Tytuł tej płyty mógłby sugerować, że mamy do czynienia z muzyką do filmu, jakimś soundtrackiem, który na jednym krążku zebrał muzyczne opisy kolejnych klatek filmowych. Nawet okładka wpasowuje się z ten kontekst pokazując fragment ściany budynku kina (proszę spojrzeć na charakterystyczne lampki na górze) z plakatem, którego grafika do złudzenia przypomina układ grafik plakatu filmowego. Czcionka napisów, przedstawiona postać… Być może do stereotypowego opisu zespołu, który taką płytę wydał trzeba będzie dodać określenie: ‘cinematographic rock’. Dotychczas próby zaklasyfikowania jego twórczości załatwiały takie określenia jak: hard rock, metal, rock progresywny, symfoniczny, pop. I choć jest ich dużo, to jednak wszystkie jakoś mieszczą się w naszej skali opisowej ustawiając twórczości zespołu po stronie rockowej… Dodatek „filmowy” sugerowałby jednak, że najnowsze dzieło idzie w stronę nieco bardziej spokojną, melancholijną, nastrojową, tymczasem wcale tak nie jest. „Music From Salvatore” – najnowsze dzieło szwedzkiej grupy Salva - wykorzystuje jedynie filmowe ramy do zeprezentowania opowieści o życiu seryjnego mordercy i jego nieuchronnej śmierci z rąk sprawiedliwości. Filmowe ramy pozwalają na snucie historii zapisanej kolejnym utworami, które składają się na prawie godzinną zawartość płyty rozciągniętą na osiem kompozycji znajdujących się na krążku.
Od pierwszego utworu, który zapoczątkowuje ten (jednak) koncepcyjny album wiadomo, że ta historia będzie obfitować w wiele muzycznych zwrotów akcji. „Closer” – pierwsze nagranie to nie tylko oddzielna, samodzielna kompozycja. To utwór, który niczym pryzmat pokazuje jaki ten album będzie. Jest niczym wstęp, ale wstęp będący jednocześnie pokazem zawartości całego muzycznego spektrum tego wydawnictwa. Przesłuchanie tylko tego utworu pozwala powiedzieć, że „Music From Salvatore” to ogromnie ciekawy album.
Jeżeli „Closer” to taka „zajawka” tego albumu, to kolejny utwór – „Opening Credits” - jest trzyminutowym instrumentalnym wprowadzeniem w atmosferę, z jaką przychodzi się zetknąć dalej. Majestatyczny fortepian nadający całości atmosfery niczym z horroru, pojawiające się odgłosy kroków, szumu wiatru… to zapowiedź tego, że dalsza część tej muzycznej podróży podąży drogami dramatu. I tak jest w istocie. Trzecia kompozycja – „On A Rainy Night” – to wyrecytowana historia rozpoczynającego się szaleństwa. Wyrecytowana w bardzo rockowy i dynamiczny sposób z zawodzącymi gitarami i mocnym, metalowym aranżem. Wyrecytowana z łkającymi akordami fortepianu nakazującymi skupienie nad kolejnymi frazami tego prawie sześciominutowego utworu. Kolejne nagranie, „God In The Shadows”, to marsz z szaleńczą grą syntezatorów, która wprowadzając początkowy zamęt służy do zgęszczenia rytmu i sposobu aranżacji, by w rezultacie wykreować bardzo piosenkową kompozycję z melodyjnym refrenem. I tylko wypaczony umysł bohatera narracyjnego, który uważa popełnione zbrodnie za wykonywanie woli Bożej, burzy atmosferę tego bardzo przebojowego muzycznie utworu – „(…) I will be God in the shadows / Gone all the weakness and shame / All that remains when I’m free from these chains / is the divinity I became” (Będę Bogiem w cieniu / Zniknęła cała słabość i wstyd / Wszystko to, co pozostanie, gdy uwolnię się od łańcuchów / to boskość, którą się stałem).
