Avaruusasema - Painovoima I

Rysiek Puciato

Są takie płyty, o których od pierwszej sekundy wiadomo, że przypadną do gustu, że pochłoną słuchacza i nie pozwolą odejść od odtwarzacza. Są takie, o których wiadomo, że raczej pozostaniemy przy pojedynczym, pierwszym i ostatnim zarazem przesłuchaniu. I są wreszcie takie, z którymi przychodzi się wadzić i nawet toczyć muzyczne boje, z którymi raz jest po drodze, a raz jakby na złość nic nie pasuje i się nie klei. Jednego dnia nieoczekiwanie wpada nam w ucho bądź jeden, bądź kilka utworów, a drugiego po prostu tego, co było wczoraj nie daje się słuchać. W moim przypadku tak właśnie działo się w przypadku najnowszego wydawnictwa fińskiego zespołu…. (uwaga na nazwę nieco „trudną” do wymówienia) Avaruusasema, co w dosłownym tłumaczeniu na język polski znaczy „stacja kosmiczna”. Ich najnowszy album, czwarty w kolejności, pt. „Painovoima I” (Grawitacja I) to wydawnictwo zawierające tylko sześć kompozycji i trwające niecałe trzydzieści minut. Ale… bo przecież musi być jakieś ale, to niesamowity pop-progresywny album, którego zawartość muzyczna sięga najdalszych zakątków wszechświata i podąża głęboko w otchłań ludzkiego umysłu. A tak na poważniej, to ciekawy album zawierający bogate i mocne brzmienie oraz niesamowitą umiejętność łączenia  głosów kilku wokalistów. Dodatkowo atutem tego wydawnictwa jest fakt, że wszystkie piosenki wykonywane są w języku fińskim. Tak, moim zdaniem, to atut, bowiem z faktu mojej całkowitej nieznajomości tego języka wynikła sytuacja, że mogłem pozwolić sobie na potraktowanie wokali jako kolejnego instrumentu tworzącego zawiłe, czasami eksperymentalne, ale zawsze bardzo melodyjne frazy kolejnych utworów. Ponadto cechą szczególną tego krążka jest totalne przekraczanie granic pomiędzy stylami muzycznymi, co tworzy często zaskakującą mieszankę na pozór nie pasujących do siebie sposobów muzykowania. Jest typowy progresywny (nieco sztywnawy) wokal, jest melodeklamacja, chórki i dwugłosy, są jazzrockowe aranżacje, obok których z powodzeniem współistnieją lekko awangardowe pasaże i eksperymentalne popisy instrumentalne. Słowem jest wielki misz-masz, który jednak skleja ten album w niesamowite wydawnictwo dla słuchacza poszukującego niesztampowych rozwiązań i crossoverowego podejścia do muzyki.

Jeśli Państwa przygoda z tym krążkiem zacznie się od utworu „Ruuhka” (Szczyt) to od pierwszej chwili staje się jasne, że pełni on rolę typowego intro zachęcającego do następnego skoku w muzyczne morze dźwięków przygotowanych przez zespół. Instrumentalne syntezatorowo-fortepianowe dwie minuty z pląsającymi pojedynczymi dźwiękami solowej gitary podprowadzają słuchacza w nieco kosmicznym stylu do  utworu „Hopeinen Taunus” (Srebrny Taunus), który to tytuł być może został zaczerpnięty z faktu istnienia planety klasy M znajdującej się w systemie Certax Alpha, w galaktycznym Kwadrancie Alfa lub Beta, a być może zupełnie skądinąd. Niemniej jednak „Hopeinen Taunus” brzmi rockowo z dziwnym wokalnym początkiem, który nasuwa skojarzenia z jakąś formą automatu mówiącego. Taki stan rzeczy trwa tylko minutę, bo potem otrzymujemy przeplatankę mocniejszych dźwięków z nieco dziwną wokalną wstawką rodem z popowych piosenek. I ta mieszanina w jakiś sposób łączy się ze sobą, tworząc zgrabną kompozycję z „gwizdanym” zakończeniem dodającym kolejny zaskakujący element.

Zaraz potem solowa gra gitary basowej wspomaganej suchymi uderzeniami perkusji zaczyna się utwór „Aallot” (Fale). Na to wszystko nakłada się dziwnie brzmiący wokal, lekko melodeklamacyjny, tworząc w efekcie wspaniałą jazzrockową kompozycję z wtrącanymi recytacjami. A to nie koniec zaskoczeń, bowiem następny utwór – „Ilma ja tuli” (Powietrze i ogień) - przenosi nas w rejony muzyki filmowej, ba, muzyki z westernów z jej charakterystycznym nieco tajemniczym brzmieniem. I gdy właściwie przez pierwsze poł minuty utwierdzamy się w przekonaniu, że dalsza cześć tej piosenki będzie utrzymana w tym samym stylu, wkracza lekko rapujący żeński wokal pomieszany w swej końcowej części z takimże wokalem męskim, wyciągając tę „westernową” kompozycję na niemal symfoniczny poziom ze słyszalną w tle orkiestracją.

Ale wracajmy w pobliże rocka progresywnego. „Myrskypatsas” – przedostatnia kompozycja z tego albumu - to bardzo spokojna ballada z jazzowo brzmiącymi instrumentami dętymi. To wspaniała, płynąca kompozycja z organami w tle umiejętnie mieszająca jazzrockową improwizację z jakże progresywnymi klawiszami. Muzyczny miód!

Dosłowne tłumaczenie tytułu ostatniego utworu z płyty – „Palavat tahdet” – brzmi: Płonący knot i…, posługując się takim znaczeniem, trzeba przyznać, że nawarstwienie różnych sposobów muzykowania w tym utworze sprawia, że co chwila, co kilka dźwięków, słyszymy inne barwy, inne kolory, inne przesłania płynące z muzyki. Ten utwór płonie emocjami i porusza jakąś wewnętrzną  wrażliwość zwłaszcza w swej środkowej części, kiedy spokojna aranżacja zostaje drastyczne zburzona przez ekspresyjną gitarę, która w eksperymentalnym zapędzie eksploruje nowe dźwiękowe światy. Rock i ballada połączona z eksperymentalną psychodelią. Efekt…? – porywające zakończenie tego nieoczywistego albumu.

Roy Heino (gitary, wokal), Lauri Kuosa (klawiszem, fortepian, wokal), Mikko Kupiainen (perkusja), Juuso Partanen (wokal, bas, gitary), Heikki Pöyhiä (gitary, wokal), Pekka Ranta (bas, syntezatory, wokal) i Heli Valkama (wokal) nagrali przedziwną płytę. Płytę zawierającą tak wiele przeróżnych muzycznych dźwięków, że każdorazowe jej słuchanie dostarcza czasami całkiem odmiennych wrażeń. Nie tylko odmiennych, ale wręcz sprzecznych. Bo, jak już wspomniałem, są płyty, które od razu wpadają w ucho, są takie, których słucha się raz i wreszcie te, z którymi trzeba się nieco „pomęczyć”. Najnowsze wydawnictwo grupy Avaruussaama pt. „Painovoima I” należy do tej trzeciej grupy, ale jakże dobrze jest obcować z albumem, który zmusza do zastanowienia, do przekroczenia przysłowiowej już „strefy muzycznego komfortu” i wyjścia naprzeciw nowym dźwiękom. Polecam ten album, bo ma w sobie to coś przyciągającego i odpychającego zarazem… No i często o to właśnie chodzi.

MLWZ album na 15-lecie Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju 18. raz Ino-Rock Festival Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026