ESP Project – Extra Sensory Perception

Rysiek Puciato

Wszystko co poniżej proszę potraktować jako wyraz wakacyjnego rozleniwienia i efekt „rozdziawionej buzi” pojawiający się podczas słuchania najnowszej produkcji zespołu ESP Project pt. „Extra Sensory Perception”, który ukazał się 26 czerwca tego roku.

Wstęp.

W tym składzie pojawiają się po raz trzeci. Ich pierwsze muzyczne spotkanie miało miejsce w roku 2018 i zaowocowało albumem pt. „22 Layers Of Sunlight (choć oficjalną nazwą pod jaką ukazała się ta płyta była nazwa: ESP 2.0). Później do spotkania doszło w roku 2025. Tym razem jego efektem był krążek „Velvet Crunch”. Niespełna rok później otrzymujemy nowy muzyczny prezent od panów: multiinstrumentalisty Tony’ego Lowe’a, wokalisty Petera Coyle’a (ex-Lotus Eaters) i wspaniałego perkusisty Marka Brzezickiego (Big Country). I co trzeba od razu powiedzieć… album ten stanowi kolejną fascynującą pozycję w cenionym i unikalnym katalogu zespołu występującego, w zależności od „potrzeb”,  pod trzema nazwami: ESP, ESP 2.0 i ESP Project.

Opinie innych.

Czy jest to album wart posłuchania czy też nie muszą Państwo zdecydować sami, ale proszę spojrzeć poniżej na zachwyty jakie towarzyszyły innym słuchaczom.

„Nie trzeba mieć szóstego zmysłu, by dostrzec, że ESP Project łączy w sobie alchemię talentów; to muzyczny tygiel, który zaowocował czystym złotem! Ich najnowszy album, »Extra Sensory Perception«, jest przejmujący, hipnotyzujący i magiczny – spraw swoim uszom prawdziwą ucztę!” – Chris Currie, Mersey Radio.

„Gorąco polecam niezwykły nowy album »Extra Sensory Perception« zespołu ESP Project. To doprawdy porywający i imponujący współczesny rock progresywny! A do tego pełen ciekawych odniesień do współczesnej fizyki”– Paul Halpern, profesor fizyki na Saint Joseph's University. Autor książki „The Great Atom Debate”.

„Siedem utworów średniej długości, z których każdy jest znakomicie skonstruowany – wszystko to dla naszej przyjemności ze słuchania. (…) Jeśli jeszcze nie ulegliście urokowi ESP, to wasza strata; omija was bowiem muzyka o niezmiennie wysokim poziomie, wymykająca się pułapkom pochopnych ocen. To muzyka dojrzała, pełna ognia, pewna siebie i porywająca – taka, w której można się po prostu zakochać. Ja sam zakochałem się w niej dawno temu”. (…) „Niezaprzeczalne wyzwolenie, jakie niesie ze sobą przesłanie pokoju. W tym konkretnym przypadku słychać wyraźne wpływy The Beatles; to tak, jakby ESP przywołało ducha tego legendarnego zespołu, tworząc nowoczesną wersję »Białego Albumu« (który w moim odczuciu był pierwszym progresywnym arcydziełem w historii muzyki)” – Prog Rogue.

„Peter Coyle w roli głównego wokalisty jest absolutnie wspaniały… to doprawdy cudowny album, zrealizowany na najwyższym poziomie produkcyjnym – po prostu fantastyczny” – Shaun Geraghty, The Prog Mill.

Dodatki odautorskie.

Do tej wyliczanki zachwytów chciałbym tylko dodać, że to wydawnictwo pełne inspiracji i bardzo eklektyczna propozycja trzech artystów, którzy łączą swoje indywidualne talenty, tworząc wyjątkowy i urzekający album. Płyta ta z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom nowatorskiej, pobudzającej wyobraźnię muzyki oraz klimatu tajemnicy, pozostawiając w słuchaczu niezatarte wrażenia. Składa się na nią siedem melodyjnych, tajemniczych i podnoszących na duchu utworów, których muzyka i teksty przenoszą nas w inny świat i wymiar. Już od pierwszej kompozycji – „Into Molecular” – ma się poczucie, że muzyka otula słuchacza niczym jedwab lekko ślizgający się po skórze i przywołujący błogie uczucie rozkosznego zanurzenia się w dźwiękach, które niektórym mogą przypominać muzykę z pogranicza trip-hopu i downtempo. „Time Slips Sideways” kołysze niczym muzyka z filmu, a orkiestrowe zakończenie jest po prostu wspaniałe. „Imagination” – wciąga lekko transowym rytmem i swoistą psychodelią. Wielokrotnie powtarzane niczym mantra słowo „imagination” wręcz zmusza do wniknięcia w najbardziej ukryte zakątki własnego ja. „A Beam of Light” – jest jak nocna wędrówka po bezdrożach, by zagubić się gdzieś tam w nieznanym, a skojarzenia z zespołem The Beatles są jak najbardziej na miejscu. Podobna beatlesowską wymowę ma utwór „Random Stars”. „Weightless” – zaskakuje popisami organów i orkiestrowym rozmachem, a porywające solo gitary sprawia, że można tę kompozycje zapętlić i słuchać bez końca. Wreszcie ostatnia kompozycja – „The Feedback and the Fire” - przez ponad osiem minut zdumiewa intensywnością skonstruowaną przez zdecydowany wokal i misternie utkane warstwy syntezatorów.

I tak można by w nieskończoność.

Bezwzględnie polecam ten krążek, bo jest niczym balsam dla duszy. Niespieszny, wyjątkowo atmosferyczny i wykonawczo perfekcyjny. Każda nuta, każde słowo jest na właściwym miejscu tworząc niesamowitą atmosferę błogostanu i niekończącej się radości ze słuchania. To wspaniała płyta na lato wręcz „zmuszająca” do oddechu i oderwania się od codzienności i, co najważniejsze, wkroczenia na ścieżkę zadumy, wewnętrznego spokoju i zanurzenia się w uzdrawiającą moc „krainy światła”.

Przydatny link: tutaj.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026