Muse - The Wow! Signal

Maciej Niemczak

Zespół Muse przyzwyczaił nas do tego, że nie potrafi działać na pół gwizdka. Swoją dziesiątą płytę zapowiedzieli wysyłając specjalną kapsułę z tabletem 33 kilometry w górę, prosto do stratosfery. Ten ekstrawagancki gest idealnie podsumowuje zawartość albumu „The Wow! Signal”. Jest on konceptualną, międzygalaktyczną podróżą zainspirowaną poszukiwaniem życia pozaziemskiego, kosmicznymi tajemnicami oraz prywatnymi przeżyciami lidera grupy, Matta Bellamy’ego, po rozstaniu z żoną. Efekt? Otrzymaliśmy najbardziej bezkompromisowy, wielowarstwowy i bombastyczny album formacji od wielu lat.

Płytę otwiera monumentalny, ponad pięciominutowy utwór „The Dark Forest”. Jak zauważają recenzenci z portalu Progarchy, utwór ten genialnie miksuje motywy godne ścieżki dźwiękowej do ''Lawrence’a z Arabii'' z kościelnymi, liturgicznymi wręcz śpiewami w języku łacińskim. Od tego momentu Muse zabiera nas na dźwiękowy rollercoaster. Zespół nie boi się drastycznych zmian klimatu. Z jednej strony dostajemy napędzany syntezatorami i groove'em lat 80. singiel „Nightshift Superstar” oraz spacepopowy „Hexagons”. Z drugiej zaś strony krążek uderza ciężarem w „Cryogen” i „The Sickness In You & I”, gdzie powracają potężne, riffowe, rockowe operacje rodem z ery “Absolution”. Prawdziwym popisem eklektyzmu jest promowany singlem „Be With You” – utwór, który zaczyna się od organów kościelnych, płynnie przechodzi w dubstep, by ostatecznie eksplodować metalowym finałem wspieranym przez chór. Z kolei wydany najwcześniej utwór „Unravelling” zaskakuje djentowymi rytmami i ciężką pracą 8-strunowych gitar. Ciekawym i odświeżającym elementem jest otwarcie się zespołu na współpracowników. Na płycie usłyszymy gościnny wokal brytyjskiej gwiazdy pop Ellie Goulding w bardzo melodyjnym, stadionowym hymnie „Hush”. Całość zamyka orkiestrowy, przejmujący, epicki utwór „Space Debris”, stanowiący klamrę kompozycyjną dla tej kosmicznej ody.

Reakcje na album pokazują, jak bardzo Muse potrafi spolaryzować publiczność. Magazyn Kerrang! ocenił album jako "zachwycająco przesadzony wtedy, kiedy trzeba” i nazwał go “najbardziej imponującym i kreatywnym sygnałem wysłanym przez zespół od dłuższego czasu”. Zwolennicy wychwalają powrót do eksperymentalnego, "kosmicznego" klimatu w stylu ''Black Holes And Revelations''. Mówi się wprost o „kosmicznej płycie” i najlepszym materiale od czasów ''The Resistance'' z 2009 roku. Część ortodoksyjnych fanów oraz bardziej surowych krytyków narzeka na zbyt popowe, momentami radosne lub zbyt "skaczące po gatunkach" bity, które według nich gryzą się z tradycyjnym, mrocznym i pełnym dramatyzmu obliczem zespołu.

„The Wow! Signal” udowadnia, że po ponad trzydziestu latach na scenie Muse wciąż nie chce nagrywać bezpiecznych płyt. Dan Lancaster popchnął trio w stronę nowoczesnej produkcji, ale Matt Bellamy i spółka nie stracili swojej tożsamości. To album naładowany bodźcami, pełen patosu, ciężkich gitar i tanecznych syntezatorów. Jeśli zatem szukasz w muzyce ostrożności – omijaj ten album. Jeśli jednak chcesz usłyszeć, jak brzmi rockowy zespół zjadający galaktykę na śniadanie – ten sygnał z kosmosu jest przeznaczony właśnie dla ciebie.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026