ją sugeruje. Nie prowadzi słuchacza — on go zaprasza. Nie kończy się — on się uspokaja.

Choć nagranie nie doczekało się profesjonalnych recenzji, jego odbiór jest wyjątkowo emocjonalny. Fani mówią o nim z wdzięcznością, jak o czymś, co nie tylko zachwyca, ale i leczy. W ich słowach powtarza się zachwyt nad gitarą Latimera — nad jej barwą, jej światłem, jej zdolnością do wywoływania emocji jednym dotknięciem struny. To muzyka, która nie próbuje być wielka. Ona jest prawdziwa.

„Once You Get Started” jest utworem, który znajdzie swoich amatorów nie tylko wśród sympatyków grupy Camel. Jest w nim przestrzeń, którą pokochają miłośnicy Pink Floyd. Jest w nim miękkość frazy, która przywołuje najlepsze momenty Dire Straits. Jest w nim płynność i narracyjność, które mogą kojarzyć się z Mike’em Oldfieldem. Ale przede wszystkim jest w nim Latimer — w pełni, bez pośpiechu, bez presji. To muzyka człowieka, który nie zamyka drogi, lecz ją otwiera. I jednocześnie pozwala słuchaczowi iść nią tak długo, jak tylko chce.

„Once You Get Started” nie jest miniaturą. Nie jest szkicem. Nie jest przerywnikiem. Jest spokojnym, jasnym fragmentem późnej drogi Latimera — miejscem, w którym muzyka nie kończy się, lecz trwa. I w którym słuchacz może zostać tak długo, jak tylko zechce.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026