Janos Romualdo Krusenbaum i Max Tockenberg - kim są ci dwaj muzycy? Przyznam, że nigdy o nich wcześniej nie słyszałem. I choć ich muzyka dość mocno zahacza o nie zawsze akceptowalne przeze mnie rejony ciężkiego prog metalu, i choć od czasu do czasu atakują uszy potężną dawką growli, i choć nie każda zagrana przez nich nuta trafia na mój prywatny grunt muzycznych fascynacji, to powiem szczerze: panowie Krusenbaum i Tockenberg przekonali mnie do siebie wypuszczonym na rynek w maju br. albumem "Home" wydanym pod szyldem Blossom Cult.
Janos Romualdo Krusenbaum i Max Trockenberg rozpoczęli współpracę mniej więcej w czasie, gdy na świecie rozszalała się pandemia Covid-2. Nie pomogło to szybkiemu rozwinięciu przez nich skrzydeł. Ich projekt rodził się powoli, mozolnie, a nawet w bólach. We wrześniu 2020 roku wydali debiutancką EP-kę „Closure”, której towarzyszyły trzy udane premiery wideo, po czym, w 2021 roku, przyszedł czas na wydanie kolejnej EP-ki pt. „Prequel”.
Minęło pięć długich lat, o pandemii niewiele kto już pamięta, a grupa skupiona wokół Janosa Romualdo Krusenbauma (wokal, gitara) i Maxa Tockenberga (gitara, wokal wspierający) uzupełniona teraz przez: Eliasa Bauera (instrumenty klawiszowe), Maurice’a Hocha (bas) i Petera Robersa (perkusja) wydaje właśnie premierowy pełnowymiarowy krążek zatytułowany „Home”. W ponownym zdefiniowaniu znaczenia słowa „dom” zespołowi pomogli: Leo Margarit z Pain Of Salvation (wokal w utworze „End Of The Line”), Andreas Kübler z Audiogazer (dodatkowy wokal w „End Of The Line”), Zach Ansley (wokal w singlowym nagraniu „Wake Up”) oraz Gunnar Kaiser (niemieckojęzyczne narracje w trzech „przerywnikach”: „Red Pill (I)”, Black Pill (II)” i „White Pill (III)”, które stanowią wstępy do trzech umownych części, z jakich składa się ten album).
Zespół Blossom Cult łączy w swoim brzmieniu metal alternatywny i progresywny, chwytliwe melodie przeplatane są ciężkimi riffami, elementy atmosferyczne spotykają się z wielowarstwowymi aranżacjami, a krucha intymność często kontrastowana jest z żywiołowymi dźwiękowymi eksplozjami i dynamicznym, ekspresyjnym wokalem, który często przechodzi od melancholii do intensywności. W ogóle, głos Janosa Romualdo Krusenbauma to spory atut brzmienia grupy. Jest on niezwykle wszechstronny i odzwierciedla wewnętrzne stany, które, podobnie jak same kompozycje, nie ograniczają się do jednostronnych emocji. Poruszając się pomiędzy gniewem, nostalgią i melancholią, muzyka Blossom Cult otwiera przestrzeń dla przebudzenia i wewnętrznej transformacji.
Album odzwierciedla obraz współczesnego świata coraz bardziej kształtowanego przez polaryzację polityczną, przyspieszenie technologiczne i utratę orientacji społecznej. Ilustruje nietrwałość i niepewność współczesności, w której instytucje, które kiedyś gwarantowały stabilność, teraz wydają się słabsze niż kiedykolwiek, a jasne prawdy ustępują miejsca performansowi oraz jawnemu odrzucaniu utrwalonych wartości i norm społecznych.
Odnoszę wrażenie, że muzycznie album sprytnie ewoluuje: początek jest o wiele bardziej przepełniony hałasem, chaosem i żywiołowością (bardziej metal niż prog) niż jego późniejsze fragmenty (bardziej prog niż metal). Dlatego im dłużej go słucham, tym podoba mi się coraz bardziej, a już od utworu nr 8 –„Hail To The I” - poprzez „Traitor”, „Moon” (to mój zdecydowany faworyt!), „End Of The Line” i „Further” – wręcz wyśmienicie.
Warto wspomnieć, że album ma taką konstrukcję, jaką lubię chyba najbardziej: składa się on ze stosunkowo krótkich piosenek (tylko jedna trwa dłużej niż 5 minut), które łączą się ze sobą i płynnie z siebie wypływają. Łącznie na płycie jest 15 zaindeksowanych utworów, w tym wspomniane już trzy jednominutowe „pigułkowe przerywniki” oraz ledwie dwuminutowa kompozycja tytułowa będąca efektownym finałem, wyciszeniem, wygaszeniem emocji, pięknym muzycznym outro:
Just like the old days
My friend
You’re home again
The pain was hard to bare
I know
But now you’re home
Rest your soul
Home again
This house still standing firm and strong
Faced winter’s rage
It’s been so long
But now we’re home
Where we belong
Home again
My friend
Wydaje się, że przesłaniem tym album zachęca odbiorcę do zatrzymania się na chwilę w otaczającym nas totalnym chaosie teraźniejszości i, być może, odkrycia nowego zrozumienia starych i niezłomnych wartości, czego przykładem jest nasz własny świat, nasze najbliższe otoczenie, nasz tytułowy „dom”…
Myślę też, że zespół Blossom Cult przy pomocy muzyki wypełniającej swój debiutancki album bardzo umiejętnie podkreśla znaczenie wolnej, ekspresyjnej sztuki, która stara się spojrzeć na rzeczy z szerszej perspektywy i daje ludziom szansę na przetworzenie i doświadczenie pozornie „nowej”, choć tak naprawdę głęboko osadzonej w tradycji, normalności. I robi to na głębokim poziomie emocjonalności zapewniając przy tym mnóstwo pozytywnych wrażeń artystycznych.