Jakie są dalsze dzieje zbrodniarza?... „Run For Your Life” z jeszcze większym naciskiem kładzie akcent na dynamikę opowieści. Uciekaj, uciekaj…, jesteś zwierzyną, jesteś ofiarą. Złoczyńca ukryty w parku poluje na swoja ofiarę – „(…) In a shortwhile / Your blood will freeze / Growing inside, a tension that I cannot hide / I come alive / I creep up behind / One thing on my mind / Through you I’ll thrive / Free from it all / I’ll bring on all mankinds downfal” (Twoja krew zamarznie / Coś narasta we mnie w środku, napięcie, którego nie mogę ukryć / odżywam / skradam się / Mam jedno na myśli / Dzięki tobie rozkwitnę / Uwolnię się od tego wszystkiego / Sprowadzę na całą ludzkość upadek). Takim słowom towarzyszy bardzo majestatyczna muzyka z nieco przetworzonym wokalem. To wyznanie szaleńca z każdą wypowiedzią jest otoczone inną aranżacją, z każdym słowem słyszymy inny rodzaj muzyki, od tej statycznej, majestatycznej poprzez nieco bardziej rockową, zdecydowaną, która, mimo melodyjnego elementu, brzmi szaleńczo. I wreszcie, która przybiera postać utworu instrumentalnego w końcowej części niczym muzyka do kolejnych obrazów filmowych. I to właśnie ta złożoność jest atutem tego utworu, zespół bardzo umiejętnie przechodzi od narracji słownej do czysto instrumentalnego pokazania emocji.
Ale polowanie szaleńca trwa nadal… „Watching You” rozpoczyna się elektronicznie, rozpoczyna się jakby nietaktownie w stosunku do opowiadanej historii, by po mniej więcej minucie ponownie zniekształconym wokalem i pulsującą napięciem aranżacją pokazać umysł szaleńca: „(…) Here in the dark / Out of sight / Watching you / You are unware of what’s to come” (Tu, w ciemności / Poza zasięgiem wzroku / Obserwuję cię / A ty nie jesteś świadomy tego, co nadejdzie). Muzyka nabiera tempa, nabiera zniekształconej mocy i doprowadza do przerażającego finału – „(…) You are mine” (Jesteś mój).
Ta opowieść nie może się skończyć teraz, w takim momencie. Ucieczka szaleńca jest tematem kompozycji „Nemezis” – przedostatniej na płycie. Mocnej, wyraźniej, pospiesznej, wyśpiewanej niczym przez megafon. Czy pewność, że możliwa jest ucieczka jest naprawdę taka pewna… Coraz bardziej rozpędzona aranżacja maluje ten moment mocnymi rockowymi riffami z mocnymi solowymi akcentami gitary. Czy można uniknąć sprawiedliwości…?
Na to pytanie odpowiada ostatni utwór na tym krążku – „White Walls”. Szaleniec zostaje zamknięty w domu wariatów, rozmawia z DCI Masonem (policjantem). Cieszy go dokonana zbrodnia. Jest dumny ze zła i czuje się poszkodowany zamknięciem w czterech białych ścianach. Rozmawia z przedstawicielem prawa, który cieszy się, że udało się poskromić szaleńca i ukarać za popełnione zło. I choć aranżacyjnie mamy do czynienia ze swoistego rodzaju minisuitą, to wyśpiewane pomieszanie smutku szaleńca i radości policjanta pozostawia narracyjny niesmak mimo wielu ciekawych zabiegów muzycznych. Oczywiście można pozostawić warstwę narracyjną gdzieś na boku i skupić się tylko na muzyce. Wtedy otrzymujemy bardzo dobry utwór, jednak jego dramatyzm zmusza do zastanowienia się czy zamknięcie jest stosowną karą dla szaleńca?… Czy takie szaleństwo / taki szaleniec może się zmienić?…
Przez długi czas szukałem sposobu na zrozumienie tego albumu. Historia na nim opowiedziana nie różni się w zasadzie od tych, jakie często widzimy w telewizji i kinie. Wydawać by się mogło, że to tylko „fabularna” opowieść filmowa, jednak gdy skonfrontuje się jej zawartość ze światem rzeczywistym powstaje pytanie: a jak się czują ofiary takiego szaleńca? Czy umysł szaleńca i jego zbrodnie są „ważniejsze”, „ciekawsze” niż ofiary i ich przerwane marzenia i życie? Zespół Salva opowiada na swej płycie bardzo ciekawie zaaranżowaną historię pełną bardzo udanych utworów. Koncept album poruszający historie szaleńca brzmi i dostojnie, i melodyjnie, i nieco obrazoburczo. Jeżeli uda się Państwu oddzielić warstwę muzyczną od narracyjnej podczas słuchania, to przekonacie się, że to bardzo dobra płyta. Ten narracyjny dodatek i jego temat sprawia jednak, że momentami poszczególne części zaprezentowanych utworów brzmią jak pochwała szaleństwa. Ale może właśnie dlatego wracam do tego krążka co jakiś czas. Może właśnie w tym tkwi jego „magia”. Może to właśnie ten moment, takie potraktowanie materii słowno-muzycznej przyciąga? Proszę się przekonać… No bo za każdym razem powstają inne odczucia.
