mlwz - edunitsky - banner - facet

Latimer, Andy – In The Dark

Maciej Niemczak

Nagranie „In The Dark”, opublikowane na Bandcampie 31 sierpnia 2025 roku, jest jednym z najbardziej wyjątkowych utworów w późnej twórczości Andrew Latimera. Nie dlatego, że jest mroczne, nastrojowe czy pełne przestrzeni — choć jest. Nie dlatego, że brzmi inaczej niż pozostałe sierpniowe nagrania — choć brzmi. Ale dlatego, że jest jedynym oficjalnie wydanym nagraniem, w którym Latimer współpracuje z Pete’em Jonesem, klawiszowcem Camel i liderem Tiger Moth Tale. Camel nigdy nie nagrał z Jonesem żadnego materiału studyjnego — ich wspólne kompozycje z 2018 roku były jedynie ćwiczone na próbach i sporadycznie grane na żywo. „In The Dark” jest więc pierwszym i jedynym owocem tej współpracy, który ujrzał światło dzienne.

Latimer napisał muzykę i zagrał na wszystkich instrumentach. Jones dopisał tekst, zaśpiewał i zagrał na saksofonie. Geneza utworu jest zaskakująco prosta. „Pete pracował nad projektem o górnikach, kiedy wysłałem mu ten utwór i tytuł” - wspomina Latimer. „Po dwóch dniach odesłał mi wspaniały wokal i solówkę na saksofonie”. Tyle wystarczyło. Dwa dni. Jedna wymiana plików. I powstał utwór, który przez lata był tylko szkicem — nigdy nie zagranym na żywo, nigdy nie nagranym przez Camel, nigdy nie wydanym. Aż do teraz.

„In The Dark” otwiera się w sposób, który natychmiast przywołuje skojarzenia z „High Hopes” z albumu The Division Bell. Ten sam pastelowy mrok, ta sama przestrzeń, ten sam dźwięk dzwonów, które przewijają się przez cały utwór jak echo czegoś odległego, ale ważnego. To nie jest cytat. To jest klimat — floydowski, nocny, pełen powietrza. Latimer buduje tę atmosferę z niezwykłą delikatnością: miękka gitara, subtelne klawisze, ambientowe tła, pogłosy, które brzmią jak odbicia światła na wodzie.

W sierpniowej serii 2025 Latimer śpiewał w „Once You Get Started” i „Second Chance”, ale „In The Dark” jest utworem wyjątkowym — bo jego muzyka spotyka się tu z głosem Pete’a Jonesa. I to spotkanie jest absolutnie niezwykłe. Jones śpiewa ciepło, lekko chropawo, z emocją, która nie jest teatralna — jest prawdziwa. Jego wokal nie opowiada historii wprost, lecz sugeruje ją między wersami, jakby mówił o czymś, co można wypowiedzieć tylko w półmroku. To głos, który idealnie pasuje do muzyki Latimera: nie dominuje, nie rywalizuje, lecz współistnieje. Znakomicie współgra z intrumentami smyczkowymi.

A potem przychodzi moment, który wynosi „In The Dark” na zupełnie inny poziom. Najpierw pojawia się solówka Andy’ego — jedna z najpiękniejszych w całej serii nagrań z 2025 roku. Nie jest efektowna, nie jest szybka, nie jest techniczna. Jest pełna światła, ciepła i łagodnej pewności. To solówka człowieka, który nie musi niczego udowadniać. Wystarczy, że mówi prawdę. A zaraz po niej wchodzi saksofon Pete’a Jonesa — miękki, melancholijny, pełen oddechu. Ten saksofon nie jest ozdobą. Jest drugim sercem utworu. Wprowadza barwę, której w twórczości Latimera słyszymy niezwykle rzadko: mrok, melancholię, nocne miasto, przestrzeń, w której każdy dźwięk jest jak światło latarni.

Pojawiaja się opinie, że to „fantastically moody track”, że muzyka „dosłownie płynie”, że „każdy dźwięk jest na swoim miejscu”. I rzeczywiście — „In The Dark” jest kompozycją, która rozwija się jak rozmowa prowadzona szeptem. Nie ma tu pośpiechu, nie ma kulminacji, nie ma dramatycznych zwrotów. Jest za to atmosfera, która przywołuje najlepsze momenty późnego Pink Floyd. Słychać Latimera. I słychać Jonesa. I słychać jak ich wrażliwości splatają się w jednym, mrocznym, pięknym miejscu.

„In The Dark” jest utworem, który przez lata czekał na swój moment. Teraz, kiedy wreszcie ujrzał światło dzienne, słychać w nim coś więcej niż tylko muzykę. Słychać przyjaźń. Słychać wzajemny szacunek. Słychać dwie wrażliwości, które spotykają się w jednym miejscu i tworzą coś, czego nie da się powtórzyć w żadnym innym składzie. To nie jest epizod. To jest obietnica — że Latimer i Jones jeszcze wrócą do wspólnego komponowania.

„In The Dark” nie kończy się w ciemności. Kończy się światłem, które pojawia się wtedy, gdy dwóch muzyków pozwala sobie mówić jednym głosem. To wyjątkowo piękny utwór, jeden z najpiękniejszych w dorobku obu panów.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026